4 wielkie błędy, które popełniłam jako żona (i teraz jestem byłą żoną)
Rok temu rozstałam się ze swoim mężem, i był to najbolesniejszy doświadczenie w moim życiu. Od samego początku winiłam go za wszystkie problemy. Ostatecznie rozstaliśmy się z powodu jego zdrady! To on był winny, że 10 lat małżeństwa zakończyły się nicością…
Ale przed rozwodem był okres, kiedy praktycznie przestaliśmy ze sobą rozmawiać. Ja zajmowałam się domem i dziećmi, a on coraz częściej znikał w pracy, wychodził na piwo z przyjaciółmi i często wracał, gdy już mocno spałam. Całkowicie oddalił się od rodziny i praktycznie nie podejmował żadnych istotnych decyzji. To jego wina, prawda? Co ja do tego? To on zdecydował się mnie zdradzać! Nawet moi przyjaciele mnie w tym wspierali.
Tak mogłam cierpieć jeszcze długo, ale postanowiłam wziąć się w garść i przestać być ofiarą. Poszłam do psychologa, żeby zrozumieć tę sytuację, znaleźć błędy i uniknąć ich w przyszłości. To właśnie ona pomogła mi rozwikłać ten bałagan i pokazała, że w wszystkich naszych problemach byłam także winna. Oto kilka głównych błędów, których w żadnym wypadku nie wolno popełniać w małżeństwie.
Postawiłam dzieci na pierwszym miejscu
Miłość do swoich dzieci jest bardzo łatwa, ponieważ jest to uczucie darowane przez naturę. Natomiast małżeństwo wymaga ciągłej pracy, przed którą próbowałam uciekać. Kiedy wydawało mi się, że wszystko komplikuje, po prostu brałam dzieci i uciekałam z nimi od rzeczywistości. Chodziliśmy do muzeów, kina, kawiarni. Mężowi nawet o tym nie mówiłam, usprawiedliwiając się tym, że i tak jest zajęty, a i tak nigdy nie lubił rodzinnych wypadów.
W efekcie coraz częściej zasypiałam z dziećmi, a potem znów znajdowałam usprawiedliwienia: albo mąż wracał późno, albo przeszkadzał mi swoim chrapaniem, albo uzależniał się od mediów społecznościowych przed snem. W skrócie, praktycznie nigdy nie zostawaliśmy sami.
Nie ustanowiłam granic z moimi rodzicami
Moich rodziców bardzo często odwiedzaliśmy. Czasami nawet zdarzało się to bez uprzedzenia. Pomagali mi w obowiązkach domowych i nawet wychowywali nasze dzieci. Często razem wyjeżdżaliśmy na wakacje, a czasami wkradali się w sprawy, które powinny pozostać prywatne. Wstydziłam się ustanawiać jakiekolwiek granice, ponieważ nie chciałam ich zasmucać.
Jednak mężowi często wydawało się, że jest on żonaty nie ze mną, ale z moją rodziną. To trochę go przytłaczało.
Bagatelizowałam jego wartość
Zawsze wydawało mi się, że w związkach powinna panować szczerość. Ale zapomniałam o tym, że nadmiar prawdy może mocno zranić drugą osobę. A mnie już było to wszystko jedno. Nie wstydziłam się rozmawiać o jego wadach przed znajomymi, opowiadać o wszystkich jego porażkach rodzicom.
Cały czas zaniżałam jego wartość, mówiąc, że jego praca nie jest ważna, że źle dobiera przyjaciół i że spotkania z nimi to czyste marnowanie czasu. Krytykowałam go za absolutnie wszystko. Wydawało mi się, że wszystko robi źle, chociaż w rzeczywistości robił to, na ile był zdolny, i to też było w porządku.
Nawet nie przepuszczałam okazji, żeby krytykować go w łóżku. Chciałam mu pokazać, że przestałam go szanować…
Nieszczerze zachowywałam się podczas kłótni
Długo milczałam podczas kłótni i starałam się znosić wszystko, co mi się nie podobało. W efekcie złość gromadziła się we mnie, a potem wybuchała w postaci wściekłości. To bardziej przypominało histerię lub nerwowy załamanie, czego mężczyźni po prostu nie mogą znieść. Zrozumiałam, że problem trzeba rozwiązywać od razu, a nie zbierać urazy i doprowadzać się do takiego stanu.
Nie piszę tego wszystkiego po to, żeby odzyskać swoje poprzednie związki, to niemożliwe. Po prostu chciałam podzielić się swoim doświadczeniem i uchronić młode dziewczyny przed takimi samymi błędami. Nie warto zamykać oczu na problemy, w związkach zawsze winne są dwie strony.
Czy zgadzasz się z tym?
