Dziecko było w naszych planach, a okazało się u teściowej

W wieku 28 lat Alena wciąż nie może zajść w ciążę. Próbują już od sześciu lat, ale bezskutecznie. Powodem jest czynnik żeński. Przeszła leczenie, mnóstwo badań. Nawet USG musiała robić w określone dni. Zdecydowała się nawet na laparoskopię. Po niej, mówiono, na pewno się uda.

Ale szczęście nie chce się do dziewczyny uśmiechnąć. Miesiąc za miesiącem, a wyników żadnych. Lekarze proszą, by się nie poddawać, nie tracić nadziei, wierzyć w cud. W końcu takie cuda się zdarzają, że nie sposób ich wytłumaczyć. A dziewczyna jest jeszcze młoda, ma więcej szans.

Alena stara się nie poddawać, wierzy w cud. Ale kiedy przez sześć lat masz nadzieję, a cud się nie zdarza, stopniowo męczysz się i tracisz wiarę. Wyczerpana dziewczyna skonsultowała się z mężem i zdecydowali, że zostawią tę sprawę w spokoju do 30. roku życia. Jeszcze jest czas. Teraz po prostu będą żyć i o niczym nie myśleć. Potem, może, pomyślą o adopcji.

Aby było łatwiej nie myśleć o niczym, Alena usunęła wszystko, co mogłoby przypominać o dzieciach. Ale los postanowił zagrać z nimi okrutny żart. Mama dziewczyny, Ewa, okazała się w ciąży. W wieku czterdziestu dziewięciu lat. I termin już zaawansowany. Jak to zwykle bywa, myślała, że menopauza, a okazało się – ciąża.

Kobieta oczywiście jest w szoku. Początkowo była zdecydowanie przeciwna dziecku. Gdzie w takim wieku rodzić, tylko ludziom na pośmiewisko. Potem naradzili się z mężem, Janem, i zdecydowali, że będą rodzić. Zawsze marzyli o drugim dziecku. W swoim czasie nie mogli poświęcić czasu wychowaniu córki, Aleny. Była u babci z dziadkiem. Potem ciągłe przeprowadzki, katastrofalny brak pieniędzy, problemy z mieszkaniem. Nie było kiedy myśleć o dzieciach.

Teraz już nie myśleli o swoim dziecku, całkowicie skupili się na oczekiwaniu wnuka. Przeżywali za córkę, w każdy sposób ją wspierali i dodawali otuchy. Pomagali w poszukiwaniu lekarzy. A teraz są tak pochłonięci nowym statusem, że nie zauważają niczego dookoła.

Dla Aleny to cios. Oczywiście, stara się jak może, uśmiecha się, by nie zasmucić mamy, Ewy. Ale w środku wszystko kipi. Zżera ją uczucie zazdrości, czysto kobiece. Ale też dręczy ją poczucie winy za to, że zazdrość wzięła górę. W końcu nikt nie jest winny, że tak się wszystko potoczyło. Mama, Ewa, jest szczęśliwa. Gdyby mogła przekazać swój stan córce, nie zawahałaby się ani chwili.

Dziewczyna jak może wspiera matkę, Ewę. A kobieta jakby nie zauważa, jak ciężko jest jej dziecku. Kilka razy dziennie dzwoni do córki, opowiadać o swoim samopoczuciu, co powiedział lekarz, jakie rzeczy kupiła i co jeszcze trzeba kupić, jaką przemeblowanie zrobić

. Zrozumiałe, że nie ma z kim rozmawiać. Przyjaciółki tylko kręcą przy niej palcem u skroni.

Ale pewnego razu Alena była świadkiem bardzo nieprzyjemnej rozmowy. Do mamy, Ewy, przyszła dobra przyjaciółka. Kobiety rozmawiały o ciąży. Przyjaciółka podziwiała mamę, Ewę, że w swoim wieku zdecydowała się na dziecko. Ona sama, mając czterdzieści lat, bała się. Mama, Ewa, tylko machnęła ręką, że wszystko będzie dobrze, urodzi. Sił specjalnie nie potrzeba. Przecież jest dorosła córka, Alena, która może wychować jej dziecko. Przecież ona nie ma swoich. To lepsze, niż brać z domu dziecka.

Alena bardzo się obraziła. Powiedziała, że to dziecko mamy, Ewy, więc ona sama powinna je wychowywać, skoro zdecydowała się dać mu życie. Mama, Ewa, też się obraziła. Wyrzuciła córce, że nie może poradovać się cudzym szczęściem. I w ogóle, że nie kocha dzieci, skoro tak mówi.

Może dziewczyna na darmo doprowadziła do kłótni? Przecież i tak nie porzuci rodzonego brata-siostry, jeśli nie daj Boże coś się stanie z rodzicami. Więc po co wtedy kłócić się? Czy wszystko zrobiła dobrze? Mama, Ewa, zdecydowała się urodzić, więc niech sama myśli, jak dalej być.