Przedszkole i tyle. Udawać chorą, by zdobyć uwagę

Trzy tygodnie temu teściowa zadzwoniła z łzami w oczach i zaczęła opowiadać, jak to poślizgnęła się w drodze do sklepu i gdyby nie dobrzy ludzie, nie dotarłaby do mieszkania. Oczywiście syn rzucił wszystko, wziął wolne i zawiózł mamę do szpitala. Uraz w takim wieku to poważna sprawa. Ale wszystko skończyło się dobrze. Lekarz powiedział, że nie ma złamania, tylko stłuczenie i naciągnięcie. Tydzień smarować maścią i wszystko będzie w porządku.

W drodze powrotnej teściowa już kulejąc udawała, że bardzo trudno jej chodzić. Bez wsparcia nie mogła się nawet po domu przemieszczać. Jest starszą, puszystą osobą, więc normalne, że skarży się na trudności w poruszaniu. Należy oszczędzać nogę, mniej obciążać.

Zaproponowaliśmy, że będziemy do niej jeździć. Ona z żałosnym wyrazem twarzy i łzami w oczach mówiła, że jakoś sama sobie poradzi. Mąż postanowił, że będzie do mamy przyjeżdżać po pracy, przynosić jedzenie, gotować i zabawiać. Wiedział, jak napięte są moje relacje z teściową, więc starał się chronić mnie przed dodatkowym kontaktem z nią. I zgodziłam się z nim.

Teściowa mieszka niedaleko. Mąż odwiedzał ją codziennie po pracy. W weekendy zabierał dzieci, żeby bawiły babcię. Ona bardzo za nimi tęskni. Ja tylko przekazywałam pozdrowienia i pieczenie w weekendy. Nie miałam żadnej ochoty odwiedzać ją.

Niedawno mąż zadzwonił do mnie w pracy i powiedział, że ma nagły przypadek i wróci późno. Zrozumiałam, że muszę jechać do teściowej. Po pracy pojechałam po klucze do męża, potem wpadłam do sklepu po jedzenie. Mój dzień pracy kończy się wcześniej niż u męża. Otworzyłam drzwi swoim kluczem i zobaczyłam, jak teściowa spokojnie chodzi po pokoju, nawet nie kulejąc. Wstaje też bez czyjejś pomocy. Specjalnie trzasnęłam drzwiami, żeby przyciągnąć uwagę. Kobieta szybko położyła się na kanapie i przybrała cierpiętniczy wyraz twarzy.

Zachowałam się tak, jakbym nic nie zauważyła. Ale postanowiłam, że mąż musi dowiedzieć się o stanie zdrowia swojej mamy. Codziennie u niej znika, bo ona sama zupełnie nic nie może zrobić. Tymczasem dzieci widzi tylko w weekendy.

Po wysłuchaniu skarg na złe samopoczucie, przygotowaniu jedzenia, wyniesieniu śmieci i zrobieniu kilku drobnych rzeczy, wyszłam. Rano zaproponowałam mężowi, by wziął wolne w pracy i poszedł wcześniej do swojej mamy. Zrobić niespodziankę. Tylko jej o tym nie mówić. Mąż spojrzał na mnie ponuro, ale zrobił, jak prosiłam.

Byliśmy u jego mamy jeszcze wcześniej, niż ja przychodziłam. Kobiety w domu nie było. Odzież wierzchnia wisiała, więc wyszła gdzieś w pobliżu. Mąż zadzwonił do mamy i zapytał o jej samopoczucie. Odpowied

ziała, że leży, noga boli, pewnie zmiana pogody. Nawet wstać nie może. Skarżyła się, a u jej syna brwi się zbiegały. Po wysłuchaniu mamy powiedział, że nie wie, gdzie ona leży, ale na pewno nie w domu. My tu jesteśmy, a jej nie ma. Po pauzie kobieta odłożyła słuchawkę. Poczekaliśmy na nią chwilę, zadzwoniliśmy, ale nie odebrała i nie wróciła.

Domyslam się, gdzie była teściowa. U sąsiadki. Często do niej biega, w domowych kapciach. Zostawiliśmy jedzenie i wyszliśmy. Następnego dnia teściowa sama się pojawiła i zaczęła nas oskarżać, że naszym zachowaniem zmusiliśmy ją do takiego postępowania. Pomocy od syna nie uświadczy, na telefon czekać nie ma co. O widzeniu się z nim na żywo nie wspomina. A tak mogła porozmawiać z synem, a synowa poświęciła jej uwagę.

Mąż był bardzo oburzony. Tak, nie dzwonił często. Ale mama dzwoniła do niego codziennie. Z wizytami oczywiście trudniej, praca, rodzina, brak czasu. Ale raz w tygodniu ją odwiedzał. Teraz na nią się obraził. A tu zaraz Nowy Rok. Trochę mi niezręcznie, że przed świętami mąż pokłócił się z mamą. Żałuję, że otworzyłam oczy mężowi. Ale kto by pomyślał, że teściowa tak to wszystko wykręci.