Moja mama z wiekiem stała się bardzo nieprzystępna i kapryśna

Moja mama z wiekiem stała się bardzo nieprzystępna i kapryśna. Nawet bardziej niż wtedy, gdy jeszcze chodziłam do szkoły. Wychowywała mnie samotnie i przez cały czas, odkąd pamiętam, miała mnóstwo pretensji – źle siedzę, niedokładnie umyłam filiżankę, niechlujnie napisałam zadanie domowe, nieodpowiednio się ubrałam, nie wyczyściłam butów i tak dalej. Uwagi i ponaglenia z jej strony sypały się jak groch z dziurawego worka.

Nawet będąc studentką, ciągle musiałam wysłuchiwać jej pouczeń, jak się zachowywać, jak najlepiej przygotować się do egzaminów, na co zwracać uwagę w pierwszej kolejności, a na co w ogóle nie zwracać, krótko mówiąc – same instrukcje. Nie mogłam się doczekać, kiedy skończę studia i wyprowadzę się od mamy do wynajmowanego mieszkania – takie miałam plany na przyszłość.

I w końcu dyplom w kieszeni. Oprócz niego, pojawiło się jeszcze świadectwo o ślubie. Z Wojtkiem, kolegą z roku, zaczęliśmy się spotykać na trzecim roku studiów. On mieszkał w akademiku, tam też spotykaliśmy się na bardziej intymne rozmowy. Wojtek przyjechał do naszego miasta z małego miasteczka, studia skończył z wyróżnieniem i dostał prawo do wolnego rozdziału pracy. Wybierając sobie dobre miejsce pracy, szybko zaczął dobrze zarabiać. Do tego moja pensja – bez problemu wynajmowaliśmy jednopokojowe mieszkanie, które wynajął zaraz po ślubie. Planowaliśmy zakup własnego mieszkania, ale to były odległe perspektywy.

Długo nie nacieszyliśmy się wolnością. Moja mama zaczęła często odwiedzać nas, a z każdą wizytą coraz bardziej nalegała, żebyśmy przeprowadzili się do jej przestronnego trzypokojowego mieszkania, mówiąc, że jest samotna, tęskni, po co marnować pieniądze na wynajem, wszyscy się pomieścimy, będziemy żyć razem, a na przyszłe mieszkanie szybciej uzbieramy. Argument ten był oczywiście przekonujący, więc zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę.

Przez pierwsze dwa miesiące rzeczywiście było wygodnie – duże mieszkanie, w centrum, nikt nikomu nie przeszkadza, oszczędzamy pieniądze. Ale po tym błogim okresie mama znowu zaczęła się nudzić. Z każdym dniem nabierała tempa. W swojej dawniej manierze zaczęła wtrącać nos we wszystko i udzielać rad. Najpierw dotyczyło to tylko mnie, a potem nawet Wojtek nie wiedział, gdzie się schować przed wszystkowidzącym okiem teściowej. Kulminacją maminich pouczeń była rada dla mojego męża, jakim lepiej golić się urządzeniem… Wojtek, odwracając się namydloną twarzą do teściowej, która zaglądała do łazienki, zapytał:

— Agato, a plecy jaką gąbką mi będziesz myć?

Mama zamknęła drzwi i poszła do mnie z pretensjami na męża:

— Co on sobie pozwala, przecież ja mu tylko dobrze radziłam, niewdzięcznik!

Westchnęłam i odpowiedziałam:

— Może powinniśmy się widywać rzadziej…

Mama nie zrozumiała podtekstu:

— I tak staram się nie wychodzić z mojego pokoju, jak jeszcze rzadziej?

Zapytałam:

— A po co zaglądałaś do łazienki?

Mama nie miała odpowiedzi, zaczerwieniła się i poszła do siebie.

Po tygodniu znaleźliśmy nowe mieszkanie i ponownie przeprowadziliśmy się do wynajmowanego lokum. Kiedy wyjeżdżaliśmy, mama najwyraźniej nie była smutna:

— No cóż, skoro tak zdecydowaliście, pomieszkam sama…

Ale samotnie długo nie mieszkała, kotka Dusza nie bardzo słuchała jej pouczeń, czasami niszcząc tapety, a więcej rozmówców mama nie miała. Więc postanowiła znaleźć nową ofiarę. Padło na młode małżeństwo, które szukało mieszkania. Mama zażyczyła sobie od nich niewielką, jak na nasze miasto, opłatę, wynajęła im dwa pokoje (my mieszkaliśmy w jednym), i przez całe sześć miesięcy “cieszyła” sąsiadów swoimi radami i uwagami. Rezultat był przewidywalny – młode małżeństwo, jak my, uciekło od “gościnnej” gospodyni jak najdalej. Nie wiem, czy mama dawała mężczyźnie rady dotyczące golenia, ale nie wykluczam tego.

Mama nie ma teraz innych opcji na znalezienie “słuchaczy”. I znów zaczyna rzucać wędkę w naszą stronę, mówiąc, że starzeje się i jest jej smutno… Ale tym razem mój mąż tylko śmieje się z aluzji teściowej:

— Agato, może powinnaś częściej chodzić do cyrku, tam są klauni…

Może mój mąż nie jest całkiem poprawny w odpowiedzi, ale w sumie ma rację – raz już doświadczył “szczęścia” życia z teściową…