„Twoje koleżanki już dawno mają mężów, a ty do końca życia będziesz żyła sama” – mówiła matka

Marcie bardzo podobały się stokrotki, więc codziennie śniło jej się, że spaceruje po polu pełnym tych romantycznych białych kwiatów.

Niedawno skończyła dwadzieścia cztery lata, ale na wsi uważano, że jeśli dziewczyna w tym wieku nie wyszła za mąż, to można ją już uznać za starą i nikomu niepotrzebną. Ale jak znaleźć sobie męża w tak małej miejscowości, skoro większość chłopaków przeprowadza się do większych miast, aby zdobyć wykształcenie? Marta nie miała ochoty przenosić się do dużego miasta, gdzie zawsze jest głośno, brudno i tłoczno, wolała spokojne miejsca, takie jak wieś. Od samotności ratowały ją głównie zwierzęta domowe, którymi lubiła się opiekować. Matce nie podobało się, że jej córka zupełnie nie myśli o wykształceniu i interesuje się czymś, czym nie powinna.

Kiedy dziewczyna skończyła dziewiątą klasę, postanowiła pójść do miejscowego technikum rolniczego, które było jedyną szkołą średnią w jej wsi. Po ukończeniu technikum zaczęła pracować na farmie, ponieważ innej pracy w ich miejscowości nie było, wybór był bardzo ograniczony. Później udało jej się dostać na studia i uczyła się zdalnie.

Marta zawsze lubiła spacerować po rozległych polach, które były tak piękne, że czasami nie chciała wracać do domu późnym wieczorem. Starsze kobiety w wiosce mówiły jej tylko, że w takim wieku nie znajdzie sobie męża, bo interesuje się nie tym, czym powinna. Jednak Marta zainteresowała się Janem, który stał się jej sąsiadem i pracował tam, gdzie ona, a także uczył się zdalnie na uniwersytecie. Był tylko jeden problem – Marta nie zakochała się w nim. Dogadywali się całkiem dobrze, pomagali sobie w pracy i często odwiedzali się nawzajem, ale Marta nie czuła do niego niczego, po prostu nie chciała za niego wychodzić za mąż.

Pewnej nocy Marta znów śniła, że spaceruje z jakimś mężczyzną po polu stokrotek, ale nie widziała jego twarzy. Razem biegali po polu, radośni i śmiali się. W tym samym momencie obudziła się, ponieważ wołała ją matka. Chciała, żeby Marta poszła do kobiety mieszkającej na drugim końcu ulicy i dowiedziała się, co dolega psu jej syna, który niedawno wrócił z miasta.

Ten młody człowiek okazał się być trochę starszy od Marty i wyglądał dokładnie tak, jak we śnie dziewczyny. Powiedziano mu, że Marta potrafi leczyć zwierzęta i zajmuje się tym na farmie, więc mogłaby za darmo wyleczyć jego psa.

– Nawet nie będzie Pani w stanie obejrzeć mojej owczarki niemieckiej, ona nie potrafi usiedzieć spokojnie – powiedział mężczyzna.

– Spróbuję – odpowiedziała Marta i zaczęła głaskać psa, który w końcu się położył i pozwolił jej się obejrzeć.

Nie było żadnych poważnych problemów z psem, a Marta poradziła mężczyźnie, aby karmił psa czymś innym, bo jeśli będzie jadł tylko karmę dla psów, to oczywiście będzie chorował.

– Jak to możliwe, że tak szybko dowiedziała się Pani, co jej dolega? Zadziwia mnie, że od razu Pani posłuchała i się położyła, zwykle drapie i szczeka na wszystkich – powiedział mężczyzna z zaskoczeniem.

Niedługo potem młody człowiek zaprosił Martę na randkę, a ona się zgodziła. Długo spacerowali po polu stokrotek, a dziewczyna miała wrażenie, że wciąż śni, bo widziała to samo we śnie. Okazało się, że to był proroczy sen.