Mama u nas w rodzinie rządzi wszystkim. Tata, oczywiście, może coś tam powiedzieć, ale i tak będzie tak, jak uważa za słuszne mama. Nigdy się tym specjalnie nie przejmowałam, aż do momentu, kiedy postanowiłam wyjść za mąż

U nas w rodzinie zawsze główną osobą była mama. Nie to, żeby tata w ogóle nie miał głosu i praw, ale bez ostatniego słowa mamy się nie obywa. Jak rozumiem, tacie to odpowiada, bo zarabia pieniądze i nie zagłębia się w sprawy rodzinne ani budżet domowy. Pieniędzy zawsze było pod dostatkiem, więc wszyscy mieli wszystko, czego potrzebowali.

Na roku, razem ze mną, studiował chłopak. Ale był z zwykłej rodziny, po prostu wygrał jakiś duży konkurs i otrzymał przyzwoitą sumę pieniędzy. Całe honorarium zainwestował w swoje studia.

Bardzo się zaprzyjaźniliśmy, a w końcu postanowiliśmy pobrać się na piątym roku. Kiedy przekazałam rodzicom tę radosną nowinę, spotkałam się z ogromnym negatywem. Mama krzyczała i zabraniała mi w ogóle widywać się z narzeczonym. Żądała, żebym zerwała z nim wszelkie kontakty.

Rzecz w tym, że mama nie akceptowała zięcia z takiego środowiska. Wszystkie moje próby opowiedzenia o jego osiągnięciach na nic się nie zdały. Mama postawiła mi ultimatum: albo wybieram rodziców, albo więcej do nich nie przychodzę i nie utrzymuję z nimi żadnych kontaktów.

W tamtym momencie nie byłam jeszcze gotowa na takie zwroty w życiu. Rozstanie z nim było dla mnie bardzo trudne. Po prostu powiedziałam mu do widzenia i zabroniłam dzwonić do mnie. Prosił o jakieś wyjaśnienia, ale nie byłam w stanie ich udzielić. W jednej chwili zniszczyłam swoje szczęście, posłusznie wykonując jedno słowo mojej matki. Ale nie byłam gotowa iść przeciwko jej woli.

Mam trzydzieści pięć lat. Nadal mieszkam z rodzicami. Mama nie zaakceptowała żadnego z moich kawalerów, a ostatniemu zabroniła mi wyjść za mąż, bo nie mogłabym jej opiekować się. Jej zdrowie jest w kiepskim stanie. Często biegnę z pracy, żeby podać jej jakieś leki.

I wiecie, nadal jestem niewystarczająca. Nie wyszłam za mąż, nie mieszkam osobno, nie mam dziecka. Choć mama nie pozwoliła mi zamieszkać z jednym z moich zalotników i to ona przekonała mnie, że dziecko od niego jest zbędne.

Teraz ciągle na coś czekam. Nie wiem na co, ale czekam. Z lustra patrzy na mnie smutna i starsza niż swój wiek kobieta. Chcę być szczęśliwa, ale jak?