— Nie potrzebuję kredytu hipotecznego, mam swoje mieszkanie! — oznajmił mąż
Okazało się, że mąż nie potrzebuje kredytu hipotecznego. Powiedział wprost, że ma gdzie mieszkać. Szczerze mówiąc, po tym zdecydowałam się na rozwód. Nie jesteśmy prawdziwą rodziną, jeśli on rzuca takimi tekstami. Na szczęście nie zdążyliśmy mieć dzieci – rozwód będzie szybki.
Poznałam męża w urzędzie stanu cywilnego. Tak, to się zdarza. Przyszliśmy w tym samym czasie złożyć wnioski o rozwód. Zbliżyliśmy się, zaczęliśmy się spotykać i spędzać razem czas. Potem postanowiliśmy, że chcemy być rodziną, i pobraliśmy się.
Problem z mieszkaniem był dla mnie bardzo istotny. W poprzednim małżeństwie, z głupoty i naiwności, straciłam mieszkanie. Po rozwodzie dosłownie znalazłam się na ulicy. Nie miało sensu walczyć w sądzie z byłym mężem, bo nieruchomość była zapisana na jego mamę.
Musiałam sobie jakoś radzić. Mieszkałam w wynajmowanych mieszkaniach i marzyłam o tym, żeby kiedyś mieć swoje własne cztery kąty. Bardzo chciałam wziąć kredyt hipoteczny, więc zaczęłam delikatnie sugerować to mężowi. Nie chciałam znowu zostać z walizkami na ulicy, więc myślałam o zdobyciu własnego mieszkania.
Mój nowy mąż zapewniał mnie, że coś takiego się nie powtórzy, ale chciałam się zabezpieczyć. Naciskałam na to, żebyśmy wzięli kredyt hipoteczny. Wiedziałam, że z małym dzieckiem w kawalerce będzie ciasno. Zaproponowałam, żebyśmy odkładali na dwupokojowe mieszkanie, które w przyszłości mogłoby być dla naszego dziecka.
W końcu postawiłam na swoim – mąż się zgodził. Zaczęliśmy odkładać pieniądze na oddzielną kartę bankową. Każdą złotówkę odkładałam na moje marzenie, żeby jak najszybciej poczuć się właścicielką.
Mąż mówił, że nie ma pośpiechu, że moja idea jest zbyt obsesyjna. Celowo wydawał pieniądze, żeby opóźnić zakup mieszkania. Ciągle kupował nowe gadżety. Telefony, tablety, telewizory. Oczywiście, to wymagało dużo pieniędzy, a mnie jego rozrzutność nie podobała się. Kłamał, że wydaje na te zakupy premie, że to nie wpływa na budżet domowy. A ja mu wierzyłam.
Wkrótce poczułam się rozczarowana. Odmawiałam sobie wszystkiego, a mąż żył w luksusie. Mnie w ogóle nie rozpieszczał, nawet na święta nic mi nie kupował.
Pewnego dnia postanowiłam sprawdzić, ile udało nam się zaoszczędzić, i zamarłam. Mąż zmienił PIN, żebym nie mogła korzystać z karty i sprawdzić salda. O co chodziło? Postanowiłam poważnie z nim porozmawiać, bo mi się to nie podobało.
Okazało się, że przez cały ten czas mąż zaoszczędził tylko 30 000 zł. Ja zaoszczędziłam dwa razy więcej, chociaż zarabiam znacznie mniej. Kiedy mu to powiedziałam, oznajmił, że ma dość mojej obsesji na punkcie kredytu hipotecznego. Nie chce sobie wszystkiego odmawiać, bo ma swoje mieszkanie. Jeśli potrzebuję mieszkania, mogę wziąć kredyt hipoteczny sama, a on umywa ręce. Powiedział, że chce normalnie żyć, dlatego podzielił nasze konta i zmienił PIN. Od razu przelałam wszystkie swoje pieniądze na konto mamy i zdecydowałam, że czas złożyć pozew o rozwód.
Mąż wszystkim opowiada, że moja obsesja na punkcie kredytu hipotecznego zniszczyła naszą rodzinę. Ale ja uważam, że nie byliśmy rodziną, skoro bliscy ludzie tak się nie traktują. Dobrze, że przynajmniej nie zdążyliśmy mieć dziecka.
Szczerze mówiąc, nie chcę już wychodzić za mąż, lepiej być samotną.
