Trzy dni przed ślubem mój narzeczony powiedział, że musi pojechać do mamy. Wrócił z warunkiem, który postawiła moja przyszła teściowa

Moje wesele nie odbyło się z powodu teściowej, która mnie nawet nigdy nie widziała. Z przyszłym mężem poznaliśmy się na uniwersytecie, oboje byliśmy przyjezdni.

Po ukończeniu studiów nie chciałam wracać do domu, bo nie widziałam tam perspektyw. Zostałam w mieście, znalazłam pracę, a mieszkanie wynajmowałyśmy z koleżanką, co było tańsze. Przeżyłyśmy tak trzy lata, a potem poznałyśmy dwóch przyjaciół.

Pierwsza za mąż wyszła moja współlokatorka, zamieszkała z mężem u teściowej, a my z Andrzejem zeszliśmy się i dalej wynajmowaliśmy mieszkanie już we dwoje. Plany na przyszłość snuliśmy, nawet złożyliśmy wniosek o ślub.

– Nic nie szkodzi – mówił narzeczony – moja mama ma dwa mieszkania, jedno teraz wynajmuje, poproszę ją, żeby przepisała je na mnie, sprzedamy je i kupimy coś tutaj.

To było trzypokojowe mieszkanie, więc finansowo powinno być całkiem nieźle. Andrzej kupił obrączki, zdecydowaliśmy, że nie będziemy robić wesela. Pojechaliśmy do mojej mamy, narzeczony poznał przyszłą teściową.

Planujemy jeszcze wyjazd do rodzinnego miasteczka narzeczonego, żeby poznać jego rodziców, ale musiałam wrócić do pracy, więc Andrzej pojechał sam. Wrócił po tygodniu ponury jak chmura.

– Mama odmówiła przepisania mieszkania na mnie – powiedział Andrzej – kategorycznie. I nie chce słyszeć o ślubie.

No cóż, pomyślałam, nie wszyscy mają dobre relacje z teściowymi, dobrze, że moja jest daleko. Poradzimy sobie sami. Będziemy oszczędzać, a potem weźmiemy kredyt na kawalerkę. Wydawało mi się, że wszystko da się rozwiązać.

Zbliżał się dzień ślubu. Andrzej był coraz bardziej ponury.

– Dzisiaj zrezygnowałem z pracy – powiedział narzeczony na trzy dni przed ślubem – a jutro lecę do domu.

Okazało się, że mama postawiła Andrzejowi warunek: przepisze mu mieszkanie, ale w akcie darowizny będzie klauzula odwołania darowizny. Darowizna nie zostanie odwołana tylko wtedy, gdy syn wróci do domu.

– Więc – mówię – mam napisać rezygnację i jechać za tobą?

Naivna ja. Mama narzeczonego postawiła warunek, że syn wraca, ale sam bez mnie. Przyszłej teściowej nie spodobały się moje strony w mediach społecznościowych, moje zdjęcia i zdjęcia mojej rodziny.

Tak oto mój narzeczony wybrał mieszkanie, tak łatwo rezygnując ze mnie!

– Znaczy, że cię nie kochał – pocieszała przyjaciółka – znajdziesz jeszcze swoje szczęście. A ten zgnilizną, mógłby skłamać i odmówić, jest jedynakiem, wszystko i tak by do niego trafiło.

Początkowo obwiniałam mamę Andrzeja, ale potem zaczęłam stopniowo rozumieć, że to nawet lepiej, że Andrzej tak łatwo zrezygnował ze mnie, bo w przyszłym życiu małżeńskim mogłyby pojawić się problemy.

Minęło pół roku, dalej żyłam swoim życiem. A wczoraj zadzwonił Andrzej.

– Przekonałem mamę – z radością opowiadał mi były narzeczony – zgodziła się na sprzedaż mieszkania, więc niedługo przyjadę.

A ja na niego nie czekam. Przez sześć miesięcy wysłał mi tylko dwa smsy. A teraz mama pozwoliła, więc mam go przywitać? Nie chcę.