Dowiedziałam się, że mąż za radą swojej mamy założył osobne konto, na które w tajemnicy przede mną odkłada pieniądze “na wypadek rozwodu”
Jesteśmy małżeństwem od prawie dziesięciu lat, ale dopiero niedawno dowiedziałam się, że mój mąż ma osobne konto, na które w tajemnicy przede mną odkłada pieniądze na wypadek rozwodu. Taką rozsądną radę dała mu jego matka, która marzy o tym, abyśmy się rozwiedli. Może wkrótce osiągnie swój cel.
Z mężem pobraliśmy się jako dorośli ludzie, miałam trzydzieści lat, on trzydzieści dwa. Zamieszkaliśmy w moim dwupokojowym mieszkaniu, urodziła się nam córka, która teraz chodzi do trzeciej klasy. Myślałam, że nasze małżeństwo jest silne i nie mamy przed sobą żadnych tajemnic, ale niedawno okazało się, że się myliłam.
Kiedy się pobraliśmy, pojawiło się pytanie, gdzie będziemy mieszkać, co wydawało mi się dziwne, biorąc pod uwagę, że miałam swoje dwupokojowe mieszkanie. Owszem, wymagało ono pewnego remontu, ale dało się w nim mieszkać. Jednak mąż, pod wpływem teściowej, uparcie twierdził, że mieszkanie u żony jest jakoś niemęskie.
Według niego, a właściwie według nich, logiczniej byłoby zamieszkać u teściowej, wynająć moje mieszkanie i oszczędzać na nowe. Plan był bardzo dziwny, więc byłam zdecydowanie przeciwna. Dopóki się spotykaliśmy, mąż normalnie mieszkał u mnie, a teraz zaczęły się jakieś niezrozumiałe ruchy.
Przez miesiąc wałkowaliśmy ten temat, nawet kilka razy się pokłóciliśmy, ale ostatecznie rozsądek zwyciężył, co bardzo nie spodobało się teściowej. Nadal wlewała synowi do ucha, że zmuszę go do inwestowania w remont i wyposażenie mieszkania, do którego nie ma żadnych praw, a w przypadku rozwodu mąż zostanie z niczym.
Oburzało mnie takie podejście do naszego życia rodzinnego. Dopiero co się pobraliśmy, a ona już planowała nasz rozwód. I to jeszcze z taką pewnością, jakby sprawa była już przesądzona. Postawiłam ultimatum – jeśli matka męża ma tak niskie zdanie o moich moralnych wartościach, to nie ma czego szukać w moim domu. Mąż był oburzony, że to jego mama i nasz dom, ale nie zdołał mnie przekonać, a w końcu się pogodził.
Kiedy urodziła się córka, teściowa jakby zmieniła swoje nastawienie, przynajmniej przestała mówić mi na mój temat bzdury w mojej obecności. To mi odpowiadało. A wnuczkę bardzo kochała.
Żyliśmy z mężem skromnie. Po urlopie macierzyńskim wróciłam do pracy, kiedy córka poszła do przedszkola. Ale moja firma zbankrutowała i musiałam szukać nowego miejsca. Znalezienie dobrej pracy z małym dzieckiem było trudne, nikt otwarcie nie odmawiał z tego powodu, ale wszystko rozumiałam. Musiałam podjąć pracę w budżetówce, gdzie zawsze brakuje pracowników, płace są niskie, ale nie ma problemów z zwolnieniami lekarskimi.
Mąż okresowo zmieniał miejsca pracy, szukając wyższej pensji, ale nie było dużej różnicy. Chociaż na obecnym stanowisku miał przynajmniej perspektywy awansu. Pensja nadal była przeciętna, ale jak mówił, obiecywali podwyżkę do końca roku. Więc kombinowaliśmy, oszczędzaliśmy, ale żyliśmy.
Nie przyszło mi do głowy, że mąż może mieć inne konto, nawet nie przyszło mi to na myśl. A jednak okazało się, że ma. Dowiedziałam się przypadkowo.
Kiedy wzięłam telefon męża, żeby przeczytać powiadomienie, pierwszą myślą był kredyt, który mąż wziął potajemnie, bo kwota na koncie była bardzo wysoka. Gdy mąż wrócił, zapytałam, co to za druga karta i skąd taka suma na niej.
Najpierw mąż próbował zmienić temat i obwiniać mnie, że grzebałam w jego telefonie, ale kiedy zrozumiał, że to nie przejdzie, postanowił powiedzieć prawdę, że to jego oszczędności na wypadek rozwodu. Ponieważ ja zostanę przy mieszkaniu w każdym wypadku, a jemu przyjdzie zaczynać życie od nowa. To jego zabezpieczenie.
Ta informacja mnie zszokowała. Tyle lat żyjemy razem, mamy wspólne dziecko, przeszliśmy przez różne trudności, a tu takie odkrycie.
Bardzo mi przykro, że starałam się oszczędzać na wszystkim, a mąż nie przeznaczył tych pieniędzy na potrzeby rodziny, tylko podstępnie trzymał je na koncie. Zadałam mu tylko jedno pytanie – czy teściowa mu to doradziła. On nie potwierdził, ale po jego zachowaniu zrozumiałam, że to była ona.
Najprawdopodobniej będzie rozwód, bo czegoś takiego nie zamierzam wybaczać. Okazuje się, że przez te wszystkie lata nie zbudowaliśmy prawdziwej rodziny. Ja, naiwna, wszystko robiłam dla domu, dla rodziny, a mąż myślał tylko o sobie. Nie mogę już ufać takiej osobie, niech żyje na swoje oszczędności, jak mu się podoba.
Na razie mąż poszedł mieszkać do swojej matki, ale jestem zdecydowana, nie chcę go z powrotem. Postąpił podle i obrzydliwie, tak uważam.
