— Obudź. Przygotuj śniadanie. Co jeszcze?
Dlaczego cały świat opiera się tylko na kobietach? Wszystkich trzeba obudzić, nakarmić, przygotować do wyjścia. A potem jeszcze wyrażają swoje niezadowolenie.
Rano muszę wstać dwie godziny wcześniej. Równocześnie staram się doprowadzić siebie do porządku, żeby nikogo nie przestraszyć swoim porannym wyglądem.
Potem przychodzi kolej na dzieci. Trzeba obudzić tylko jedno, bo drugie ma zajęcia dopiero po południu.
Jest jeszcze mąż, który sam też się nie obudzi. Jeśli go nie obudzę, spóźni się i obwini za to mnie.
— Gdzie jest śniadanie?
— Dlaczego znowu jajecznica?
— Wstałaś o wpół do szóstej, jak to „nie zdążyłaś”?
— Mam sam sobie zrobić herbatę?
— A moja siostra zawsze zdąży zrobić zapiekankę dla swojego męża na śniadanie…
Okazuje się, że jestem winna tego, że nic nie zdążam. Nikt nie myśli o tym, że mam za dużo obowiązków. Nie wytrzymałam i tym razem odpowiedziałam:
— A nie zastanawiałeś się, dlaczego wstaję tak wcześnie? Nie chcesz choć raz zebrać dzieci i zawieźć ich do przedszkola/szkoły? Nawet sam nie potrafisz się obudzić! To ja cię budzę! Myślę, że nie zmęczysz się za bardzo, jeśli wyciągniesz jedzenie z lodówki i podgrzejesz. Nie chcesz jajecznicy? To jutro jej nie będzie! Potrafisz używać kuchenki? Do dzieła! Co chcesz, to sobie przygotuj. A twoja siostra gotuje, bo nie pracuje i nie mają dzieci. Budzi męża, przygotowuje mu śniadanie i znowu idzie spać.
Czy u was też tak jest? Czy wszyscy mężczyźni są tacy bezradni? Czy naprawdę nie są w stanie sami podgrzać jedzenia albo przygotować coś prostego?
