Nigdy więcej moja noga nie postanie w mieszkaniu teściowej! Moja cierpliwość się skończyła!
Mój mąż, moi i jego rodzice pochodzimy z małego miasteczka. Nasze mieszkanie znajduje się w jego centrum. Nasi rodzice mieszkają na obrzeżach. Mamy dwójkę dzieci, które już dawno dorosły i przeprowadziły się do stolicy województwa, gdzie teraz mieszkają na stałe.
Co weekend odwiedzamy naszych starszych rodziców. Moja mama ma już siedemdziesiąt lat, ale wciąż jest pełna energii, sama radzi sobie ze wszystkimi domowymi obowiązkami. Utrzymuje czystość, dba o porządek, wszystko jest wyprasowane, wyprane, pachnące, okna są umyte, a naczynia błyszczą. Nawet dorabia sobie na poczcie.
Za to teściowa to jej całkowite przeciwieństwo. Nie mogę długo u niej wytrzymać — najwyżej dwie godziny. Mąż mnie w tej kwestii nie wspiera i ciągle się o to kłócimy. Teściowa nie dba o czystość, wszędzie jest brud i kurz, pachnie starością — przebywanie tam jest nie do zniesienia. Naczynia są całe w tłuszczu, wszystko stoi brudne. Nawet w zlewie góra naczyń, która tylko rośnie. Firanka jest żółta, pościel czarna, mimo że ma pralkę.
Proponowałam jej, że przyjdziemy z mężem i posprzątamy, zrobimy pranie, ale ona odmawia, twierdząc, że sama sobie radzi i nie potrzebuje pomocy. Chce być panią domu. Ale mnie mdli, kiedy proponuje, żebym spróbowała jej jedzenia. Bo te naczynia to cichy horror! Co weekend nie chcę wstawać z łóżka, bo wiem, że będziemy musieli do niej jechać. Nawet nie chce otworzyć okna, żeby przewietrzyć dom.
Nie możemy do niej nie jechać — to w końcu matka mojego męża. Wszyscy by nas osądzali za brak szacunku dla starszych. Ale każda taka wizyta to męczarnie. Mam już dosyć zmuszania się do tego. Może powinnam powiedzieć mężowi, żeby sam odwiedzał swoją matkę, skoro mu to nie przeszkadza?
