Matka męża nie lubi, kiedy kupuję nowe rzeczy

Kilka miesięcy temu matka mojego męża zaczęła podejrzewać, że mam kochanka i za każdym razem, gdy nie ma mnie w domu, spędzam czas z innymi mężczyznami. Ale to zupełnie nieprawda.

Nie mogę powiedzieć, że dobrze dogaduję się z matką męża, ale byłam już w ciąży, kiedy musieliśmy wziąć ślub, a zaraz po tym, jak się pobraliśmy, teściowa pokazała swój prawdziwy charakter. Uważa, że wyszłam za Nikodema i urodziłam dziecko na złość jej. Próbowałam jej udowodnić, że naprawdę się kochamy z Nikodemem, ale ile bym nie mówiła, teściowa kategorycznie odmawia uwierzenia, że nie wyszłam za niego z wyrachowania.

Rok temu teściowa powiedziała synowi, że znalazłam sobie kochanka. Oparła to tylko na swoich podejrzeniach, nigdy nie widziała, żebym spędzała czas z innymi mężczyznami. Powiedziała, że spojrzałam na jakiegoś młodego mężczyznę w autobusie i dla niej to już było zdradą. Wydało jej się, że nie patrzyłam na niego zwyczajnie i wyglądało to tak, jakbyśmy się znali, ale nie chcieli tego okazywać publicznie.

Po pewnym czasie zaczęła nastawiać mojego męża przeciwko mnie, próbując znaleźć jakieś bezsensowne dowody, że rozmawiam z mężczyznami na targu. Ale nie widzę w tym nic złego, zwłaszcza że mój mąż też sporo rozmawia z kobietami w pracy. Mój mąż teraz nie wierzy, że go zdradzam, bo nie zachowuję się podejrzanie. Nigdy nie miał żadnych podejrzeń. Nie lubię, gdy w rodzinie są kłótnie i staram się temu zapobiegać, więc codziennie próbuję zdawać mężowi relację z mojego dnia.

Około tygodnia temu teściowa zaczęła mnie poniżać za każdą kupioną rzecz — uważała, że to marnowanie pieniędzy. Według niej zarobki syna to złote pieniądze, które trzeba maksymalnie oszczędzać. Teraz stałam się dla niej rozrzutną osobą, która tylko kupuje nowe rzeczy. Mam wrażenie, że kupuję sobie nową odzież, a przecież głównie wydaję pieniądze na jedzenie i różne codzienne wydatki, bo co miesiąc muszę kupować szampon i żel pod prysznic. Moje dziecko bardzo często brudzi ubrania, więc proszek do prania kończy się w ciągu dwóch miesięcy. Jeśli kupuję ubrania, to raz na cztery miesiące i wydaję na to minimum pieniędzy.

Kilka dni temu pokłóciłyśmy się, bo po raz pierwszy od dwóch lat kupiłam nowe buty za cztery tysiące złotych. Próbowałam wyjaśnić teściowej, że to normalna cena za buty, zwłaszcza że mąż zarabia trzydzieści tysięcy i odkładałam co miesiąc co najmniej tysiąc złotych, więc w końcu pojechałam z dzieckiem na zakupy na lato.

Matka męża przywitała nas na progu i zaczęła krzyczeć o bezsensownych zakupach. Mam wrażenie, że nie mieliśmy pieniędzy nawet na kromkę chleba i żyliśmy w biedzie, ale nie pamiętam, żebyśmy kiedykolwiek głodowali lub przesadnie oszczędzali. Teraz oprócz tych butów i zimowych kozaków nic nie mam, bo stare sandały wyrzuciłam, a nie zamierzałam nosić kozaków latem.

Nie lubię tego ciągłego słuchania od matki męża, ale na razie nie stać nas na własne mieszkanie. Teraz mam nowe buty, ale codziennie męczy mnie sumienie, żałuję, że je kupiłam i ciągle kłócę się z teściową. Nasz rodzinny budżet wcale nie ucierpiał z powodu tych butów, ale dla teściowej to ogromna strata, bo zawsze kupowała tanie buty na wyprzedażach i dla niej cztery tysiące to bardzo wysoka cena. Od tamtej pory zaczęły się nasze kłótnie, a kiedy mąż wracał z pracy, udawaliśmy, że wszystko jest w porządku, żeby on też nie zaczął się z nami kłócić.

Po pewnym czasie zaczęliśmy zbierać na hipotekę i wydaje mi się, że za półtora roku będziemy mogli wpłacić pierwszy wkład. Teściowa znowu zaczęła się wtrącać i myśli, że sama pomoże nam zaoszczędzić na hipotekę, ale w zamian musielibyśmy oddać jej wszystkie nasze pieniądze. Jestem tym wszystkim zmęczona i nawet nie wiem, jak zerwać kontakt z teściową, bo mój mąż uważa ją za dobrego człowieka. Tydzień temu kupiłam sobie kilka lakierów do paznokci, a matka męża znowu zaczęła się kłócić i powiedziała, że z takim podejściem nigdy nie zaoszczędzimy na hipotekę.

Nie mogę zrozumieć, dlaczego teściowa tak przejmuje się każdymi zakupami.