Jedyną radością dla Marii był czas, kiedy na Boże Narodzenie obaj synowie z żonami przyjeżdżali do niej w gości. Na początku próbowała przekonać dzieci, żeby zamieszkali z nią, ale potem zrozumiała, że w najbliższym czasie nie wrócą na wieś

Maria zawsze była doskonałą gospodynią, w jej domu panował idealny porządek. Dbała o to osobiście, bo ani jej dwóm synom, ani mężowi nie zależało na porządkach. Miała taki charakter – wszystko musiało lśnić.

Trzeba powiedzieć, że kobieta wszędzie nadążała: w pracy, w domu i w gospodarstwie. Mieszkali w wiosce we własnym domu, więc pracy zawsze było dużo – kury, świnie, ogród, sad. Ale u Marii zawsze wszystko było na swoim miejscu.

Kobieta miała również marzenie – wybudować na podwórku obok siebie dwa domy, żeby synowie, gdy się ożenią, mieszkali razem z nimi. Mieli duży ogród, więc miejsca na budowę nie brakowało. Mąż na początku był przeciwny, ale kiedy zrozumiał, że nie przegada żony, zaczął jeździć na zarobki, żeby zebrać pieniądze na budowę.

Tak spędził 20 lat na zarobkach, a pewnego razu, kiedy na podwórku stały już dwa takie same domki, zadzwonił do żony i oznajmił, że znalazł inną kobietę i chce się rozwieść. Maria prosiła męża, żeby przemyślał swoją decyzję, ale on powiedział, że do tej decyzji dojrzewał długo, a teraz, kiedy dzieci dorosły i domy dla nich są zbudowane, postanowił wreszcie żyć dla siebie.

Obaj synowie w tym czasie wyjechali do stolicy, żeby studiować na uniwersytecie, a potem tam znaleźli pracę i zostali. Pierwszy o swoim ślubie poinformował Marię starszy syn, Adam. Ona od razu się ucieszyła, myśląc, że syn wróci do domu i będą żyć razem, ale Adam miał zupełnie inne plany. Zrezygnował także z wesela, co bardzo zasmuciło mamę.

Kilka lat później taka sama historia wydarzyła się z młodszym synem, Wiktorem – również nie chcieli urządzać wesela i wracać do nowego domu na wsi. I starszy, i młodszy syn dobrze zarabiali w stolicy, więc na początku wynajmowali mieszkania, jednocześnie zbierając pieniądze na własne.

Jedyną radością dla Marii był czas, kiedy na Boże Narodzenie obaj synowie z żonami przyjeżdżali do niej w gości. Na początku próbowała przekonać dzieci, żeby zamieszkali z nią, ale potem zrozumiała, że w najbliższym czasie nie wrócą na wieś. Tak i stoją puste dwa domy na podwórku Marii.