Zdecydowałam się zabrać matkę do siebie do domu, ale po miesiącu odwiozłam ją z powrotem do domu. Wszyscy znajomi uważają mnie za złą córkę, ale inaczej po prostu nie mogłam postąpić
Dlaczego tak? Opowiem!
Witajcie!
Zdecydowałam zabrać matkę do siebie do domu, ale po miesiącu odwiozłam ją z powrotem do jej wsi, gdzie spędziła całe życie. Wszyscy znajomi, którzy wiedzą o tej historii, uważają mnie za złą córkę, ale inaczej po prostu nie mogłam postąpić.
Jak to możliwe? Jak mogłaś tak zrobić? Przecież to twoja własna matka? Czy można tak postąpić? To przecież żywy człowiek, a nie przedmiot. Nie można jej po prostu zabrać, a potem, jeśli coś się nie spodobało – odesłać z powrotem do wsi. A jeśli twoje dzieci postąpią tak samo z tobą, jak ty z własną matką. Co wtedy poczujesz? Prawo bumeranga działa, więc bój się. Wszystko do ciebie wróci! Popraw się, póki nie jest za późno, i zabierz matkę z powrotem do siebie do domu.
I to tylko drobiazgi, które musiałam słyszeć od znajomych ostatnio. A o tym, że wszystko wróci do mnie od własnych dzieci. No więc, nigdy nie będę się tak zachowywać wobec dzieci i wnuków. A jeśli będę zła, to sama zrozumiem, że odwrócili się ode mnie.
Ale w tej sytuacji nie mogłam postąpić inaczej. Odwiozłam matkę z powrotem do jej domu.
Gdy tylko przywiozłam matkę do domu, nie chciała wychodzić poza granice swojego pokoju. Przypominała mi psa, który dopiero zaczyna przyzwyczajać się do nowego mieszkania. Musiałam wnosić jej jedzenie do pokoju, prowadzić ją do prysznica i toalety. Ale ona sama może się zaopiekować i nie potrzebuje mojej pomocy. W prysznicu radzi sobie samodzielnie. W ogóle jest dość aktywną osobą.
A potem, po kilku dniach, matka nieco się zaaklimatyzowała i zaczęła ustanawiać swoje zasady i wprowadzać swoje porządki w moim mieszkaniu. Rozłożyła rzeczy tak, że do tej pory nie mogę znaleźć części z nich. Wprowadziła porządek z naczyniami w kuchni, bo „tak jej wygodniej”. A potem zaczęła każdego dnia płakać, narzekać, że przeniosłam ją z jej ukochanego domu na wsi. Że ciężko jej być w moim mieszkaniu, gdzie nie jest główną.
Chcę spędzić swoje ostatnie lata w swoim domu. Gdzie wszystko jest moje, wszystko stoi tak, jak chcę ja.
Tak zaczęła ciągle narzekać i płakać, odmawiać jedzenia, obwiniała mnie za wszystko. I tak dalej nie mogłam żyć.
Pewnego dnia zdecydowałam, że tak dalej być nie może. Zrozumiałam, że muszę odwieźć ją z powrotem do wsi, do jej domu. Inaczej matka po prostu zwariuje z ciągłymi histeriami. A ja emocjonalnie cierpiałam w swoim własnym domu, ciągłe napięcie, nie mogłam normalnie pracować.
I wtedy odwiozłam ją z powrotem do wsi.
Ale po tym spotkałam
się z silną krytyką ze strony przyjaciół i znajomych. Wszyscy mówią, że to niemoralne zachowanie wobec matki. Że tak nie można robić, to przecież nie przedmiot, a własna matka. Ale cieszę się za swoją matkę, dzwoni do mnie, więcej nie płacze, cieszy się. Czuje się gospodynią we własnym domu i jest z tego zadowolona.
Oto lekcja. Nie zawsze rodzice na starość chcą mieszkać razem ze swoimi dziećmi. Czasem znacznie lepiej czują się we własnym domu.
