Kochający mąż po latach wspólnego życia nagle stał się prawdziwym tyranem i despotą
Trudno sobie wyobrazić, że po trzydziestu latach zawsze opiekuńczy, kochający mąż nagle zmienił się w prawdziwego potwora. Przymusowo izoluje żonę od rodziny, kontroluje telefony i nie pozwala opuszczać domu. Jednak bardziej niepokojące w tej sytuacji jest to, że krewni, którym kobieta przez całe życie pomagała, w żaden sposób nie reagują na sytuację.
Hanna urodziła się w licznej rodzinie, miała 7 sióstr i brata. Żyli biednie na wsi. Jedna z sióstr w wieku 15 lat wyjechała do miasta, gdzie mieszkała jej przyjaciółka z rodziną. Hanna, wraz z pozostałymi siostrami i bratem, stopniowo przenieśli się do sąsiedniego, większego miasteczka. Mieszkali wszyscy niedaleko siebie. W wieku 20 lat Hanna wyszła za mąż, urodziła córkę, Oliwię. Ale ich harmonijne życie rodzinne nie miało długo trwać. Mąż miał wypadek i zmarł w szpitalu. Tak więc w wieku 25 lat dziewczyna została wdową. Mąż miał dom na obrzeżach miasteczka. Sprzedała go i kupiła większy, bliżej rodziny i szkoły, w której zaczęła pracować jako nauczycielka.
Nie brakowało jej zalotników. Była zauważalną dziewczyną: wysoką, szczupłą, z bujną czarną czupryną i brązowymi oczami. Ale nie miała czasu na kawalerów. Musiała postawić córkę na własnych nogach, pracować i zajmować się ogródkiem warzywnym. Bez niego nie dało się w wiosce funkcjonować. Wynagrodzenie nauczyciela było niewielkie. Ale tak łatwiej było z własnymi warzywami, owocami.
Tak żyła dziewczyna, aż spotkała Geralda. Jego matka mieszkała w tym samym miasteczku, a on pracował jako kierowca ciężarówki i czasami przyjeżdżał, by ją odwiedzić. Spodobała mu się piękna, pracowita i dbająca o dom dziewczyna. Zaczął się o nią starać. W wolnym czasie pomagał w gospodarstwie. Zaprzyjaźnił się z Oliwią. Hanna była z tego zadowolona. Bez męskiej ręki w jej domu było ciężko. I tak po kolejnej dalekiej trasie został u niej.
Wzięli ślub, założyli gospodarstwo. W domu zaczęło być mięso, jajka. Po dalekich trasach mężczyzna zarabiał niezłe pieniądze. Jak na miarę miasteczka, byli zamożnymi ludźmi. Siostry zazdrościły Hannie. Ale ona pomagała, jak mogła.
Gerald również miał doświadczenie w związkach. Po nich pozostała córka, w wieku Oliwii. Ale była żądana nie pozwalała im się widywać. Zazdrościła sukcesów byłego męża. Kupował prezenty, przekazywał córce, a jej matka je ukrywała, mówiąc córce, że ojciec o niej zapomniał, że ma teraz nową córkę.
Minęły lata, Oliwia wyrosła, skończyła szkołę, wyszła za mąż, wyjechała z nim do miasta. Hanna rzuciła pracę, zajęła się domem. Z Geraldem nie udało im się mieć wspólnych dzieci. Nie było kogo opiekować. Wtedy przyszła do nich starsza sąsiadka i poprosiła o pomoc. Sama miała już trudności z gospodarstwem, więc chciała, żeby Hanna jej pomagała, oczywiście nie za darmo. Miała dobrą emeryturę, mogła sobie pozwolić. Kobieta zgodziła się. Dwa lata wszystko było w porządku. Potem sąsiadka często chorowała, a ostatecznie odeszła w zaświaty. Zdążyła przed śmiercią przepisać dom sąsiadom.
Po jej śmierci Gerald sprzedał dom i za te pieniądze kupił córce mieszkanie w mieście. To bardzo oburzyło żonę. Zrobił to w tajemnicy, za jej plecami. A przecież połowa pieniędzy była jej, a także córka, wnuki. Wtedy poważnie się pokłócili.
I tak minęło 30 lat ich małżeństwa. Po tylu latach wspaniałego wspólnego życia nagle wszystko poszło na łeb. Gerald bardzo się zmienił. Dobroć i życzliwość gdzieś zniknęły. Zaczęły się stałe awantury, zakazy przyjmowania gości, nawet rodziny. Nawet żony nie wypuszczał nigdzie. Wszystko, co robiła, go irytowało. Oskarżał ją o to, że przez nią zostawił rodzinę, stracił córkę. Teraz próbował nadrobić stracone. Często rozmawiał ze swoją córką, wydawał na nią całą emeryturę. Pewnego dnia powiedział Hannie, żeby przepisała na niego połowę tego domu. A przecież sama go kupowała. Jeśli tego nie zrobi, to za pomoc adwokatów pozbawi ją wszystkiego. Jeśli zacznie się sprzeciwiać, otru ją i zabierze wszystko. I tak bardzo ją zastraszył, że nie wychodzi z domu. Nie może się z nikim skontaktować, poprosić o pomoc.
Jak to się stało, że żaden z krewnych nie zauważył, że nie ma kontaktu z żoną? Dlaczego nikt nic nie robi?
