Z powodu teścia nasza rodzina stoi na krawędzi rozwodu
Żyjemy z mężem sami, dzieci już wychowaliśmy, mamy po 50 lat. Trzy lata temu zmarła teściowa. Teść miał drobne problemy z sercem, więc zabraliśmy go na jakiś czas do siebie, aby łatwiej przeżył stratę. Siostra męża mieszka niedaleko nas. Pomogliśmy jej kiedyś kupić jednopokojowe mieszkanie, żeby przeniosła się z małego miasteczka do naszego miasta, tutaj były znacznie większe możliwości życia.
Teść mieszka u nas już trzeci rok. Od siostry męża nie ma żadnej pomocy, chociaż mówiła, że będzie przyjeżdżać i pomagać. Mogłaby zabrać swojego ojca na dwa-trzy tygodnie do siebie, żebyśmy mogli trochę żyć sami z mężem, a ja mogłabym odpocząć. Siostra i jej mąż są na emeryturze, mają po 60 lat, obaj nie pracują. Duże mieszkanie teścia pozostało w tym małym miasteczku, skąd wszyscy pochodzą.
Pytałam męża: “Dlaczego twoja siostra nam nie pomaga?” Odpowiadał, że zawsze zachowywała się niezbyt odpowiedzialnie, nie przemęczała się zbytnio problemami krewnych. A teraz widzi, że dziadek ma u nas dobrze, więc jest spokojna i tak się zachowuje. Ale przypomniałam mężowi, że kiedy pomagaliśmy z zakupem mieszkania, poważnym argumentem było to, że jego siostra będzie całkowicie opiekować się rodzicami. Przekonywała nas o tym.
I oto trwa już trzeci rok, a sytuacja bez zmian. W domu atmosfera staje się coraz bardziej napięta, rozwód nie jest daleko. Mąż cały dzień w pracy, a ja z dziadkiem. Zmęczyłam się jego obsługą: to rozbił, to rozlał, a jeszcze wszędzie wchodzi, gdzie nie trzeba. Kto mieszkał ze starszymi rodzicami, ten mnie zrozumie. Bardzo zmęczona, skarżę się mężowi, a on w odpowiedzi krzyczy, że mu dokuczałam, i żyje między młotem a kowadłem.
A ja się obrażam. Całe dni spędzam ze starym teściem. Skarżyłam się siostrze męża, a ona odpowiada, że mają mało miejsca. Zaproponowałam im (jako jedną z opcji) pojechać na kilka tygodni do mieszkania teścia, żeby nie ciaszyć się w ich jednopokojowym, to tylko 200 km od nas. I dwie tygodnie tam można spędzić świetnie, to nie jest jakaś odległa wioska, tylko małe miasteczko. W odpowiedzi wrzasnęła, że w żadnym wypadku tam nie pojedzie, że przez wiele lat marzyła o wydostaniu się z tego miasteczka, a teraz my chcemy wysłać ją z powrotem.
Okazuje się, że jestem jak kura obdarta z piór. Ciągle mi się wmawia, że chcę wyrzucić z domu biednego i chorego starca. Ale tutaj w ogóle nie wiadomo, o czyje zdrowie należy się martwić. Teść nie pije i nie pali, spokojnie uprawia sport. A u nas z mężem ciśnienie skacze, kłótnie, a dziadek jakby tego nie widział. Oczywiście, staramy się specjalnie nie pokazywać niezgody w rodzinie i nie kłócić się mocno przy nim, aby się nie martwi
ł, ale w każdym razie zupełnie tego nie zauważać nie może. Czasami nie mogę się powstrzymać, nerwy na granicy.
Proponowałam zatrudnić pomocnicę, która będzie przychodzić do dziadka do jego mieszkania, pomagać, gotować i opiekować się nim. Teść na mnie się obraził. Nie chce, aby w jego mieszkaniu obcy człowiek “szastał”. W swoim czasie dużo pracowałam, daliśmy z mężem dzieciom wyższe wykształcenie, pomogliśmy im kupić mieszkanie. Myślałam o spokojnym życiu, chciałam uczestniczyć w wychowywaniu wnuczki, ale wszystko poszło nie tak. Miałam nadzieję, że uda się spokojnie rozwiązać sytuację, ale czuję, że bez rodzinnej awantury się nie obejdzie. Zastanawiam się, jakie będą konsekwencje. Co byście zrobili na moim miejscu?
