Historia o tym, jak dawniej mąż i żona spali oddzielnie

Przesądy ludzi na przestrzeni lat nieustannie się zmieniały, i wydawało się, że nic już nie może nas zaskoczyć, ale ludzkie uprzedzenia nie znają granic. Mąż i żona w osobnych sypialniach – to coś nowego. Można tylko marzyć o szczęśliwym życiu rodzinnym.

Żona tak się przygotowała, ubrała w najbardziej romantyczną bieliznę, perfumowała się i zaczęła prosić służkę, aby ta wezwała pana do spełnienia życzeń swojej pani! To była przyjemność.

Nacieszyli się sobą, nasycili się smacznym jedzeniem, pan wyraził swoją wdzięczność cygarem i na tym koniec. “Zapraszam cię do swoich komnat, drogi mężu, do następnego spotkania, pani pragnie odpoczynku i spokoju.”

Pan się pomylił, to jasne, a żona leży, niczego się nie boi, zajmuje się swoimi paznokciami lub wykonuje zabiegi zdrowotne. Nikt jej nie przeszkadza, a sny ma lekkie, bo nie słychać chrapania w nocy. A mężulek też jest zadowolony, żadnych nudnych rozmów, żyje sobie, jak chce, ozdabia biały materac swoimi myślami, przegania wiatr po swoich komnatach bez skrępowania i chrapie, jak dusza zapragnie.

Tak było dawno temu, a potem wszystko się zmieniło. Mieszkanie, majątek, sami rozumiecie. Może niektórzy są zadowoleni, ale ja nie znoszę mieć kogoś obok siebie podczas snu. Mam nadzieję, że mam braci w nieszczęściu.

Mam lekki sen. Czasem czuję pragnienie, czasem pęcherz mi nie daje spokoju, a czasem o piątej rano chce mi się dyskutować, dlaczego gałęzie drzew poruszają się w różne strony, więc muszę budzić słodko śpiącego obok. Co gorsza, kiedy czuję na sobie owłosioną klatkę piersiową lub mocny uścisk owłosionej nogi. To jest nie do pojęcia, tylko ja mam prawo do takich rzeczy!

Mam też ulubioną pozycję – pozycję gwiazdy, najlepiej morskiej. Jednak współlokator w łóżku czuje się niezręcznie, bo nie jest zbyt wygodne każdej nocy spadać na podłogę. Ale to nic.

Kolejna moja wielka miłość to koce. Ile by ich nie było, zawsze za mało. Buduję z nich żagle, a potem, jak Magellan, bohatersko bronię swojego statku przed atakiem rekinów. W półśnie, oczywiście. A to, że mój bliski nie wie już, gdzie się schować, żeby poczuć trochę ciepła, nie obchodzi mnie. Tak mu dobrze, bo zimno zmusza do przemyśleń o chrapaniu, a tego bardzo nie lubię.

Nie lubię hałasu, nie powinno się też burzliwie kręcić wokół mnie, najlepiej usunąć się do innego pokoju. Ale niestety, mieszkania są teraz drogie i kwestia mieszkaniowa jest kluczowa w takich przypadkach.

Więc trzeba cierpieć dla tych rzadkich momentów, kiedy moje męki się kończą. A to, że lepiej nie wpadać kobietom w oczy rano, żeby się nie przestraszyć, to prawda. Chociaż już wiele o tym napisano.