8 lat odkładałam każdego funta, bo chciałam kupić sobie mieszkanie w centrum miasta. Ale o swoich planach nic nie mówiłam dzieciom. A po co w ogóle mieliby o tym wiedzieć? Przecież zapewniłam im dach nad głową. I oto, kiedy wszystko było gotowe, ogłosiłam wszystkim, że kupiłam sobie mieszkanie, a nawet zaprosiłam syna z synową i córkę z zięciem na parapetówkę. Od tego momentu wszystko się zaczęło

Pieniądze, pieniądze, pieniądze… Myślałam, że ułatwią mi życie, a tymczasem mam jeszcze więcej problemów.

Do Wielkiej Brytanii wyjechałam do pracy 18 lat temu. Bo żyliśmy nie tyle biednie, co nie tak, jak bym chciała.

Z mężem mieliśmy w wiosce niewielki dom. Ale mieliśmy też dwójkę dzieci, które rosły, i martwiłam się, że kiedy przyjdzie czas, nie będziemy mieli im co dać.

W naszej wiosce panuje zwyczaj, że rodzice starają się zapewnić swoim dzieciom dach nad głową – kto przyjmuje młodych do swojego domu, kto daje jakieś dziedziczne mieszkanie po babci, a kto kupuje mieszkanie lub buduje dom.

A ja nie miałam nic i bardzo się tym martwiłam. Mojego męża te problemy nie obchodziły, uważał, że minęły już czasy, kiedy rodzice musieli coś dać, a teraz dzieci same powinny o siebie zadbać.

Ale nie słuchałam go i jak tylko nadarzyła się okazja wyjechać do pracy za granicę, skorzystałam z niej.

Ponieważ zarówno syn, jak i córka zawsze mówili, że chcą mieszkać w mieście, kupiłam im mieszkania. I pomogłam w remontach.

Syn pierwszy się ożenił i kupiłam mu dwupokojowe mieszkanie. A po 5 latach takie samo mieszkanie podarowałam córce na wesele.

Kiedy już zapewniłam dzieciom mieszkania, trochę się uspokoiłam i z poczuciem spełnionego obowiązku postanowiłam, że teraz nadszedł czas, żeby pomyśleć o sobie.

Najpierw rozwiodłam się z mężem, a potem zaczęłam odkładać pieniądze na mieszkanie.

8 lat odkładałam każdego funta, bo chciałam kupić sobie trzypokojowe mieszkanie w centrum miasta. Ale o swoich planach nic nie mówiłam dzieciom. A po co w ogóle mieliby o tym wiedzieć? Przecież zapewniłam im dach nad głową.

I oto, kiedy wszystko było gotowe, ogłosiłam wszystkim, że kupiłam sobie mieszkanie, a nawet zaprosiłam syna z synową i córkę z zięciem na parapetówkę.

Od tego momentu wszystko się zaczęło. Pierwsza nie wytrzymała córka i powiedziała, jak można tak bezmyślnie wydawać pieniądze. Nie rozumie, po co mi tak duże mieszkanie, skoro mieszkam sama.

Syn ją poparł, dodając, że jedno pomieszczenie by mi wystarczyło, a resztę pieniędzy mogłam podzielić między nimi.

Nie uwierzycie, ale przez to mieszkanie dzieci tak się na mnie obraziły, że przestały się ze mną kontaktować. A ja szczerze nie rozumiem – co takiego zrobiłam źle?