Pięć lat temu sprzedaliśmy mieszkanie mojej teściowej i zabraliśmy matkę żony do nas. Dobrze się nią opiekowaliśmy, troszczyliśmy się o nią cały czas. Teraz ma 86 lat i stało się bardzo ciężko: nie możemy normalnie pracować, ktoś musi przy niej cały czas być. Zacząłem więc zastanawiać się, jak znaleźć wyjście z tej sytuacji
Żyjemy z żoną i jej mamą razem już od pięciu lat. Jest to całkiem żwawa babcia, jeśli tak można powiedzieć, choć niedawno świętowaliśmy jej 86 urodziny. Mamy spore mieszkanie, dzieci już dorosły.
Nasza córka mieszka u męża, a synowi niedawno kupiliśmy mieszkanie niedaleko od nas. Aby to zrobić, sprzedaliśmy dwupokojowe mieszkanie teściowej, której i tak nie można było zostawić samej bez opieki, z racji jej wieku, zapominała o wszystkim i ciągle do nas dzwoniła.
Matka żony oczywiście na początku była przeciwna takiemu rozwiązaniu, ale to było dla wszystkich najlepsze: nasz syn ma teraz mieszkanie i szykuje się do ślubu. Każdy z nas ma swoją pokój, a teściowa jest pod dobrą opieką, ma wszystko, czego potrzebuje, czystość i naszą troskę.
Traktujemy ją bardzo dobrze, rozumiemy – starsza osoba, ma swoje dziwactwa. Ale przecież jesteśmy jej rodziną, musimy zrozumieć, że wszyscy przez to przejdziemy.
W młodszych latach była spokojną i dobrą kobietą, często napominała moją żonę, że trzeba szanować męża i że dom i rodzina są najważniejsze, a potem dopiero praca.
Pamiętam też dobrze, że kiedy dochodziło do rodzinnych nieporozumień, szedłem do teściowej. Ona mnie smacznie nakarmiła, uważnie wysłuchała, pouczyła swoją córkę przez telefon, pogodziła nas – znowu żyliśmy w zgodzie. Moich rodziców straciłem wcześnie i nie pamiętam, żeby tak się o nas troszczyli.
My z żoną też nie jesteśmy młodzi, ale nadal żyjemy i pracujemy. Anna pracuje na zmiany w piekarni, a ja mam pracę nienormowaną – mogę wrócić wcześniej, jeśli trzeba, albo zostać dłużej, żeby zarobić więcej i odłożyć na coś.
Mówię to dlatego, że teściowa zawsze jest z nami, rzadko zostaje sama.
Ostatnio jednak coraz bardziej się martwimy o nią – ciągle się zagaduje, wymyśla jakieś niestworzone historie, przekonuje wszystkich sąsiadów, że nie dajemy jej jeść i jest ciągle głodna, co nie jest prawdą.
Przed ludźmi jest nam z Anna niezręcznie, tłumaczymy wszystkim sąsiadom, że to nieprawda, że mama wszystko wymyśla. Oni kiwają głowami, mówiąc, że starość to nie radość, ale nie wiadomo, czy nam wierzą.
Ostatnio nie możemy już zostawić teściowej samej w domu – wczoraj włączyła gaz i zapomniała o tym, a ja wyszedłem na pięć minut do sklepu po chleb. Kiedy wróciłem, musiałem szybko zająć się sytuacją, cały czas się martwiąc.
Przy całym moim szacunku do osób starszych – trzeba też pomyśleć o sobie, bo życie jest nieprzewidywalne, a my z żoną też nie jesteśmy już tacy młodzi. Ostrożnie powiedziałem Annie, że matka potrzebuje specjalnej opieki, trzeba dowiedzieć się o dom opieki, będzie jej tam lepiej, a czasami nawet już nas nie rozpoznaje.
Anna bardzo się na mnie obraziła po tym. Powiedziała, że najpierw zabraliśmy mamę z jej domu, a teraz chcemy ją wyrzucić z naszego.
Nie chcę nikogo wyrzucać, mam zupełnie inny cel, bo w starości bywa tak, że człowiek jest jak małe dziecko. Takie osoby potrzebują stałej, dobrej opieki.
Córka nie może przywieźć do nas wnuków na weekend, bo nie damy sobie rady z nimi i z teściowa, która jest ciągle niezadowolona, obraża się, ciągle czegoś chce, trzeba za nią chodzić krok w krok. Wychodzi na to, że albo opieka nad wnukami, albo nad mamą.
Znajomi doradzili, że w naszym mieście jest dobry dom opieki, koleżanka prowadzi tam swoją mamę. Tam jest bardzo dobra opieka, można odwiedzać bliskich, zabierać na weekendy, i jest bardzo zadowolona.
Oczywiście, cena nie jest mała. Ale czy tu chodzi o pieniądze? Chcę wszystkim ułatwić życie. Może się mylę, ale nie wiem, co zrobić. Jak się w tym wszystkim połapać?
