Żyliśmy szczęśliwie, urodziło się nam dziecko, a nasze życie całkowicie się zmieniło: po obowiązkach domowych chcę spać, a mąż tego nie zauważa i gra
Gdy tylko poznałam swojego partnera, był po rozwodzie ze swoją byłą żoną. Na początku po prostu się spotykaliśmy, a on starał się zapomnieć o swojej byłej, a dosłownie po kilku miesiącach zaproponował, że możemy się pobrać. Bardzo go kochałam i rozumieliśmy się doskonale, jakbyśmy żyli razem od ponad dziesięciu lat.
Mąż zawsze pomagał mi w obowiązkach domowych, dlatego wydawało mi się, że nasze relacje będą takie wieczne. Taka szczęśliwa sielanka trwała u nas tylko cztery lata, a potem dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Po dziewięciu miesiącach urodziłam dziewczynkę, ale nasze relacje z mężem zmieniły się praktycznie od razu, a ja spojrzałam na małżeństwo zupełnie inaczej. Życie stało się bardzo trudne. Wstawałam wcześnie rano, bo dziecko płakało i chciało jeść, a mąż złościł się na mnie, że nie może normalnie się wyspać. Życie w ciągłych kłótniach mnie zmęczyło i prawdopodobnie każdy, kto miał dziecko, przeżywał coś podobnego. Uważałam, że gdy dziecko trochę podrośnie, nasze relacje z mężem znów się poprawią i będziemy żyć tak dobrze, jak wcześniej, ale z czasem wszystko zmieniało się tylko na gorsze.
Córka miała wtedy prawie dwa lata i było mi coraz trudniej radzić sobie z domem, ponieważ zaczęła chodzić i mogła coś zniszczyć, a ja zajmowałam się obowiązkami domowymi i nie mogłam jej pilnować. Mąż odmawiał jakiejkolwiek pomocy i myślał, że jego jedynym obowiązkiem jest przynosić pieniądze do domu, a resztą powinna zajmować się kobieta.
Miałam pracę, ale mimo to musiałam wszystko robić sama w domu, bez pomocy męża. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby mój mąż spędzał chociaż czas z córką wieczorami, a ja mogłabym spokojnie odpocząć, ale mąż uważał, że powinnam jeszcze zdążyć zrobić wszystkie prace domowe przed jego powrotem. Jeśli prosiłam go, żeby posiedział z dzieckiem, mąż odmawiał i najczęściej po prostu kładł się spać w innym pokoju.
Nie mogłam zrozumieć, jak może tak traktować dziecko, choć sam chciał je mieć i mówił, że będzie regularnie spędzał z nią czas, a także chodził z nią na spacery. Moje prośby, żeby zajmował się dzieckiem, nie przynosiły efektu, więc na jakiś czas przestałam go o cokolwiek prosić.
Pewnego razu miałam dość tego, że zajmuję się wszystkimi sprawami sama i de facto pracuję więcej niż mąż, więc postanowiłam powiedzieć mu wszystko, na co długo się nie odważyłam. Jak zwykle, zrobiliśmy awanturę.
Mój mąż od dawna tak się zachowywał, ale nie zwracałam na to uwagi, bo zależało mi na dobrych relacjach z nim. Wydawało mi się, że z pojawieniem się dziecka mąż stanie się choć trochę bardziej odpowiedzialny, bo dziecko wymaga stałej opieki, ale w efekcie zaczął wcześniej wychodzić do pracy i później wracać do domu, żeby nie słyszeć ciągłego płaczu naszej córki. Teraz wzajemnie się nienawidzimy i mamy już jakąś tradycję kłócenia się przed snem.
Dlaczego tak się zmieniliśmy po kilku latach małżeństwa? Czy można tak bardzo zacząć się nienawidzić tylko dlatego, że nie podzieliliśmy obowiązków domowych? Czy będziemy znów żyć w dobrych relacjach?
