Podczas obiadu mąż oznajmił, że chce kupić mieszkanie, ale zarejestruje je na swoją mamę. Teściowa poparła syna, mówiąc, że zgodzą się zarejestrować część mieszkania na mnie, tylko jeśli włożę w nie pieniądze

Kilka dni temu całą rodziną siedzieliśmy przy obiedzie, gdy nagle zaczęła się rozmowa o mieszkaniu. I wtedy niespodziewanie dowiedziałam się, że mąż zamierza zarejestrować zakup na swoją mamę.

Jesteśmy z mężem małżeństwem od 5 lat. Nasz związek zaczął się jeszcze podczas studiów, kiedy ani on, ani ja nie mieliśmy niczego. Potem, w małżeństwie, stopniowo staraliśmy się razem coś osiągnąć.

Zaczęliśmy mieszkać w mieszkaniu jego rodziców. Wtedy, po ukończeniu studiów, oboje znaleźliśmy pracę. Zarabialiśmy niewiele, ale wystarczało na życie. Gdy mąż trochę stanął na nogi, oświadczył mi się. Rok po ślubie urodziło nam się dziecko. W tamtym momencie wydawało mi się, że mąż cieszy się nawet bardziej ode mnie. Jego rodzice też skakali z radości i dziękowali mi za pierwszego wnuka.

Na urlopie macierzyńskim musiałam na jakiś czas zapomnieć o swojej pracy. Moim głównym zajęciem stało się opiekowanie się dzieckiem i dbanie o dom. Chciałam czasem się odprężyć i odpocząć od domowych obowiązków, ale mąż pracował pięć dni w tygodniu do późnego wieczora i prawie nie pomagał przy dziecku. Czasem, zanim wrócił do domu, jeździł grać w siatkówkę lub bilard z przyjaciółmi.

W domu mąż pomaga mi tylko w swoje dni wolne. Nie daje pieniędzy na nianię – mówi, że ich nie ma. Tak samo jest z prywatnym przedszkolem – do publicznego na razie nas nie przyjęli, a na prywatne „nie ma pieniędzy”. Kiedy wybieramy ubrania, mój małżonek też stara się oszczędzać i radzi mi kupować rzeczy tylko na promocji.

Długo nie mogłam zrozumieć, gdzie on wydaje swoją pensję, i niedawno to się wyjaśniło: okazuje się, że chce kupić mieszkanie. Na początku się ucieszyłam, bo miałam dość życia w mieszkaniu jego rodziców. Ale mąż postawił mnie przed faktem, że kupuje je za swoje pieniądze i dlatego zapisze mieszkanie na swoją matkę, żeby w razie rozwodu „jego” majątek pozostał z nim.

Powiedzieć, że jestem zła i rozczarowana, to nic nie powiedzieć! Okazuje się, że codziennie pracuję jako niania, kucharka, sprzątaczka, wychowawczyni, a on tego nie docenia… Przecież zrezygnowałam z kariery przez urlop macierzyński, a nie dlatego, że nie chciało mi się chodzić do pracy, i w domu męczę się bardziej niż mąż w swoim biurze!

Teściowa też stoi po stronie męża i mówi, że zgodzą się zarejestrować część mieszkania na mnie, tylko jeśli włożę w nie pieniądze. Gdzie jest sprawiedliwość? Pracuję dorywczo jako fryzjerka w domu, ale na razie zarabiam niewiele. Czy mój mąż przygotowuje się do rozwodu? Czy w ogóle jest sens dalej z nim żyć? Z powodu urazy chcę się rozwieść albo wystawić rachunek za swoją pracę w domu.