W wieku 65 lat zostałam wyrzucona do starego domu. Wszystko dlatego, że bardzo zaczęłam przeszkadzać swoim dzieciom
Moja córka Anna wyszła za mąż dość późno – mając 29 lat. Rozumiała to i dlatego od razu starała się zajść w ciążę. Udało jej się to i wkrótce zostałam babcią dwóch uroczych wnuczek-bliźniaczek. Byłam bardzo szczęśliwa.
Aby ułatwić córce życie, poprosiła mnie, żebym przeprowadziła się do niej do miasta. Zgodziłam się. Mieszkanie nie było bardzo duże, ale póki dzieci były małe, wszystko było w porządku.
Od razu byłam bardzo pomocna: przecież Anna potrzebowała dużo wsparcia podczas ciąży i po narodzinach bliźniaczek. Pomagałam jej wtedy bardzo. A potem zaczęłam zauważać, że zaczynam przeszkadzać córce i jej mężowi. Zięć często był niezadowolony ze mnie, córka zaczęła się na mnie obrażać.
Wnuczki dorosły, zaczęły już dobrze spać. Nie to co wcześniej. Wcześniej spały razem ze mną w jednym pokoju. W nocy tylko ja do nich wstawałam, a córka i zięć spali spokojnie całą noc.
Starałam się im ułatwić życie, ale ani Anna, ani jej mąż tego nie docenili. Teraz czuję się zbędna.
Niedawno usłyszałam, jak mój zięć mówił mojej córce, że wszyscy mamy mało miejsca w mieszkaniu. Że mamy już kolejkę do toalety. A co będzie, gdy dziewczynki urosną?
Moja córka odpowiedziała, że nie może przecież wyrzucić własnej matki na ulicę. A zięć odpowiedział, że przecież wcześniej mieszkałam w domu na wsi i wszystko było w porządku. Chciał, żebym tam wróciła.
Bardzo się obraziłam na zięcia. Wieczorem spakowałam swoje rzeczy, napisałam notatkę i wyjechałam.
Przez te lata, kiedy nie mieszkałam w swoim domu, przeszedł on w straszny stan, zewsząd wieje. W domu jest bardzo zimno.
Jak teraz będę w nim mieszkać, nawet nie wiem. Jest mi tak przykro, że kiedyś byłam potrzebna i miałam miejsce w mieszkaniu, a teraz jestem niepotrzebna i zmuszona mieszkać w półzrujnowanym domu. Czym sobie na to zasłużyłam?!
