– W to wesele ja wkładam najwięcej! A główną rolę będzie odgrywał twój ojciec? Nigdy do tego nie dopuszczę! – oświadczyła mama, kiedy dowiedziała się o scenariuszu uroczystości
Moi rodzice rozwiedli się, gdy miałam trzynaście lat. Od najmłodszych lat zawsze byłam córeczką tatusia. Rozumiał mnie w stu procentach. Z mamą nigdy nie miałam takiej więzi.
Teraz mam dwadzieścia trzy lata, minęło ponad dziesięć lat od ich rozstania. Przez ten czas cały czas utrzymywałam kontakt z ojcem. Mama nigdy nie zabraniała mi spotykać się z nim, ale też nie była z tego zadowolona. Kiedy szykowałam się na spotkanie z ojcem, demonstracyjnie psuł jej się nastrój. Czasem nawet potrafiła zapłakać.
Ale mnie to trudno było wzruszyć. Po pierwsze, bardzo ważne było dla mnie, aby nie stracić kontaktu z ojcem. W pewnym momencie ponownie się ożenił, miał córkę z drugiego małżeństwa. Ale wciąż bardzo się o mnie troszczył, a z jego nową rodziną zaprzyjaźniłam się.
Po drugie, zawsze intuicyjnie czułam, że rozwód rodziców nie jest powodem, aby dziecko rezygnowało z kontaktu z jednym z nich. Wszyscy jesteśmy cywilizowanymi ludźmi.
Potem dorosłam i już nie pytałam mamy, z kim mogę się spotykać, a z kim nie. Ale niedawno przypomniałam sobie wszystkie trudności związane z poszukiwaniem równowagi między rozwiedzionymi rodzicami.
Chodzi o to, że mój chłopak poprosił mnie o rękę. Zaczęliśmy planować ślub, ale ponieważ mieliśmy tylko po dwadzieścia lat, nie mieliśmy własnych pieniędzy, żeby urządzić wesele tak, jak chcieliśmy. Rodzice narzeczonego i moi rodzice od razu wyrazili gotowość do pomocy finansowej.
Byłam w szoku, gdy mama oznajmiła, że nie chce widzieć swojego byłego męża na moim weselu. Była nawet gotowa pokryć wszystkie koszty z naszej strony, byleby tylko nie był zaproszony!
– Mamo, to nie jest tylko twój były mąż. To mój ojciec! Kogo mam zaprosić na wesele, twojego konkubenta? Nie. Na weselu będzie mój tata. I kropka! – powiedziałam stanowczo.
Mama bała się ze mną kłócić. Ale jej nienawiść do taty była tak silna, że nawet nie miała nic przeciwko temu, że zamierzałam zaprosić jego nową rodzinę. Prawie w ogóle nie zareagowała na to, że na weselu będzie obecna druga żona ojca i moja młodsza siostra. Wydaje mi się nawet, że zgodziłaby się, żeby przyszli bez niego!
Ostatecznie emocje opadły i spokojnie planowaliśmy uroczystość. Pewnego razu przyjechałam do mamy w gości, omawialiśmy ślub i opowiedziałam jej krótko zaplanowany program wieczoru.
Program obejmował niektóre tradycyjne momenty. Głównie wesele miało być jak najbardziej młodzieżowe, ale pierwszy taniec chcieliśmy wykonać według tradycji. Oznaczało to, że narzeczony miał tańczyć ze swoją mamą, a ja – z ojcem.
Kiedy tylko mama to usłyszała, po prostu wpadła w złość:
– Co oznacza pierwszy taniec z ojcem? Wychowywałam ją całe życie, wydawałam ogromne sumy, wkładałam wszystko, co możliwe! Ograniczałam siebie, w końcu! W wesele najbardziej się angażuję finansowo! A główną rolę tam odegra twój ojciec? – prawie krzyczała mama.
Na moje uwagi, że to taka tradycja, odpowiedziała, że ją to nie obchodzi. Pokłóciłyśmy się do tego stopnia, że matka zagroziła, że nie pojawi się na moim weselu!
Po powrocie do domu, opowiedziałam wszystko przyszłemu mężowi. Zupełnie nie wiedziałam, co z tym zrobić. I mama, i tata byli dla mnie bardzo ważni. Dlaczego miałabym wybierać czyjąś stronę? Już dawno dorosłam, a w naszej rodzinie nic się nie zmieniło.
Chłopak poradził mi, żebym postawiła na swoim, jeśli jestem pewna, że mam rację. Długo o tym myślałam, ale potem postanowiłam się wycofać i zrezygnować z pierwszego tańca na weselu. Ważne było dla mnie, żeby wszyscy na weselu byli w dobrym nastroju, w tym także ja. Mam nadzieję, że więcej takich problemów w naszym życiu nie będzie.
