Podsłuchałam rozmowę mojego chłopaka, która zdecydowanie nie była przeznaczona dla moich uszu
Z Wiktorem spotykaliśmy się już od pół roku. Nie wiem, co mnie przyciągnęło do tego chłopaka. Zewnętrznie zupełnie nie był w moim typie.
Niski, o drobnych rysach twarzy, jasne włosy, niebieskie oczy. Taki, którego zobaczysz w tłumie i zapomnisz.
Prawdopodobnie zdobył mnie tym, że przez cały miesiąc długo i wytrwale przychodził do mnie do pracy, przynosił bukieciki goździków, prawił barwne komplementy i patrzył na mnie oddanym wzrokiem.
Taka wytrwałość przyniosła efekty i zaczęliśmy się spotykać.
Po trzech miesiącach przeprowadziłam się do Wiktora i wtedy zaczęłam podejrzewać, że mój ukochany nie jest tym, za kogo się podaje.
Wciąż tonęłam w komplementach i wyznaniach miłości, ale jednocześnie zaczęłam zauważać, jak na ulicy przygląda się pięknym dziewczynom długim spojrzeniem.
Kiedyś, sprzątając mieszkanie, odsunęłam kanapę i znalazłam kartkę z kobiecymi imionami i numerami telefonów. Bardzo mi się to nie spodobało, ale Wiktor zbył to mówiąc, że to numery jego koleżanek z poprzedniej pracy.
Apogeum mojej zazdrości nastąpiło, gdy Wiktor pojechał na weekend z przyjacielem na ryby. Zadzwoniliśmy do siebie w sobotę w ciągu dnia i umówiliśmy się na rozmowę wieczorem, ale po kilku godzinach zatęskniłam i sięgnęłam po telefon.
Po ośmiu sygnałach odebrał. Tak mi się przynajmniej wydawało. W rzeczywistości telefon musiał być w kieszeni jego dżinsów i podczas dzwonienia odblokował się ekran.
W tle słyszałam irytujący kobiecy śmiech, do którego dołączyło kilka męskich głosów. Słyszałam też głos Wiktora, który mówił te znajome mi komplementy, które znałam już na pamięć. Tyle że teraz nie były przeznaczone dla moich uszu.
Przez kolejne 15 minut słuchałam cudzych głosów, po czym rzuciłam telefonem i zaczęłam pakować swoją torbę.
Naturalnie rozstałam się z tym typem. Mówił coś o skradzionym telefonie, ale te próby usprawiedliwienia oceniłam na jedynkę. Wymyślanie komplementów wychodziło mu lepiej.
Nie wierzę w przypadki i uważam, że przypadkowo włączony telefon był dla mnie znakiem, by zakończyć te relacje.
