“Po co się drobić, podzielmy rachunek na pół,” – oznajmił kawaler
Pisałam sobie na stronie randkowej. Jeden przedstawiciel płci męskiej zachowywał się dziwnie. Ale z jakiegoś powodu mnie to nie zaniepokoiło. Chyba jestem zbyt naiwna. Ale opowiem wszystko od początku.
Ten mężczyzna nazywał się Janek. Opowiadał pięknie, że wybrane przez siebie panie nie zaprasza do tanich barów. Jak się domyślacie, po tym nastąpiło zaproszenie do znanego restauracji.
Na początku próbowałam myśleć logicznie. Bardzo schlebiało mi, że mężczyzna chce od pierwszego spotkania zrobić na kobiecie duże wrażenie. Ale co jeśli drogie miejsce to tylko przykrywka. Potem okaże się, że będzie zszokowany wysokimi cenami i jego towarzyszka będzie musiała zapłacić rachunek za wszystkich.
Na początku zasmuciła mnie ta myśl, ale potem moja naiwność, wiara w lepsze wzięła górę. Bardzo chciałam, aby Janek okazał się porządnym mężczyzną. Dlatego nastawiłam się na spotkanie. Ale żeby nie wpaść w pułapkę, gdy mężczyzna nie będzie mógł zapłacić za wszystko, złożyłam skromne zamówienie. Bardzo lubię cappuccino, więc zamówiłam je i smaczne ciastko.
Janek najwyraźniej nie zna słowa „skromność”. Jego zamówienie było okazałe. Wybrał prawie najdroższe dania: prosiaka, ośmiornicę, sałatkę morską, przekąski i alkohol. Patrząc na obfitość dań i na mężczyznę, męczyły mnie wątpliwości, czy to wszystko się w nim zmieści. Ale Janek spokojnie pochłonął całe zamówienie.
Dalej, jak się domyślacie, wydarzenia potoczyły się bardzo interesująco. Kelner przyniósł rachunek. Mój skromny zamówienie zostało włączone do wspólnego rachunku. Wyciągnęłam portfel, zamierzając zapłacić za swoje jedzenie. Ale wtedy mężczyzna wziął rachunek, z biznesowym wyrazem twarzy wyciągnął kalkulator, spojrzał mi w oczy i oświadczył, że nie ma co się drobić. Podzielmy rachunek na pół.
Zastygłam w miejscu, gotowa spłonąć ze wstydu. Znowu wpadłam w pułapkę. Trzeba było szybko myśleć, jak wybrnąć z zaistniałej sytuacji.
Od naszego stolika do wyjścia było dość daleko, aby pokonać tę odległość w dwa skoki. Dlatego trzeba było wymyślić inny plan. Zrobiłam najbardziej niewzruszoną minę, na jaką byłam zdolna i lodowatym tonem poinformowałam Janka i kelnera, że płacę za swoje zamówienie. Potem szybko wyciągnęłam pieniądze, położyłam na stół i wyskoczyłam z miejsca. W trzech skokach pokonałam odległość do wyjścia, wskoczyłam do przejeżdżającego autobusu. Chciałam jak najszybciej odjechać z tej restauracji.
Tak, prawdziwym dżentelmenem okazał się kawaler. Chciał za pół ceny zaszaleć.
