Wróciłam do domu, a tam czuć obcymi perfumami
– A czego chciałaś! Spójrz na siebie! Nie dbasz o siebie ani o męża! No i on zapragnął pięknej, efektownej i interesującej! Już od dawna jesteśmy razem! Z tobą jest z litości! – wrzasnęła ona na całe gardło.
– Przysięgam, chciałam dobrze, – powiedziała sobie Martyna, rzucając się na dziewczynę.
Martyna i Aleks poznali się bardzo młodo – obydwoje mieli zaledwie dwadzieścia lat. Ledwie poznał uroczą dziewczynę, chłopak postanowił, że to jego przeznaczenie i musi związać z nią swoje życie. Tak właśnie powie ich wspólnej córce po wielu latach. W tamtym momencie nie było czasu myśleć o przewrotnościach losu, bo brzuch piękności rósł nie z dnia na dzień, ale z godziny na godzinę. Przy tym jej ojciec i brat przeprowadzili z młodzieńcem jednoznaczną rozmowę, po której pewność w słuszności wyboru towarzyszki życia stała się absolutna.
Niestety, ani córka, ani strach przed krewnymi żony nie zagwarantowały szczęśliwych relacji małżeńskich. Również ciągłe delegacje w pracy nie sprzyjały zachowaniu wierności wobec małżonki. Nie spędziwszy nawet kilku lat w legalnym związku, zaczął Aleks podrywać na boku. Czy żona wiedziała o tych wypadach – dokładnie nie wiadomo. Nie dawała po sobie poznać, nie urządzała scen, nie skarżyła się rodzicowi-herosowi. Znaczy – nie wiedziała, nie domyślała się albo nie uznawała za stosowne zauważać.
Dla sprawiedliwości należy powiedzieć – Aleks świetnie się maskował! Wymyślał sprytne plany, znajdował czas. Wydawałoby się, delegacja mogłaby ukryć wszystkie ślady niewierności, ale w tym nie było absolutnie żadnego dreszczyku.
Tak rodzina żyła jeszcze kilka lat. Mąż ze swoimi eskapadami już się wyrobił i równocześnie stał się na tyle bezczelny, że postanowił wprowadzać „przyjaciółki” do domu, żeby nie czekać na delegację, jeśli nagle pojawi się odpowiednia okazja.
Tuż przed kolejną rocznicą życia małżeńskiego, piętnastą rocznicą ślubu, Martyna wróciła do domu wcześniej i znalazła na szafce obcą szczotkę. Kolor włosów, tkwiących między zębami, nie pozwolił dokładnie zidentyfikować właścicielki, obecnie połowa jej znajomych nosiła modny blond.
Przez lata małżeństwa mąż ani razu się nie pomylił i nie zasiał podejrzeń o swojej niewierności, więc pojawienie się obcej rzeczy nie zaniepokoiło małżonki.
– Aleks, a czyja to szczotka u nas na szafce leżała?
Serce mężczyzny pominęło kilka uderzeń, a dłonie zdradziecko się spociły.
– Nie wiem, może Małgorzata zostawiła. Wiesz przecież, że ona ciągle wszystko gubi.
– A po co ona przyjeżdżała?
– A, była w naszej okolicy w sprawach, wstąpiła na herbatę, póki było czas.
– Dziwne,
a dlaczego mi nie zadzwoniła? Nie czekała na mnie, nie widziałam jej pół roku…
– Może dlatego, że to moja siostra, więc w pierwszej kolejności chciała zobaczyć mnie?
Logicznie.
Martyna nie dała po sobie poznać, ale obraziła się na szwagierkę, z którą miała całkiem niezłe stosunki i którą próbowała bezskutecznie zaprosić w gości, by oceniła remont.
– W ogóle to jesteśmy z tobą długo żonaci, nie jestem jej obca.
Aleks postanowił doprowadzić urazę żony do maksimum, by nie miała ochoty dzwonić do siostry i wyjaśniać szczegóły.
– Martyno, wy z nią nigdy nie byłyście przyjaciółkami, dlatego nie lubi do nas przyjeżdżać. Woli ze mną pogadać sam na sam, kiedy cię w domu nie ma.
– Tak? No to niech się nie pojawia, kiedy jestem w domu. Teraz będę ci z góry mówić, kiedy wrócę, żeby jej przypadkiem nie zastać u nas w gościach! – wylała złość kobieta.
Takiego prezentu od losu mężulek nawet w najśmielszych fantazjach się nie spodziewał. Jednak za swoją gościną postanowił uważać lepiej, by ta nie zapominała swoich rzeczy. Niestety, ostrożność nie pomogła.
Obrażona Martyna postanowiła dotrzymać słowa i wracać do domu dokładnie o tej samej porze.
Pewnego razu znalazła znów obcą rzecz. Tym razem była to pomadka w okropnym różowym kolorze, którego Martyna nigdy by nie używała.
– Aleks, co to jest?
Przeklinając pustogłową dziewczynę i jej zapominalstwo, Aleks postanowił kłamać na wielką skalę, by na pewno uwierzyli.
– To pomadka Małgorzaty, co jest?
– Ona takich nie używa…
– Skąd wiesz? Tak dobrze ją znasz?
– No patrz, ona TEGO by nie używała! Firma tania, a kolor wulgarny! Widziałam to u kogoś, ale teraz nie przypomnę sobie u kogo…
– Teraz nie ma czasu na drogie marki. – Aleks zrobił tragikomiczną minę, na bieżąco wymyślając, jakie problemy mogły zmusić siostrę do przejścia z luksusowych kosmetyków na masówkę.
– Co się stało? – zdumiała się ufna żona.
– Znalazła sobie faceta, a on z niej całą kasę wyciągnął!
– Co? A co z mężem?
– A co mąż? Mąż nie wie. Wierzy, kocha. A ona tak podle z nim postępuje. – westchnął rozczarowany Aleks. – Przyjechała dzisiaj pożyczyć pieniądze…
– Nie rozumiem, po co jej to? Jej Oleg – dobry, kochający, kocha ją, – zastanawiała się żona.
Właścicielka Olga Brus
Pomadka została zapomniana, rozmowa zeszła na inne tory, a Aleks dał upust fantazji, opisując, w jakiego kryminalistę zakochała się jego nieporadna siostra.
Miłość jest ślepa, mówią klasyki. Warto dodać, że jest również głucha, niema i niewyobrażalnie tępa! Jak inaczej można by wyjaśnić fakt, że Martyna, znajdując na kanapie obcą kolczyka, nie połączyła kropek i nie podejrzewała męża?
Aleks znów odwołał się do siostry, mów
iąc, że przyszła w odwiedziny, nagle poczuła się źle (ciśnienie spadło, je mało, wszystko chudnie dla swojego kryminalnego adoratora) i położyła się odpocząć na kanapie.
– Ja sama jutro do niej pojadę! Trzeba porozmawiać serce w serce, – zapałała Martyna. – Może uda mi się ją przekonać, by rzuciła tego idiotę i naprawiła relacje z mężem.
– Nie trzeba nigdzie jeździć! Cudza rodzina – ciemność! – zaniepokoił się Aleks.
– Dusza rodzaju.
– I dusza też. Nie mieszaj się, sami doskonale sobie poradzą. Poza tym, ja już z nią rozmawiałem, a ty jej raczej nie będziesz słuchać.
– Dlaczego? Przecież nie jesteśmy wrogami!
– Ale nie przyjaciółmi! Szczerze mówiąc, ona cię nie lubi od naszego ślubu.
– Dlaczego? – Martyna była przerażona usłyszanym.
Z siostrą męża, oczywiście, nie były przyjaciółkami, ale też nie walczyły. Czasami nawet organizowały spotkania, przy butelce wina i dobrym filmie. Małgorzata nie miała dzieci, mąż pozytywnie patrzył na takie spotkania. Nawet pozwalał im wyjść do klubu, ale Małgorzata i Martyna nie lubiły imprez, preferując odpoczynek w domu.
I nagle coś takiego! Zaczęła romans, oszukuje męża! Koszmar! Niech Bóg broni zacząć go prowadzić do nich na spotkania!
Zmartwienia o krewną całkowicie pochłonęły Martynę. Do tego stopnia, że nie zauważyła, że w jej domu właśnie dzieje się prawdziwy koszmar.
Pewnego dnia, wracając z pracy, poczuła, że w domu dziwnie pachnie. Zapach był jakoś znajomy, ale nie mogła przypomnieć sobie, skąd go zna. Przez kilka dni aromat obcych perfum utrzymywał się w mieszkaniu, a Martyna łamała sobie głowę, do kogo one należą. To na pewno nie mogła być Małgorzata, ta miała alergię na perfumy. Dlatego nie pytała męża. Już zrozumiała, że mąż albo kłamie, albo coś ukrywa.
Wieczorem, trzeciego dnia, przeglądając kalendarz, Martyna natknęła się na wpis „pogratulować Lenie” i jakby piorun ją uderzył. Lena była jej przyjaciółką. Pracowały razem i przyjaźniły się od kilku lat. To zapach perfum przyjaciółki unosił się w mieszkaniu przez kilka dni, właśnie u niej Martyna zobaczyła tę okropną pomadkę i poradziła, by więcej jej nie używała. To właśnie Lena miała głupią przyzwyczajenie do gubienia kolczyków, które nie trzymały się jej w uszach, i cały zespół chodził i zbierał je za nią. Martyna nie mogła dokładnie powiedzieć, czy widziała takie na przyjaciółce, ale już zrozumiała – Małgorzata nie miała z tym nic wspólnego!
Zapomniane rzeczy, które zbierała, by oddać siostrze męża, należały do przyjaciółki, która bezczelnie wdarła się do ich rodziny i małżeńskiego łoża. Uświadomienie było gorzkie! Pierwszym odruchem było oderwać mężowi wszystko, co możliwe, a przyjaciółce wyrywać włos
y. Odruch nie minął, zamieniając się w plan działania. Martyna zebrała wszystkie zapomniane drobiazgi i udała się do byłej przyjaciółki.
Zebrała siły w sobie, nałożyła obowiązkowy uśmiech i zapukała do drzwi byłej przyjaciółki. Straciwszy czujność Lena nie domyśliła się, po co ta przyszła.
– O, cześć! Co cię sprowadza? – jej idiotyczny uśmiech tak irytował, że Martyna była gotowa rzucić się na rywalkę.
– Tak, pogadać, – uśmiechnęła się gość.
– No to wchodź.
Wchodząc do mieszkania, Martyna od razu wyciągnęła z torebki rzeczy Leny:
– O, przy okazji przyniosłam ci twoje rzeczy. – rzekła z jadem.
– Jakie? – zaniemówiła Lena, zamykając drzwi. – U was chyba niczego nie zostawiałam.
– Spójrz!
Z tymi słowami Martyna cisnęła znaleziska w twarz Leny, z zadowoleniem zauważywszy, że kolczyk celnie trafił ją w oko.
– Oszalałaś! Ja cię…
Lena urwała w połowie zdania, zdając sobie sprawę, że Martyna wszystko wie i nie ma sensu się wykręcać, więc poszła do ataku.
– A czego chciałaś! Spójrz na siebie! Nie dbasz o siebie ani o męża! No i on zapragnął pięknej, efektownej i interesującej! Już od dawna jesteśmy razem! Z tobą jest z litości! – wrzasnęła na całe gardło.
– Przysięgam, chciałam dobrze, – powiedziała sobie Martyna, rzucając się na byłą przyjaciółkę.
