Leninwego męża już nie można zmienić

Po raz pierwszy spotkali się w 1995 roku, kiedy pracowali w jednej firmie. Walenty przyjechał tam na delegację i właśnie tam zobaczył Anię. Trochę porozmawiali i uznali, że warto umówić się na randkę, bo wydawali się sobie bardzo interesujący. Walenty był starszy od niej tylko o kilka miesięcy i całe swoje dzieciństwo spędził w małej wiosce. Miał kiedyś żonę, z którą miał dziecko i się rozwiódł, a teraz jego syn był już prawie absolwentem uniwersytetu.

Ania też miała kiedyś kochającego męża, z którym ostatecznie musiała się rozwieść, tylko jej dziecko chodziło jeszcze do szkoły i mieszkało z babcią, matką Ani. Zostawiła dziecko z babcią, bo chciała zająć się swoim życiem osobistym, a matka Ani miała przestronne mieszkanie, w którym dziecko miało dużą, prywatną pokój z balkonem.

Kiedy Ania poznała Walentego, była całkowicie wolna, nawet od dziecka, i miała własne mieszkanie, więc kiedy zaczęli się spotykać, Walenty przeprowadził się do jej mieszkania ze wszystkimi swoimi bagażami. Wcześniej mieszkał w internacie. W rzeczywistości był bardzo miłym i dobrze wychowanym człowiekiem, więc trudno go nazwać bezczelnym. Walenty nawet chciał założyć rodzinę z Anią.

Walenty nie miał żadnych uczuć do Ani, cały czas mówił jej, jaka jest piękna. Wydawał na nią pieniądze, żeby cieszyła się prezentami od niego i co tydzień dostawała od niego kwiaty. Walenty na jej powrót do domu zawsze przygotowywał kolację dla dwojga i nie przeszkadzało mu, że żona praktycznie nie zajmuje się gotowaniem. Walenty zawsze mył podłogi w domu i uważał, że skoro mieszka w mieszkaniu żony, to powinien jej dziękować wykonując prace domowe. Dzięki niemu w domu zawsze było czysto i schludnie, a Ania bardzo to doceniała. Regularnie chodzili też do restauracji lub na spacery do parku, żeby spędzać więcej czasu razem.

Para często bywała na wystawach sztuki nowoczesnej i w teatrach. Po około roku życia w związku partnerskim postanowili się pobrać, ale nie obchodzili tego w gronie przyjaciół czy rodziny – świętowali sami w domu przy uroczystej kolacji. Potem Walenty zaproponował, żeby przenieśli syna Ani do nich, żeby nie było tak nudno, ale Ania odmówiła, bo nie lubi hałasu i wystarczały jej spotkania z dzieckiem raz w tygodniu. Poza tym ich mieszkanie było małe i oznaczałoby to, że gdyby zabrali syna Ani, musieliby gnieść się w jednym pokoju.

Ania była jeszcze bardziej zaniepokojona tym, że mąż po powrocie do domu nie mógł normalnie odpocząć i od razu zabierał się za prace domowe, żeby ona mogła więcej odpocząć. Ona tylko proponowała mu, żeby się położył i odpoczął, czego on, jak zwykle, odmawiał. Ania w takich momentach wyrywała mu mop z ręki i prowadziła go na kanapę, żeby odpoczął, bo sam by się nie położył, dopóki nie posprzątałby całego mieszkania. Kiedy mąż gotował, Ania mówiła mu:

– Chcesz mi pokazać, że nie umiem gotować, dlatego postanowiłeś wziąć gotowanie na siebie? A kiedy będziesz odpoczywać?

Mąż po prostu śmiał się z jej słów, nie słuchając jej. W końcu miał dość, że żona ciągle odciąga go od prac domowych i postanowił rzeczywiście odpoczywać. Okazało się, że odpoczynek po powrocie z pracy to bardzo przyjemna sprawa, bo nie trzeba się męczyć i zajmować czymś, co jeszcze bardziej męczy.

Po dziesięciu latach Ania zrozumiała, że jej zdrowie już nie to samo i nie może sama zajmować się wszystkimi pracami domowymi, więc liczyła na pomoc męża. A mąż, zgodnie z jej wcześniejszymi radami, odpoczywał, leżąc na kanapie i oglądając telewizję.

– Zaraz się zrośnie z tą kanapą, ale w żadnym wypadku mi nie pomoże. Dlaczego wszyscy mężczyźni są tacy leniwi? Nie żal im swoich żon? – myślała Ania w wieku pięćdziesięciu trzech lat.

– Mój zachowuje się dokładnie tak samo, chyba wszyscy mężczyźni są tacy sami, nie ma co od nich niczego oczekiwać, całkowicie się lenią… – potwierdzały przyjaciółki.