W ten dzień w moim życiu pojawił się mój wspaniały kot!
Żyję sam, w ustalonym rytmie kawalerskiego życia. Nigdy nie planowałem mieć zwierząt, rozumiejąc, że pojawienie się w domu jakiegoś czworonoga wiąże się z odpowiedzialnością i utratą części wolności. Zwierzę trzeba karmić codziennie, a ja, z moją pasją do podróży, często nie bywam w domu przez dwa-trzy dni.
Jednak przypadkowe spotkanie wieczorem na przystanku zakończyło się „wprowadzeniem” Kacpra, mojego obecnie ogromnego, rudego kota. Wtedy, skulony w kącie, próbował schować się przed deszczem, ale nie udawało mu się to – ukośne strugi wody, niesione wiatrem, dosięgały go nawet pod zadaszeniem, a to biedne stworzenie, drżące na asfalcie, miało najgorzej. Kotek patrzył na mnie żałosnym wzrokiem, ale bał się podejść. Pomyślałem wtedy, że oto kolejne samotne stworzenie, przykucnąłem obok niego i wyciągnąłem rękę. Rudy kotek nieśmiało powąchał palec i znów spojrzał na mnie pytająco. Jakby mówił: „No i co, spotkaliśmy się?”
Uśmiechnąłem się i wziąłem kotka na ręce. Od razu się rozluźnił i zamarł, jakby bał się poruszyć. Podjechał autobus i pojechaliśmy do domu.
W mieszkaniu Kacper obszedł wszystkie kąty, a potem spojrzał na mnie z wyrazem pyszczka, który mówił: „To tutaj będę mieszkał?” Pogłaskałem go:
— No dobrze, spróbujemy…
Kacper szybko przyzwyczaił się do higieny, pozwalał się kąpać i wyczesywać, choć wyraźnie nie przepadał za tymi zabiegami. Szybko nauczył się korzystać z kuwety, oszczędzając mnie przed sprzątaniem kałuż i kup po całym mieszkaniu. Przez pierwsze dwa tygodnie głównie spał, co mnie zaskoczyło – ile można spać w ciągu dnia? Ale kiedy już wypoczął i nabrał energii, zaczął być bardziej aktywny. Pojawiły się pierwsze ślady jego pazurków i próby zdobycia stołu. Gdy karciłem go za podrapane tapety, siedział z winą w oczach i odwracał wzrok. Przyjmowałem jego przeprosiny, by po kilku dniach znów wytykać mu, że jest łobuzem.
Nie wiem dlaczego, ale nigdy nie czułem złości z powodu jego psot, ani nie miałem ochoty go oddać. Wkrótce zaczęliśmy podróżować razem. Kacper siedział na fotelu pasażera, dumnie rozglądając się na boki, a po pół roku musiałem nawet „uciszać” alarm pasa bezpieczeństwa, bo fotel „narzekał”, że pasażer nie jest przypięty.
Najprzyjemniejsze chwile to powroty z pracy. Kacper, nie pozwalając mi zdjąć butów, ocierał się o nogi, mrucząc i witając mnie na swój sposób, pokazując pełne zadowolenie, że teraz ma towarzystwo.
To zadowolenie było wzajemne, po kolacji odpoczywaliśmy razem przed telewizorem, a potem, gdy kładłem się spać, Kacper wskakiwał na łóżko i układał się na moich nogach. Zasypianie z poczuciem, że nie jesteś sam i że ktoś czeka na ciebie, jest naprawdę wspaniałe…
