Minęło dziesięć lat i na progu mojego domu pojawiła się była teściowa. Postanowiłam ją zaprosić do środka
Z Andrzejem poznałam się na imprezie u znajomych. Zaprosił mnie na spacer, potem do kina i tak zaczęliśmy się spotykać. Wynajmowałam mieszkanie, a Andrzej mieszkał ze swoją mamą. Minęło kilka miesięcy i chłopak mi się oświadczył.
Pobraliśmy się, ale mojej teściowej nie przypadłam do gustu, więc ciągle mnie pouczała. Twierdziła, że nie umiem gotować, a jej synek chodzi głodny do pracy i w nieuprasowanych koszulach.
Bardzo kochałam swojego męża, zawsze dbałam o niego, ale mojej teściowej ciągle było mało. Tak trwało przez kilka lat, ciągle coś jej nie pasowało, ale milczałam i nigdy nie skarżyłam się mężowi.
Wszystko zdarzyło się przed Nowym Rokiem. Planujemy go spędzić z przyjaciółmi, ale zadzwoniła teściowa i powiedziała:
– Jestem chora, potrzebuję pomocy. Niech Andrzej przyjedzie do mnie!
Musiałam zostać sama w domu i czekać na niego. Czekałam dziesięć dni i mąż ani razu nie zadzwonił. Nawet nie zapytał, czy wszystko ze mną w porządku. Kiedy do niego dzwoniłam, odpowiadał szybko i sucho:
– Mamie nie jest dobrze, nie przeszkadzaj mi! Wrócę, kiedy mamie będzie lepiej. Nie dzwoń do mnie więcej bez potrzeby!
Później jednak zadzwonił:
– Nie wrócę do domu! Jeśli chcesz, możesz przeprowadzić się do mojej mamy.
Kochałam swojego męża i zgodziłam się na wszystko, byle być z nim, więc spakowałam rzeczy i pojechałam do nich.
Kiedy dowiedziałam się, że będziemy mieć dziecko, a teściowa się o tym dowiedziała, zrobiła mi wielką awanturę. W końcu wyrzuciła mnie z domu, wiedząc, że jestem w ciąży.
Po namyśle, mój mąż powiedział:
– Nie jestem gotowy być ojcem. Mama jest chora, a tu jeszcze dziecko. Nasze małżeństwo w ogóle nie pozwala mi skupić się na rodzinie. Zapomniałem o mamie.
Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę, ale to była prawda.
Spakowałam swoje rzeczy i poszłam. Pojechałam do mamy. Dzięki Bogu, że mnie przyjęła. Mieszkałam tam, dopóki nie musiałam wrócić do pracy.
Mąż przesyłał mi alimenty, ale odmawiał kontaktu z córką. Teściowa mówiła, że nie ma wnuków. Było mi przykro z powodu takiego traktowania.
Minęło dziesięć lat i na progu mojego domu pojawiła się była teściowa. Cała we łzach, trzymała się ściany. Nie chciałam jej wpuszczać, ale zaczęła osuwać się po ścianie, więc musiałam ją zaprosić do środka.
Sprawiedliwość w końcu ją dopadła. Mój były mąż znalazł sobie taką żonę, że teściowa nie mogła nawet słowa powiedzieć we własnym domu. Przyszła do mnie, prosząc, żebym wróciła z dzieckiem, jej ukochaną i jedyną wnuczką, do mojego byłego męża.
Oczywiście, wysłuchałam jej, upewniłam się, że wszystko z nią w porządku, a potem wskazałam jej drzwi. Potem skakałam z radości. Powiecie, że tak nie można? Wiem, ale w tym przypadku tak powinno być. Czułam się lepiej po jej opowieści, szczerze. Nie jestem złą osobą, po prostu przeżyłam zbyt wiele złego.
