No i co z tego, że urodzę w wieku czterdziestu lat? To nie jest XVII wiek! Medycyna jest na wysokim poziomie

Niedawno miałam poważną sprzeczkę z moją przyjaciółką. Właściwie to się pokłóciłyśmy. A co najgorsze, powód nie był wcale poważny. Nie mogę zrozumieć, dlaczego tak wybuchłam bez wyraźnego powodu. Może to zmęczenie po moim długim urlopie macierzyńskim, trwającym 15 lat, a może nasze opinie z Martą w kwestii dzieci po prostu za bardzo się różniły.

Marta jest moją najlepszą przyjaciółką jeszcze ze szkoły. Siedziałyśmy razem w jednej ławce, zwierzałyśmy się sobie z sekretów o chłopakach, chodziłyśmy na dyskoteki. Po studiach spędzałyśmy wieczory w tej samej paczce znajomych. Nasze drogi trochę się rozeszły, kiedy w wieku 19 lat poznałam mojego przyszłego męża. Zaczęłam poświęcać mu więcej czasu, a Marta nie spieszyła się z nawiązywaniem poważnych związków.

Spotykała się czasami z różnymi chłopakami, ale nigdy na długo. Bardziej interesowała ją kariera. Po studiach od razu znalazła pracę w dobrej firmie i szybko pięła się po szczeblach kariery. Zaledwie w kilka lat została zastępcą dyrektora. Wszyscy byli zaskoczeni, jak można osiągnąć takie stanowisko w wieku 25 lat?

A ja, rok po ślubie, w wieku 20 lat, zaszłam w pierwszą ciążę. Na tym moja kariera się skończyła, zanim na dobre się zaczęła. Mój mąż zarabiał wystarczająco, więc nigdy nie naciskał, żebym wróciła do pracy. Dwa lata po urodzeniu syna zaszłam w drugą ciążę i urodziłam córkę. Później wciąż nie było sensu wracać do pracy, a kiedy dzieci poszły do przedszkola, zaczęły chorować na zmianę. Mój urlop macierzyński przeciągnął się na 10 lat.

Kiedy miałam 30 lat, zdecydowaliśmy z mężem, że teraz albo nigdy. I zaszłam w trzecią ciążę. Teraz mamy dwóch synów i jedną córkę. Mam 35 lat i zajmuję się dziećmi i domem, a mąż zarabia na życie. Jesteśmy zadowoleni z naszej rodziny.

A co z Martą? Przyjaźniłyśmy się jak dawniej aż do ostatniej sprzeczki, po której nie rozmawiamy już od miesiąca. A poszło o to:

Pięć lat temu Marta poznała mężczyznę, z którym postanowiła założyć rodzinę. Był tak samo ambitnym karierowiczem jak ona i razem zaczęli osiągać sukcesy w zawrotnym tempie. W ciągu pięciu lat zarobili na nowe samochody prosto z salonu i zamienili mieszkanie na duży dom za miastem. Ale jakim kosztem! Spędzają całe dnie w pracy, widując się tylko przez kilka godzin dziennie. I po co to wszystko?

Kiedy Marta czasem przychodzi do mnie, uwielbia spędzać czas z moimi dziećmi. Ostatnim razem, gdy się widziałyśmy, zapytałam:

– „To kiedy planujecie swoje dzieci? Już wszystko u was poukładane, macie duży dom, więc to najlepszy czas!” Na co Marta odpowiedziała, że na razie nie mają na to czasu, bo w pracy jest za dużo do zrobienia.

– „A kiedy? W wieku czterdziestu lat będziesz rodzić? Masz już przecież 35!”

– „No i co z tego, że w wieku czterdziestu lat, ludzie i w pięćdziesiątce rodzą. Dowiadywałam się w klinice, chcę zamrozić swoje jajeczka. Teraz wszyscy tak robią.”

Byłam w szoku. Po co zamrażać jajeczka, jeśli wszystko jest w porządku? Dlaczego po prostu nie pomyśleć o dzieciach teraz? Ze zdrowiem też wszystko dobrze.

– „Nie chcę teraz siedzieć na urlopie macierzyńskim, bo potem utknę w domu i po karierze, nic tylko dzieci,” – powiedziała Marta.

– „Więc według ciebie zmarnowałam całe swoje życie?” – Oburzyłam się.

– „Lena, no co ty? Oczywiście, że nie zmarnowałaś, a poza tym to ty pierwsza zaczęłaś temat dzieci, my z mężem sami zdecydujemy, kiedy mieć dzieci.”

Tak właśnie się pokłóciłyśmy. Marta odwróciła się i wyszła. A mnie zrobiło się smutno, że dla niektórych ludzi założenie dużej rodziny oznacza zmarnowanie życia. Jak myślicie, czy niesłusznie pokłóciłam się z przyjaciółką?