Powiedziałam rodzicom, że zamierzam wyjść za mąż. Wszyscy krewni zaczęli do nas dzwonić. Pochodzę z małej wioski i oni chcą, żebym zrobiła wesele na 140 osób, żeby wszyscy mogli się bawić. Ale rodzice mojego narzeczonego są z miasta i nie chcą takiego wielkiego świętowania.

Urodziłam się i wychowałam w małej wiosce, spędziłam tam całe swoje dzieciństwo i młodość, aż do ukończenia 18 lat. Gdy skończyłam 18 lat, dostałam się na studia w mieście, które leży niedaleko naszej wioski.

Po ukończeniu uniwersytetu znalazłam dobrą pracę w tym samym mieście, w dość dobrej firmie. Ponieważ ukończyłam studia z wyróżnieniem, od razu dostałam dobrą posadę z przyzwoitym wynagrodzeniem. Pracowałam tam przez kilka lat, bardzo się starałam jak najlepiej wykonywać swoje obowiązki i nie zauważałam nikogo wokół siebie.

Jednak z czasem poznałam Andrzeja, który również u nas pracował. Zawsze mi pomagał w pracy, odprowadzał do domu, nosił ciężkie torby, ogólnie rzecz biorąc, zaczęliśmy się częściej spotykać i rozmawiać.

Wcześniej nie zwracałam na niego uwagi, ale teraz wszystko potoczyło się inaczej.

Pewnego dnia Andrzej poprosił mnie o rękę. Oczywiście zgodziłam się, ponieważ rozumiałam, że to właśnie ten człowiek, z którym chcę spędzić resztę życia. Nigdy nie spotkałam lepszego i bardziej troskliwego mężczyzny. Ponieważ pochodzę z wioski, u nas jest zwyczaj organizować wielkie wesela, na które zaprasza się prawie pół wsi.

Zawsze w naszej rodzinie zapraszano na wesela dużą liczbę osób, sto, a nawet więcej, rozkładano ogromny stół i wszyscy się bawili. To typowe wesele na wsi, ponieważ zaprasza się wszystkich bliskich i dalszych krewnych z obu stron, kolegów z pracy, sąsiadów, przyjaciół i znajomych. Bywało nawet tak, że para młoda nie znała wszystkich gości, bo mogli być dalekimi krewnymi.

Mój narzeczony pochodzi z miasta, gdzie wesela nigdy nie są tak hucznie obchodzone. Zwykle odbywają się skromnie i niedrogo, w małym gronie najbliższych ludzi i przyjaciół, po prostu zbiera się rodzinę i bliskich przyjaciół, by wspólnie świętować.

Szczerze mówiąc, w tej kwestii całkowicie zgadzałam się z moim narzeczonym. Uważaliśmy, że nie ma sensu wydawać wszystkich oszczędności na wesele, a potem nie mieć na nic pieniędzy i jeść tylko chleb. Oczywiście moja rodzina zareagowała na to bardzo negatywnie. Moi rodzice chcieli hucznego i wystawnego wesela. Rodzina nie rozumiała, dlaczego nie zapraszamy ich na świętowanie naszego małżeństwa.

Jednak nie posłuchaliśmy moich rodziców i postąpiliśmy po swojemu. Kilka dni po ślubie po prostu spakowaliśmy rzeczy i pojechaliśmy w podróż poślubną. Choć moi rodzice i wszyscy krewni ze strony mojej rodziny są na nas obrażeni, nie rozumiemy, dlaczego mielibyśmy wydawać tyle pieniędzy na wesele, których nie mamy, a kredytów brać nie chcemy. Uważam, że minie trochę czasu, a oni to zrozumieją i przestaną się obrażać o taką, naszym zdaniem, drobnostkę. W końcu huczne świętowanie nie jest najważniejsze, najważniejsze jest, żebyśmy byli szczęśliwi. Czy naprawdę mamy robić drogie wesele tylko dlatego, że tego chcą krewni?