15 lat temu opiekowałam się moją teściową i w podziękowaniu przepisała na mnie swoje mieszkanie. Planowałam je wynajmować i mieć dodatkowy dochód do emerytury. Ale kiedy syn się ożenił, wpuściłam ich tam „na chwilę”. Teraz sprzątam biura, żeby mieć za co żyć.

– Wiesz, nie każda kobieta poszłaby pracować jako sprzątaczka dla dobra dzieci. Z twoimi dolegliwościami to naprawdę bohaterstwo.

– A co mam zrobić, kiedy nie ma innego wyjścia?

Dwie kobiety po sześćdziesiątce siedziały na ławce w skwerze i żywo rozmawiały.

– Wiader nie dźwigam, mam specjalny wózek! I dobrą mopę, więc nie muszę się tak schylać. Robię swoje powoli, bez pośpiechu. Wchodzę wcześniej, przed szóstą rano, w biurze nikogo jeszcze nie ma poza ochroniarzem. A i tak mam bezsenność, to co będę w domu leżeć? O wpół do dziewiątej jestem już wolna, wszystko umyte… A potem cały dzień mogę odpoczywać!

– Ale i tak ciężko.

– Aniu, a co mam zrobić? Może nie jest lekko, ale pieniądze są potrzebne! Wy z mężem macie dwie emerytury, wam łatwiej. A ja jestem sama. Próbowałam kilka miesięcy żyć tylko z emerytury — przeżyć się da, ale ciężko. Trzeba coś dorobić, póki jeszcze mam siły. I cokolwiek odłożyć na przyszłość. A dla emerytów ofert pracy za wiele nie ma, sama wiesz. Młodzi za grosze podłóg nie chcą myć, dlatego mnie wzięli…

– A mieszkanie? Co tam u ciebie z tą kawalerką? Przecież opiekowałaś się teściową, miała ci je przepisać… To było ze 15 lat temu. Pamiętam, jak mówiłaś, że na emeryturze będziesz wynajmować i jeździć po świecie, haha! Wszyscy ci wtedy współczuliśmy, teściowa była niełatwa… Ale chyba w końcu przepisała?

– A, o to ci chodzi! Tak, teściowej nie ma już 12 lat, wszystko jest na mnie, tak jak obiecała. Teraz mieszka tam mój syn z rodziną.

– No proszę! Masz mieszkanie, a pracujesz przy sprzątaniu? Wystarczy wyrzucić syna, wynająć i masz dodatki do emerytury! Pewnie większe niż ta pensja za mycie podłóg. Syn żyje za darmo jak król, a matka sprząta biura.

– No nie wygonię ich przecież. Mają dwójkę dzieci, młodsza wnuczka ma dwa lata, synowa na urlopie macierzyńskim, syn sam pracuje…

– To chociaż bierz pieniądze za mieszkanie.

– Daj spokój, jakie pieniądze! Ledwo im starcza do pierwszego… Dobrze chociaż, że opłacają czynsz i media. Muszę zresztą sprawdzić, czy nie mają zaległości, dzięki że przypomniałaś…

– A własnego mieszkania kupić nie chcą?

– Jakby to było takie proste! Najpierw odkładali na wkład własny, planowali kredyt, mówili, że za rok–dwa się wyprowadzą. A potem jedno dziecko, drugie, przyszła inflacja, kryzysy… W pracy u syna też nie za różowo, premie zabrali, pensję obcięli. Szuka czegoś innego, ale teraz trudno. Jakby jeszcze mieli wynajmować coś obcego, to by już kompletnie nie spięli budżetu…

– Są dorośli, niech kombinują! Na twoim miejscu usiadłabym z nimi i powiedziała wprost: mieszkanie jest ci potrzebne. Niech się wyprowadzają. I tak żyją tam za darmo pewnie ze 10 lat, co? No właśnie… Syn powinien rozumieć, że dla matki praca fizyczna w prawie sześćdziesiątce to nie żart! Daj im normalny termin — miesiąc, dwa — i niech szukają.