Żona nikomu nic nie jest winna!

Kiedyś spotkałem się z kolegą podczas porannego biegu, i bardzo spodobały mu się moje nowe białe buty do biegania:

— Fajne. Ale pewnie ciężko je wyczyścić po biegu w taką pogodę. Chociaż… Jest przecież komu myć!

— O czym ty mówisz? — zapytałem.

— No, przecież żona je myje!

— Nie, myję je sam. Dlaczego ona miałaby czyścić moje buty? — zdziwiłem się.

— Bez sensu, że się męczysz! To żona powinna robić!

Podobne wyrażenia często słyszę od swoich znajomych. Żona „powinna” gotować, sprzątać, prać i zadowalać męża, witając go z pracy w świetnym nastroju. Czy to nie za dużo?

Taki model rodziny jest bardzo często spotykany. Mężczyźni wygodnie się usadawiają, a kobiety myślą, że tak powinno być, więc milcząco radzą sobie z ogromnym listem obowiązków.

Mam jednak inne zdanie na ten temat. Na przykład moja pierwsza żona nie lubiła sprzątać, ale gotowała z wielką przyjemnością, więc to ja zajmowałem się sprzątaniem. Druga, przeciwnie, nie chciała nawet zbliżać się do kuchni. Gotowałem dla nas i nie widziałem w tym nic obraźliwego.

Teraz jestem w trzecim małżeństwie. Prawie wszystko robimy razem z żoną. Ona nienawidzi myć podłóg, więc ja to robię. Wszystko dlatego, że ona niczego mi nie jest winna. Tak samo, jak inne żony.

Nie rozumiem, jak można to słowo przypisywać kobietom. To mężczyzna powinien robić wszystko, aby kobieta była szczęśliwa, w końcu to on zaprosił ją do małżeństwa. Ona natomiast nie jest zobowiązana być jego służącą. Moja znajoma, na przykład, zdecydowała się na rozwód dopiero po 20 latach małżeństwa, bo miała dość bycia zawsze w długach.

Jestem za równością i małżeństwem, w którym oboje małżonkowie są szczęśliwi.