Z mężczyzną w domu, stałe gotowanie i sprzątanie zapewnione!

— Kiedyś było tak dobrze, żyłam sobie z córką i na wszystko miałam czas. A teraz to istna katastrofa! Nie mogę usiąść na chwilę! Czy wszystkie zamężne kobiety tak mają? Czuję się teraz jak koń pociągowy, a jeszcze niedawno żyłam dla własnej przyjemności — wzdycha 35-letnia Weronika.

Weronika ma własne mieszkanie. Jej córka ma pięć lat i jest z pierwszego małżeństwa. Ma także pracę, która nie tylko przynosi dochód, ale również satysfakcję. We wszystkim tym brakowało jej tylko jednego — kobiecego szczęścia.

Na froncie osobistym od dawna panował całkowity spokój. Związki z mężczyznami jakoś się nie układały. Wszystko zaczynało się pięknie, a potem pojawiały się pretensje i rozczarowania. Weronika nie chciała żyć z pierwszym lepszym, więc sama wychowywała córkę i nawet nie patrzyła w stronę utrzymanków, skąpców i alkoholików.

Czasami wydawało jej się, że normalni mężczyźni wyginęli. Patrzyła na swoje szczęśliwe przyjaciółki i zazdrościła im bez zawiści. Weronika rozumiała, że z „bagażem” nie jest łatwo znaleźć męża. Bardzo brakowało jej domowego ciepła i silnego męskiego ramienia. Chciała też, aby córka dorastała w pełnej rodzinie. W końcu dziecku potrzebna jest uwaga obojga rodziców, aby nie miało problemów z psychiką.

I wtedy los zesłał jej spotkanie z Krystianem. Ich romans był bardzo burzliwy. Weronika czasem myślała, że to jakiś sen. W Krystianie podobało jej się wszystko, i to ją trochę niepokoiło. Przecież nie ma idealnych ludzi! On wcześniej nie był w związku małżeńskim. Zajmuje stanowisko kierownicze i zarabia dobrą pensję. Co najważniejsze, znalazł sposób na córkę Weroniki. Aktywnie z nią rozmawia, zabiera ją na tenis i sam odbiera z przedszkola.

Kilka miesięcy temu zdecydowali się zamieszkać razem. I oczywiście Weronika była z tego zadowolona. Teraz wszystkie półki są równe, krany nie ciekną, a remont wreszcie mogła odświeżyć. Mają w planach powiększenie rodziny i urodzenie wspólnego dziecka. Wszystko wydaje się być wspaniałe, ale jest coś, co Weronice nie odpowiada — zbyt wiele obowiązków pojawiło się po przybyciu mężczyzny do domu.

Krystian ma po prostu ogromny apetyt. Weronika nie może zrozumieć, jak tyle mieści się w nim. Ona i jej córka jedzą mało, a on je jakby nie miał dna. Koniecznie trzeba przygotować pierwsze, drugie i deser. Połowę kurczaka może zjeść na raz, a zupa dla niego to w ogóle nie jedzenie.

Na jego sylwetce to się nie odbija. Jest wysportowany i szczupły, ale jeść lubi. Weronika nie czerpie przyjemności z gotowania w trybie non-stop. Ile by nie przygotowała, Krystian wszystko zjada. Gotowanie na kilka dni naprzód, jak robiła to wcześniej, już nie jest możliwe.

Teraz Weronika zupełnie nie chce gotować. Odebrali jej ochotę. Najbardziej boi się weekendów, bo Krystian cały dzień jest w domu i ciągle zagląda do lodówki. W takie dni Weronika nawet nie odchodzi od kuchenki. Gdziekolwiek by nie poszli, Krystian koniecznie musi coś przekąsić. Wyszli do parku — kupił popcorn. Poszli do kina — zamówił pizzę. Wyszli na spacer do centrum — koniecznie musi zajść do jakiejś kawiarenki.

A do tego dochodzi jeszcze ciągłe pranie i sprzątanie, więc małżeńskie życie Weroniki nie wydaje się rajem. Jest po prostu zmęczona i nie może nadążyć z obowiązkami domowymi, żeby zadowolić męża. Wcześniej, żyjąc z córką, nie musiała się tak starać. Gotowała raz-dwa w tygodniu, a sprzątała w soboty. Zawsze miały czysto, przytulnie i wszystko przygotowane.

Weronika teraz boi się iść na urlop macierzyński. Jeśli teraz urodzi drugie dziecko, to nie będzie miała w ogóle czasu dla siebie, bo do wszystkich obowiązków dojdzie jeszcze opieka nad maluchem. Jednak rozumie, że takiego mężczyzny jak Krystian więcej nie znajdzie. Nie chce się z nim rozstawać, ale też nie planuje być wieczną służącą.

Może z czasem się przyzwyczai? Co sądzicie? Czy istnieje jakieś rozsądne wyjście? Czy warto niszczyć rodzinę tylko dlatego, że nie chce się gotować i sprzątać? Jak myślicie?