„Żal mi zięcia! — skarży się teściowa. — Wraca z pracy, gotuje, sprząta, a moja córka nawet palcem nie kiwnie!”
Przyszłam do nich w gości w weekend, przyniosłam smakołyki, chciałam rozpieszczać wnuczkę, — mówi 60-letnia Elżbieta Kowalska. — Nie spodziewali się mojej wizyty. Patrzę, a Jana zajmuje się manikiurem, a Igor myje podłogi. Przedtem mył buty i robił porządki. Pytam córkę, czy to normalne? Mąż biega z mopem, a ty nic nie robisz. Gdzie twoje sumienie?
Elżbieta Kowalska nie rozumie swojej córki. Wygląda na to, że to ona jest teściową, a nie matką. Ale jest teściową. Jej córka Jana wyszła za mąż pięć lat temu. Jej zachowanie w rodzinie jest bardzo niewłaściwe. Odmawia robienia czegokolwiek w domu.
— Oczywiście, nie jestem pewna, czy w ogóle nic nie robi, bo mieszkam osobno! — dodaje Elżbieta Kowalska. — Ale przy każdej mojej wizycie mąż jest zajęty, a ona się leni.
Córka cały czas zajmuje się sobą. Może gadać przez telefon, farbować włosy, czytać historie na Instagramie. Jej matce aż włosy na głowie stają dęba. Nie rozumie, jak zięć wytrzymuje z jej leniwą córką? Wszystkie domowe obowiązki zawsze spoczywały na żonach. Gdyby była inwalidką, to jeszcze rozumiem, ale nie – jest w pełni zdrowa.
— Gdyby sobie pomagali, to jeszcze bym to zrozumiała — nie uspokaja się Elżbieta Kowalska. — Ale ona nawet nie wstaje z kanapy, a mąż zawsze coś robi. Jak to rozumieć?
Rodzina Elżbiety Kowalskiej jest całkiem zwyczajna, z tradycyjnym podziałem ról. Razem z mężem chodzili do pracy, wracali wieczorem. Mąż oglądał telewizję i czytał gazetę, a ona szła do kuchni, zakładała fartuch i zaczynała kroić, obierać, smażyć.
— Kiedy wszyscy już zjedli kolację, trzeba było przygotować ubrania na rano, przetrzeć podłogi, umyć naczynia — wylicza Elżbieta Kowalska. — Nie kładłam się spać, póki nie skończyłam prac domowych. W weekendy generalne porządki, pranie, prasowanie, zakupy.
Mąż Elżbiety Kowalskiej nigdy jej nie pomagał. Zajmował się męskimi pracami, kiedy było to potrzebne. Wbijał gwoździe, naprawiał krany, wkręcał żarówki. Ale o myciu podłóg i ścieraniu kurzu nie było mowy. To były obowiązki kobiety. Kiedy Elżbieta Kowalska trafiła do szpitala, musiała wcześniej przygotować jedzenie na tydzień. Córka była już wtedy starsza, więc mama dawała jej instrukcje, co i kiedy podgrzewać ojcu.
— Jana została nauczona wszystkiego, jak wszystkie dzieci wychowywane w czasach radzieckich. Potrafi gotować, sprzątać, robić na drutach. Ale jej się to nie podoba. Z Janą i Eugeniuszem mają trzyletnią córkę. Nie chodzi jeszcze do przedszkola, Jana nie wróciła z urlopu macierzyńskiego. Pracuje zdalnie. Na początku to było nowością dla wszystkich, ale potem się przyzwyczaili. Nauczyli się koordynować wszystkie działania z domu, a pracownicy chętnie przyjęli zmiany i do dziś nie spieszą się z powrotem do biura.
Jana również cieszyła się z możliwości bycia w domu z córką. Przy dzieciach praca jest problematyczna. Nie trzeba brać zwolnienia lekarskiego, nie trzeba zostawać w biurze do późna. Nie trzeba rezerwować miejsca w przedszkolu. Chcesz — jesz, chcesz — wychodzisz na spacer. W ostateczności włączasz bajki. Dobrze, że córka jest spokojna, posłuszna, cicho siedzi obok i bawi się lalkami. Wieczorem wychodzą na spacer, jeśli pogoda jest dobra, albo coś lepią, robią razem.
Eugeniusz cały dzień pracuje. Wraca wieczorem, szybko zjada to, co jest, i zaczyna gotować. Może ugotować zupę, usmażyć ziemniaki, włożyć naczynia do zmywarki, od niechcenia rozwiesić pranie i pozbierać zabawki. Nie ma w nim żadnego gniewu na żonę. Nie widzi w tym nic złego. Wygląda na zadowolonego, spokojnego, przyjaznego. Wszystko dla rodziny, wszystko w domu, wszystko na nim. To nie mąż, to złoto! Ale Jana nic nie robi dla rodziny. Jakby nie miała w sobie nic kobiecego.
— Mamo, czemu się martwisz? U nas wszystko w porządku. Nie kłócimy się. Mąż jest zadowolony! — mówi Jana do matki.
— Oczywiście, teraz tak, ale co będzie jutro? Czy nie znudzi mu się taki podział obowiązków? Eugeniusz to mężczyzna! Oni lubią, kiedy się nimi opiekuje. Każdy potrzebuje uwagi, czułości, troski. Na pewno pojawi się kobieta, która nakarmi go domowymi kotletami, przytuli, pocieszy i on zmięknie. Nie można tak traktować mężów.
Kto ma rację w swoich rozważaniach — matka czy córka? Czy Jana prędzej czy później doigra się, mąż ją zostawi, czy może, jeśli w rodzinie panuje harmonia i pokój, można to zostawić tak, jak jest?
