— Ty nawet nie potrafisz nic zrobić! Ani koszuli wyprasować, ani obiadu ugotować!

Tatiana przygotowywała się na jubileusz swojej matki i prasowała mężowi koszulę. Wtedy wtrąciła się teściowa:

— Idę z wami. Trzeba tylko po tort i kwiaty wstąpić.

— Mamo, przecież mówiłaś, że cię głowa bolała i miałaś wysokie ciśnienie. Już przeszło? — zdziwił się mąż Tatiany.

— Tak, wzięłam tabletkę. Wszystko w porządku. Nie mogę przegapić takiego święta, — odpowiedziała teściowa.

— Nie ma sensu kupować tortu, mama sama upiekła ogromny, na pewno wystarczy dla wszystkich, — wtrąciła się Tatiana.

Teściowa nawet nie chciała słuchać synowej. Mąż uśmiechnął się do Tatiany, okazując wsparcie. Już dawno przywykli do charakteru i nawyków matki.

Wszyscy razem wyszli z domu i wsiedli do samochodu. Kupili dwa osobne bukiety, bo teściowa nie chciała składać się na jeden duży. Oczywiście, wstąpili po tort, żeby uspokoić teściową.

Jubilatka zdziwiła się, że dzieci przyjechały nie same. Przywitała ich z uśmiechem, by nie zaostrzać sytuacji. Z prezentowanego tortu też się nie ucieszyła. Nie lubiła „Praskiego”, co teściowa doskonale wiedziała.

— Mówiłam, że upiekłam „Napoleona”. Po co wydawaliście pieniądze? Kto to wszystko zje? — zapytała.

— Ja zjem! — odpowiedziała teściowa.

Pierwszy toast wygłosił mąż jubilatki. Użył bardzo miłych słów, które poruszyły wszystkich obecnych. Jednak teściowa musiała się wyróżnić:

— W naszym wieku najważniejsze jest zdrowie!

Aby złagodzić niezręczną ciszę po tych słowach, zięć powiedział:

— Mamo Tamaro, świetnie wyglądasz jak na swój wiek. Moja mama też trzyma się świetnie w swoich 65 latach.

Następny toast wygłosiła Nina Pawłowna: „Tamaro, gratuluję ci. Jesteś odważna, że zdecydowałaś się na urodzenie córki w dojrzałym wieku. A niektórzy spieszą się z rodzeniem dzieci, choć sami są jeszcze młodzi.”

Wszyscy zrozumieli, że teściowa miała na myśli ich dzieci. Tatiana rzeczywiście była gotowa na macierzyństwo, ale teściowa była przeciwna. Po chwili ciszy kontynuowała:

— Najpierw trzeba się ustabilizować, a potem myśleć o dzieciach. Wziąć kredyt hipoteczny, osiągnąć coś w życiu. Nikita sam jest jeszcze dzieckiem. Jaki z niego ojciec?

— Dziecko? Twój syn ma już 30 lat, — powiedziała Tatiana.

— Ty też nie jesteś lepsza. Nie potrafisz nawet koszuli mężowi wyprasować ani obiadu ugotować, — oburzyła się teściowa.

Nikita odwrócił wzrok i spojrzał na żonę. Tatiana nie wytrzymała i wyszła z pokoju. Teściowa czuła się zwyciężczynią.

Nikita poszedł do kuchni, aby uspokoić żonę. Kiedy Tatiana się uspokoiła, wrócili do stołu. W tym czasie mówiła jej mama:

— Nino, nie powinnaś się wtrącać w życie dzieci. Sami powinni decydować, kiedy zostać rodzicami. A Nikita jest świetny, że stanął w obronie żony! A co do mieszkania… Chcieliśmy porozmawiać o tej sprawie. Razem z ojcem zaoszczędziliśmy trochę pieniędzy i chcemy wam pomóc z hipoteką. Myślę, że wystarczy na pierwszy wkład. Chcieliśmy zrobić wam taki prezent na rocznicę ślubu, ale skoro temat już wyszedł, nie ma co zwlekać. Możecie już jutro zacząć szukać mieszkania.

— Dziękujemy wam ogromnie, jestem taka szczęśliwa! — Tatiana zaczęła przytulać rodziców, a zięć uśmiechnął się szeroko.

Ale Nina Pawłowna nie była zadowolona. Powiedziała, że jest jej duszno i wyszła zza stołu. Burczała pod nosem, że wszystko trzeba osiągać samemu, a nie dostawać na tacy.

Jej nieobecność nikomu nie popsuła nastroju. Nawet Nikita postanowił nie gonić za matką. Kiedy wszyscy razem wychodzili, zauważyli ją siedzącą na ławce przed domem.

Tatiana pomyślała, że teraz na pewno zostanie mamą. A jej mąż promieniał ze szczęścia. Ale nastrój Niny Pawłownej był kompletnie zepsuty. Najbardziej martwiło ją to, że będzie musiała samotnie spędzać starość w mieszkaniu.

Ale sama sobie była winna. Albo nie?