Po pracy wracam do domu i zaczynam drugą zmianę w kuchni. Gotuję kolację, karmię wszystkich. Pomagam młodym, jak mogę, a zięć w tym czasie pomaga swojej mamie

Córka wyszła za mąż, wpuściłam ich do siebie. Ale od razu uprzedziłam, że to nie na zawsze. Umówiliśmy się, że będą odkładać pieniądze i wezmą swoje mieszkanie na kredyt. Zaczęliśmy razem mieszkać, widzę, że odkładają pieniądze, ja też powoli oszczędzam z pensji. Myślę, żeby nie wszystko spadło na zięcia: córka teraz czeka dziecko, już poszła na urlop macierzyński, nie pracuje. Kiedy będą brać mieszkanie, pomogę im. Ale na razie o tym nie mówię, żeby na mnie nie liczyli.

Pomagam młodym jak mogę. Gotuję, myję, sprzątam, córce mówię, żeby odpoczywała. Ale jeszcze chodzę do pracy, wracam wieczorem do domu i staję do gotowania. Gotuję kolację i obiad na następny dzień, karmię wszystkich, włączam pranie. Naczynia myję głównie ja.

Zięć niby też pomaga w miarę możliwości, ale nie będę czekać na niego do wieczora. Lepiej niech zarabia pieniądze, a ja już jakoś sama sobie poradzę z domowymi obowiązkami.

Na gospodarstwo domowe i rachunki Władek przekazuje na wspólne konto, reszta pieniędzy, po odliczeniu niewielkiej kwoty na dojazdy i obiady, idzie na oszczędności. Przynajmniej tak myślałam.

Kiedyś potrzebowałam od zięcia zaświadczenia o dochodach z pracy, przyniósł je. Patrzę, a tam kwota znacznie większa, niż myślałam. Pytam, co to jest? A on mi mówi – to pomagam matce, mówi. I dodaje – to nie podlega dyskusji!

Władek jest jedynym synem swojej matki. Urodziła go, jak to mówią, “dla siebie” w wieku już prawie czterdziestu lat. Teraz zięć ma trzydzieści, a teściowa prawie siedemdziesiąt. Władek jest przekonany, że to jego obowiązek pomagać matce. Władek dwa razy dziennie, rano i wieczorem, dzwoni do matki z pytaniem o zdrowie. Kilka razy jechał do niej w nocy, kiedy źle się czuła.

Teściowa mieszka sama w dwupokojowym mieszkaniu, już dawno nie pracuje. Jak dla mnie, teściowa czuje się dobrze. Obiega wszystkie sklepy, zbiera wszystkie plotki. I na działce stale pracuje, coś sadzi, zbiera.

Nie miałabym nic przeciwko, gdyby zięć pomagał matce z nadwyżki. Ale nam samym na razie nie starcza, zbieramy na mieszkanie, każdą złotówkę staramy się odkładać, a on matce takie pieniądze przekazuje! Mieszka u mnie na gotowym, to czemu nie. Okazuje się, że cała ta jego dobroczynność jest na mój koszt.

Jednym słowem, nie wiem, jak w tej sytuacji postąpić. Powiedzieć, żeby zięć nie pomagał matce, dopóki nie kupią mieszkania, czy nie wtrącać się – niech sami się rozstrzygną.