— Mam dość opieki nad wnuczką! Zwolnij się z pracy i sama się nią zajmuj! — powiedziała teściowa

— Mąż i teściowa chyba się zmówili. Najpierw mąż nalegał, żebym się zwolniła, a teraz jego mama na mnie naciska. Mówi, że ma dość opieki nad wnuczką. W tym roku zlikwidowali świetlicę, dzieci będą odrabiać lekcje w domu, więc teściowa umywa ręce. Nie chce się już zajmować wnuczką w takim trybie! — wzdycha 34-letnia Renata.

Renata mieszka pod Warszawą. Wróciła z urlopu macierzyńskiego wcześniej dzięki teściowej, ponieważ ich rodzina była w trudnej sytuacji finansowej. Mąż zarabiał tylko 3000 zł, a to nie wystarczało na życie. Teściowa zgodziła się opiekować wnuczką, choć było to dla niej ciężkie. Córka Renaty nie jest łatwym dzieckiem, ma diagnozę neurologiczną, co czasem skutkuje nadpobudliwością.

Gdy tylko Renata wróciła do pracy, sytuacja się poprawiła, ale nie zaczęli żyć w luksusie. Po dwóch latach urlopu macierzyńskiego byli zupełnie bez pieniędzy, więc musieli się odbić od dna. Wkrótce przyjaciółka zaproponowała młodej mamie pracę w Warszawie za 12 000 zł miesięcznie!

Tak, na dojazdy trzeba poświęcić sporo czasu, ale to się opłaca. O 6 rano Renata wychodzi na pierwszy autobus, a wraca po 22. Jest bardzo zmęczona, bo ma wiele obowiązków, ale pieniądze są dla niej najlepszą motywacją.

— Po totalnym bezpieniężnym życiu w końcu zaczęliśmy żyć! Spłaciliśmy kredyt, pokazaliśmy córce morze, kupiliśmy nowe ubrania. A co najważniejsze, wyprowadziliśmy się od teściowej! Niby niedaleko, ale jednak. Teściowa bardzo nam pomogła. Odbierała córkę z przedszkola i czekała, aż mąż wróci z pracy. A w tym roku już szkoła… — opowiada Renata.

Wojtkowi nie podoba się praca żony. Uważa, że kobieta nie powinna zarabiać więcej od męża i widzi, jak bardzo jest zmęczona. Na początku twierdził, że to jakiś przekręt, bo płacą zbyt dużo. Renacie wydaje się, że mąż po prostu jej zazdrości, dlatego nalega, by się zwolniła albo zmieniła pracę.

— Sto razy tłumaczyłam mu, że nie mogę się zwolnić. Jak będziemy żyć? On na wszystko ma jedną odpowiedź: „Z głodu nie umrzemy!”. Ja nie chcę żyć byle jak i wracać do jego mamy, licząc każdy grosz — prawie płacze Renata.

A teraz jeszcze teściowa popiera syna. Mówi, że Renata zachowuje się jak „kukułka”. Córka jej prawie nie widzi. W tym roku mała idzie do pierwszej klasy, więc młoda mama powinna odłożyć swoje ambicje i zająć się dzieckiem.

— Trzeba się zajmować dzieckiem! Będzie w szkole od 9 do 11, a co potem? Świetlicy nie ma! Trzeba dbać o ubrania, pomagać pakować tornister, ciągle coś prasować i prać. Ja nie chcę brać na siebie takiej odpowiedzialności! — mówi teściowa.

Córka Renaty nie jest jeszcze na tyle samodzielna, by radzić sobie bez pomocy dorosłych. Teściowa zajmowała się wnuczką do tej pory, a teraz to zadanie spoczywa na rodzicach. Prawda? Oczywiście, Renata może znaleźć nianię, ale boi się myśleć o kosztach, bo dziecko będzie cały dzień w domu.

Mąż i teściowa jednym głosem twierdzą, że Renata powinna się zwolnić. Mówią, że nie można poświęcać dziecka dla pieniędzy. Jeśli kariera jest ważniejsza, nie powinna była rodzić.

Jak myślicie: czy Renata powinna dalej bronić swojej decyzji, czy może krewni mają rację? Co o tym sądzicie?