Podarowałam mężowi rozwód na urodziny
Maksym obudził się i przypomniał sobie, że Julii już nie ma obok niego. Przypomniał sobie, że życie toczy się dalej, sięgnął po telefon i wybrał numer najlepszego przyjaciela:
– Cześć, Dymitr! No to co, wszystko aktualne na dzisiaj? Wyruszamy na poszukiwanie nowych panienek?
– Oczywiście! Tylko mówię ci od razu: to nie ma sensu. Z takim nastawieniem nic nie osiągniesz.
– Co jest nie tak?
– Jak to powiedzieć, żeby cię nie urazić? Po pierwsze, masz na czole napisane, że każdą nową dziewczynę porównujesz z Julią. Nawet ja to zauważam, a co dopiero dziewczyny, które mają intuicję i tego nie lubią.
– A po drugie?
– Zbyt szybko przechodzisz do rzeczy. Dziewczyny na pierwszych randkach chcą się bawić. Zamiast opowiadać coś zabawnego i zapraszać do klubu na tańce, ty od razu mówisz o związkach i swoich poważnych intencjach. Nudziarz.
– Czas mnie goni. Kiedy Julka ode mnie odchodziła, nazwała mnie maminsynkiem, a ja jej powiedziałem, że za tydzień na jej miejscu będzie inna.
– Zapomniałeś, że ten tydzień już dawno minął? I nie jeden.
– Dzięki za przypomnienie.
– Czyli nie zależy ci, z kim się spotkasz?
– Tutaj się mylisz. To musi być taka dziewczyna, żeby Julka od razu zrozumiała, że jej do niej daleko.
– A może któraś z jej przyjaciółek?
– Nie wyjdzie, mają kobiecą solidarność.
– Chcesz ją odzyskać czy się zemścić, zdecyduj się.
– Po prostu za nią tęsknię. Dobra, koniec tej liryki. Do zobaczenia…
…W innym zakątku miasta Albina wychodziła od swojego psychologa. Rozmawiali o tym, jak znaleźć chłopaka i gdzie się z nim zapoznać.
– Nic trudnego: po prostu odwiedzaj miejsca, gdzie bywają zamożni ludzie, pij kawę w eleganckich kawiarniach, chodź do drogich sklepów, spaceruj po parkach w elitarnych dzielnicach naszego miasta – radził psycholog.
To okazało się całkiem przyjemnym zajęciem. Spacerowanie weszło jej w nawyk, tylko jedno ją martwiło: nie mogła znaleźć towarzyszki.
– Co ja mam robić w tej kawiarni, przepłacać trzykrotnie, żeby się popisać? – protestowała koleżanka, którą Albina próbowała namówić.
– Zależy, co zamówisz. Jeśli tylko małą filiżankę kawy, różnica w cenie nie będzie tak odczuwalna.
– Dwa kroki stąd jest taka sama kawa, wypiję lepiej dużą filiżankę za te same pieniądze.
Wyglądało na to, że znowu będzie musiała spacerować samotnie.
Dymitr i Maksym przyjaźnili się od dzieciństwa. Spędzali każdą wolną chwilę na podwórku, dopóki rodzice Maksyma nie kupili mieszkania w dobrej dzielnicy. Maksym nigdy nie zrozumiał, co było złego w starym rejonie, i przy każdej okazji odwiedzał przyjaciela i ulubione podwórko. Potem przyszedł czas na maturę, wydział prawa, koleżanka z roku Julia.
Dymitr jeszcze w szkole postanowił, że zostanie mechanikiem samochodowym.
– Myślisz, że tylko prawnicy są mądrzy? Wiesz, z jak skomplikowanym sprzętem muszę się zmierzyć, żeby naprawić nowoczesne auto? Sama diagnostyka to wyzwanie.
– To prawda. Zajrzałem pod maskę samochodu taty, a tam same mikrochipy.
– Właśnie, o to mi chodzi. Kiedy twój tata kupi ci własny samochód?
– Nie mi, tylko sobie. A mi odda swoje stare auto, jeśli przejdę na studia dzienne. Mówi, że moja nauka kosztuje go pół samochodu na semestr.
– Więc nie trać czasu, weź się do roboty, zdaj sesję, a resztę masz w porządku.
– Ostatnio w ogóle nie chce mi się chodzić na wykłady, bo tam jest ona…
– Nie zapomniałeś o fotografii?
– Dorabiam od czasu do czasu, ale to epizodyczny dochód, sam rozumiesz.
– Nie chodzi o dochód, robisz świetne zdjęcia. Nie rozumiem, po co ci w ogóle dorabianie?
– A tobie po co?
– Ja w swojej specjalizacji, żeby podnieść kwalifikacje. I dodatkowy grosz nie zaszkodzi.
– Nawet dzieci celebrytów po zajęciach zmywają naczynia w knajpach.
– Co innego mają robić, skoro natura im poskąpiła? Co z Darią, udało się coś?
– Nie interesuje się mną. Zresztą, nie mój typ, zbyt… zwyczajna.
– Ale Julia jest wyjątkowa, przewróciła ci w głowie. Wieczorem idziemy na podryw?
– Dziś spróbuję sam.
– No to powodzenia!
Tego dnia drogi Albiny i Maksyma się przecięły. Nowi znajomi wypili filiżankę kawy i wymienili się numerami telefonów. Albina nie mogła zrozumieć, czym tak bardzo zainteresowała tego przystojnego zamożnego chłopaka, który wyraźnie był od niej młodszy. Przedstawił się jako fotograf, zaproponował sesję zdjęciową, jakby znalazł sobie top modelkę. Mimo to, dziewczyna zauważyła, że zerka na ekran telefonu częściej niż zwykle, oczekując na jego telefon.
…Albina miała wrażenie, że dopiero co wprowadziła się do mieszkania Maksyma, a ten już mówił o ślubie. Dziewczyna nie znajdowała żadnego powodu, aby odrzucić jego propozycję. Była już w pewnym wieku, a Maksym był więcej niż odpowiednią partią.
Oprócz mamy, nie miała komu się zwierzyć:
– Młodzi są niecierpliwi, czy nie za bardzo się spieszycie? Spotykacie się krótko. Czy nie jesteś przypadkiem w ciąży?
– Mam nadzieję, że nie, – uśmiechnęła się Albina, – to Maksym nalega na ślub.
– Świat się zmienia, studentom przeszkadza kawalerska wolność. Czy on naprawdę chce założyć rodzinę?
– Chyba boi się, że mnie straci. Bardzo się zbliżyliśmy, możemy rozmawiać o wszystkim.
Albina trochę przesadzała. Rzeczywiście, zżyła się z Maksymem i chyba nawet trochę się w nim zakochała, ale ten tajemniczy chłopak, mimo otwartego charakteru, zawsze wydawał się coś ukrywać. No cóż, niech będzie, jakaś tajemnica dodaje pikanterii związkom, a każdy ma prawo do swojego prywatnego zakątka w duszy.
– Jak jego rodzice zareagowali na waszą decyzję?
– Zaskakująco spokojnie. Wydaje się, że nawet się cieszą, choć może to tylko moje wrażenie. Powiedzieli, że cały drugi piętro jest nasze i nie ma dyskusji.
– Tak, mają ogromne mieszkanie. Dwupoziomowe, kto by pomyślał.
– Jeszcze z dwoma wejściami. Maksym od dziecka zajmuje górny poziom, był zmieszany, kiedy jego ojciec, Jerzy, z przyzwyczajenia nazwał to miejsce „synarnią”. On w ogóle lubi żartować.
– Nie dokuczają ci?
– O takich teściach można tylko marzyć. Pamiętasz, jak mówiłam: on jest adwokatem, ona szefową agencji nieruchomości. Nigdy bym nie pomyślała, że tacy poważni ludzie w domu są tacy zwyczajni. Katarzyna opowiada mi tyle o Maksymie: jak był mały, jak zainteresował się fotografią… Właśnie wróciła z pracy, idę ją powitać. Pozdrów tatę!
Kiedy Albina, przygotowując Katarzyn
ie herbatę, pomagała kroić ciasto, ta niespodziewanie powiedziała:
– Jak dobrze, że spotkaliście się z Maksymem. Wyraźnie na niego dobrze wpływasz.
– To nie moja zasługa, on po prostu dorasta, – próbowała żartować Albina, ale Katarzyna nie ustępowała:
– Znowu stał się spokojny, towarzyski, częściej bywa w domu. Przywróciłaś mi dawnego syna.
– Inne dziewczyny źle wpływały?
– Czy Maksym ci nie mówił?
– On wszystkiego nie opowiada!
– Ach, była jedna koleżanka z roku, z którą były same kłopoty. Nie chcę jej wspominać…
Maksym postanowił zorganizować przyjęcie z okazji zaręczyn i zaprosił przyjaciół. Dymitr był jednym z pierwszych zaproszonych.
– Maks, ty to na serio?
– Jak najbardziej. Złożyliśmy już wnioski.
– Nie rozumiem, po co te wszystkie śluby i zaręczyny…
– Żeby Julia zrozumiała, że nie ma drogi powrotnej.
– Czyli nadal kochasz jedną, a żenisz się z drugą?
– Nie do końca. Też kocham Albinę, ale inaczej, nie tak jak Julię. Czasem wydaje mi się, że znałem ją od zawsze. Nie rozumiem, jak wcześniej mogłem żyć bez niej.
Tak się złożyło, że krąg znajomych Albiny składał się z kolegów z pracy, którzy teraz, jak się wydaje, płynnie przechodzą do kasty podwładnych. W pewnym sensie to ich wybór, nie jej. Rzadkie spotkania z przyjaciółkami z dzieciństwa zamieniły się w jedno wielkie rozczarowanie i stopniowo zanikły.
To nieprawda, że starzy przyjaciele są lepsi niż nowi. To już nie te same ogniste dziewczyny, z którymi robiły różne psoty, a wieczorem, przystrojone i podchmielone dla odwagi, biegły na tańce. Teraz to nudne, głęboko zamężne kobiety, które potrafią mówić tylko o problemach domowych. Nie, nigdy nie stanie się taką, z Maksymem na pewno będzie inaczej.
Niespodziewanie na przyjęcie przybyła niezaproszona gościni.
– Julio, po co przyszłaś? – zapytał zaskoczony Maksym.
– Żeby ci pogratulować. Jestem nowoczesną dziewczyną, uważam, że rozstanie to nie powód do kłótni. Jak cywilizowani ludzie, możemy pozostać przyjaciółmi.
I dodała:
– W końcu przeżyliśmy razem ponad rok. Rozumiem twoją decyzję ożenku z inną.
„Czyli to jeszcze moja wina”, – pomyślał Maksym, ale milczał, nie chcąc psuć święta.
– To twoja wybranka. Przedstaw nas.
Maksym przedstawił dziewczyny sobie nawzajem. Julia natychmiast zaczęła z nią życzliwie i beztrosko rozmawiać. Nie odstępowała jej przez cały wieczór. Maksym był niespokojny: jeszcze Julia powie coś niepotrzebnego.
Podchodził do nich, demonstracyjnie okazywał uwagę tylko Albinie, ignorując byłą, a jednocześnie przysłuchiwał się ich rozmowie. Na razie wszystko wydawało się niewinne, rozmowa nie wykraczała poza ramy zwykłej towarzyskiej rozmowy.
Na pożegnanie Julia powiedziała:
– Bardzo polubiłam Albinę.
– Ja też, – uśmiechnął się Maksym.
Kiedy goście się rozeszli, bacznie obserwował Albinę, czy nie jest zła, czy niczego nie podejrzewa, ale wyglądało na to, że dziwna wizyta jej nie zmartwiła. Albina myślała o czymś zupełnie innym: jak bardzo brakuje jej swobodnych dziewczęcych pogawędek. Nie będzie przecież dzielić się wszystkim z mamą, a z nikim innym nie miała na to ochoty. Zmęczona wrażeniami z przyjęcia, szybko zasnęła, a Maksym prawie do rana próbował zrozumieć własne uczucia.
Albina wyszła z biura prosto pod ulewny deszcz. „Jak nie w porę się zaczął. Jerzy proponował parasolkę – nie wzięłam, bo się nie mieściła do torebki, teraz moknij całą drogę”, – narzekała.
– Cześć, Albina! – zawołał ją radosny, znajomy głos.
– Julio! Co za zbieg okoliczności.
Stała pod dużą, kolorową parasolką i uśmiechała się szeroko.
– W którą stronę idziesz? Chodź, odprowadzę cię.
Albina z radością schowała się pod parasolką i odpowiedziała:
– Do domu. Znasz adres.
– Będziesz zachodzić do sklepu?
Właściwie mogłaby coś kupić, ale nie chciała wyglądać na starą kobietę w oczach tej energicznej studentki.
– Może tylko po lody. Zapraszam.
– Witam, dodatkowe kalorie!
– Tobie to nie grozi, – zaśmiała się Albina, z lekką zazdrością patrząc na zgrabną figurę towarzyszki.
Całą drogę Julia opowiadała historie z życia studenckiego. Czy naprawdę przypadkowo się tutaj znalazła? Albina przypomniała sobie, jak na przyjęciu opowiadała o tym, gdzie pracuje i kiedy wraca do domu, ale nie przywiązała do tego uwagi. Julia tymczasem kontynuowała:
– Jeden starszy kolega poprosił Maksyma, żeby zrobił zdjęcia na bankiecie z okazji obrony pracy. Maksym tam przesadził, że nie mogłam z nim zasnąć, śmierdziało od niego alkoholem i czyimiś perfumami na całą sypialnię, wyobraź sobie.
– Co za hultaj, – zażartowała Albina, – pokłóciliście się z tego powodu?
– Nie tylko, nie mogłam tam znaleźć sobie miejsca. Wszystkim rządziła jego mama. Łazienka wiecznie zajęta, do kuchni też nie można się dostać, chodziłam głodna i nieumyta, a ona jeszcze marudziła, wszystko jej przeszkadzało. Ciebie też denerwuje?
– Na razie nie, pewnie najlepsze dopiero przed nami.
– Moja mama mówi, że jeszcze nie dojrzałam do życia rodzinnego.
– Może ma rację?
– A ja nie chcę dojrzewać. Sama mi dobrze, wolność, piękno.
– No to dotarłyśmy. Dzięki, że nie dałaś mi zmoknąć.
Przygotowania do ślubu szły pełną parą. Sala bankietowa zarezerwowana, stroje ślubne wypożyczone, wodzirej znaleziony, zaproszenia się drukują. Pozostało zdecydować, kto będzie świadkiem. Albina nie miała dużego wyboru.
– Maksym, nie masz nic przeciwko, jeśli świadkiem będzie Julia?
Maksym posmutniał, pomysł Albiny wyraźnie go zaskoczył.
– Rozumiesz, nie mam kogo innego zaprosić, – kontynuowała.
– Zapraszaj, kogo chcesz, to prawo panny młodej.
Zanim zmienił zdanie, Albina szybko wybrała numer Julii.
– Czyli będę świadkiem na ślubie mojego byłego? – zaśmiała się.
– To ja wychodzę za mąż, a Maksym się żeni.
– Gdzie on jutro się wybiera?
– Znowu do pracy. Robi sesję zdjęciową dla przyszłej modelki.
– Ojej, ja bym tego nie zniosła.
– To tylko biznes, nic osobistego, – powtórzyła Albina słowa Maksyma.
Julia jakby czytała jej w myślach:
– To on ci tak powiedział? Nie chcę cię martwić, ale to ryzykowne być tak ufna.
Maksym zrobił mnóstwo zdjęć. Teraz trzeba było wybrać najlepsze, potem retusz i gotowe. Ten schemat działania stał się dla niego zbyt rutynowy, pragnął więcej twórczości. Pewne urozmaicenie wniosła Albina:
– Mogę zobaczyć?
– Nie ma problemu.
– Co to za zdjęcia? Lepiej pozować nago niż w tak wyzywającej sukience, – oceniła Albina, złośliwie wpatrując się w wulgarnie wyginającą się dziewczynę, – ciekawe, gdzie z takim portfolio można się dostać?
– To zależy od szczęścia, to już nie moje zmartwienie. Biorę pieniądze tylko za swoją pracę, a za zatrudnienie nie odpowiadam.
Albina uważała zazdrość za oznakę niepewności siebie, a to na pewno nie dotyczyło jej. Więc odłożyć podejrzenia! Przynajmniej nie wyrażać ich głośno, nie robić wstydu, nie psuć relacji.
Niemniej jednak wątpliwości nie dawały jej spokoju, zaczęła uważniej obserwować zachowanie Maksyma i staranniej analizować jego wcześniejsze czyny i nawet słowa. Nie udało się znaleźć bezpośrednich dowodów, ale intuicja dosłownie krzyczała: coś tu jest nie tak.
Wodzirej na weselu nie pozwalał gościom zbyt długo siedzieć przy kieliszkach.
– Taniec pana młodego i panny młodej! Taniec świadka i panny młodej! Taniec pana młodego i świadkowej! – nieprzerwanie ogłaszał.
Czy Julia nie obejmuje Maksyma zbyt namiętnie podczas tańca? Od razu widać, że byli blisko. Jeszcze na koniec jakoś mocno go pocałowała. Albina uznała podejrzany incydent za zwyczaj i tradycję, na których się nie znała. Może i ona powinna pocałować Dymitra po tańcu?
Podróż poślubną postanowili odłożyć do wakacji. Maksym intensywnie przygotowywał się do sesji, Albina otworzyła pocztę. Jedna wiadomość, adresowana bezpośrednio do niej, była od Dymitra:
„Albina, bardzo cię przepraszam. Trudno mi o tym mówić, dlatego postanowiłem napisać. Nie mogę dłużej oszukiwać tak cudownej dziewczyny jak ty. Maks ożenił się z tobą, żeby zrobić na złość Julii, którą nadal kocha. Przepraszam, wiedziałem o tym od początku, ale milczałem dla dobra przyjaciela, czego teraz żałuję.”
No proszę! Teraz wszystko się wyjaśniło. Albina postanowiła otworzyć karty i pokazała Maksymowi otrzymaną wiadomość. Ten nie zaprzeczył, tylko westchnął:
– Ech, taki z niego przyjaciel.
– Czemu mi wcześniej nie powiedziałeś, że jesteś zakochany?
– Pannom młodym się tego nie mówi.
– Ale żony same się dowiadują. Nic od ciebie nie chcę, po prostu podaruję ci rozwód. Żyj swoim życiem, marz o powrocie Julii. Nie chcę być jej zastępczynią ani przeszkodą dla twojego szczęścia, chociaż nie widzę sensu w odzyskiwaniu kogoś, kto cię nie ceni, ale teraz odchodzę.
– Poczekaj, niedługo są twoje urodziny, przygotowałem ci prezent, weź go.
– Nie ma potrzeby, lepiej daj go Julii, może zadziała.
– Nie to miałem na myśli. Już nie chcę o niej marzyć, nie mogę się z tobą rozstać. Jesteś moją pierwszą prawdziwą miłością, a ona była tylko ładna, ale o nieznośnym charakterze. Obiecuję, że postaram się o niej nie myśleć i nie będę już się nią rozpraszać podczas wykładów.
– Po prostu zrozum, że nie jesteś jej potrzebny, a wszystko wróci na swoje miejsce. Chyba rzeczywiście przesadziłam. Jak spojrzeć rodzicom w oczy, jeśli rozwiedziemy się zaraz po ślubie. Zostawmy wszystko tak, jak jest, a czas pokaże.
