— Trzeba było ze mną skonsultować się, jak nazwać wnuczkę!

Teściowa oburza się, że nie pozwalam jej na kontakt z wnuczką. A co ja mam z tym wspólnego? Czy to moja wina, że obraziła się na mnie i przestała rozmawiać?

W czym tkwi przyczyna konfliktu? W tym, że nazwałam córkę inaczej, niż chciała teściowa. Łajdaczka!

Mąż w ogóle nie zwraca uwagi na nasze kłótnie. Udaje, że to go nie dotyczy. Mówi mi, żebym po prostu ignorowała mamine wybryki, ale ja tak nie mogę. Nie chce się z nią kłócić ani niczego jej udowadniać.

Szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie, czy teściowa chce ze mną rozmawiać, czy nie. Kiedyś się tym przejmowałam, próbowałam nawiązać z nią dobre relacje, ale potem zrozumiałam, że to wszystko jest bezcelowe. Teściowa uważa mnie za głupią. Chce tylko pouczać i udowadniać swoją rację, stawiając na miejsce nieposłuszną synową.

Nie rozumie, jak to jest, że jestem zmęczona po pracy, i dlaczego nie gotuję codziennie świeżej zupy. Twierdzi, że zawsze dbała o zdrowie męża, dlatego nie karmiła go wczorajszym jedzeniem. Według niej, tylko świnie jedzą odgrzewane. Jest to i niesmaczne, i niezdrowe.

Ale teściowa ani jednego dnia w życiu nie pracowała, a ja pracowałam na równi z mężem do czasu urlopu macierzyńskiego. Mamy kredyt hipoteczny, więc nie było innych możliwości. Jednak teściowa tego nie rozumie i stawia mnie na równi ze sobą. Choć nasze sytuacje są zupełnie inne.

Najciekawsze jest to, że kiedy się spotykaliśmy, nie zauważyłam, żeby Andrzej miał idealnie wyprasowane koszule. A i często był głodny. Może więc teściowa przesadza ze swoją wyższością nade mną?

Wydaje mi się, że od pierwszego spotkania planowała, jak się na mnie odegrać. Jej teściowa była surowa, więc postanowiła się zemścić. Tylko nie na niej, ale na mnie. Gdzie tu sens, nie wiem.

Krewniaczka ciągle wtrącała się w nasze życie. Żadne ważne wydarzenie nie mogło się obejść bez jej udziału. Oczywiście, nie mogła też przegapić wyboru imienia dla wnuczki. Pięć miesięcy rozmyślała, wybierała opcje, a potem przedstawiła nam swoją listę.

Tylko teściowa nie wiedziała jednej rzeczy — my z mężem dawno zdecydowaliśmy, jak nazwiemy nasze dziecko. Wszystkie staromodne propozycje teściowej nam nie odpowiadały.

Nazwaliśmy córkę Kasią, zgodnie z naszym planem. Kiedy teściowa dowiedziała się, że postąpiliśmy wbrew jej woli, urządziła awanturę. Jak to możliwe, że obeszliśmy się bez jej zdania? Przecież jest babcią, powinniśmy byli z nią skonsultować!

Oburzała się, że Katarzyn jest wiele, trzeba dziewczynkę nazwać oryginalnie. No tak, Awdotią! Wtedy wszyscy koledzy w szkole będą się z niej śmiać i drwić.

Nie uważam, żeby teściowa miała prawo głosu. Wybór imienia to zadanie rodziców, a nie babć i dziadków.

Kiedy tylko wyraziłam swoje zdanie, teściowa przestała ze mną rozmawiać. Co więcej, nawet do wnuczki z zasady nie przychodzi, a wszystkim opowiada, że to ja jej nie dopuszczam do dziecka.

Szczerze? Jestem tylko zadowolona, że nie odwiedza nas, a na plotki nie zwracam uwagi. Żal mi tylko córki, bo będzie pozbawiona kontaktu z babcią. Ale, najwyraźniej, to na lepsze.