Postanowiłam nie zostawiać mieszkania synowi, bardziej potrzebne jest moim najemcom. Opowiadam

Mam 65 lat i jestem samotna. Dziwnie mówić coś takiego, gdy w tym samym mieście mieszka mój syn, ale on od dawna jest żonaty i rzadko pojawia się w moim życiu. Odkąd zostałam wdową, siedzę sama w trzypokojowym mieszkaniu jak w muzeum i nie mam nikogo, kogo mogłabym poprosić o pomoc.

Wystarczy zadzwonić do synka – synowa od razu się wtrąca, wyraża niezadowolenie, bo ją denerwuję. Według niej powinnam przekazywać prezenty na święta przez okno, dokładnie zgadując ich życzenia, nie pojawiać się w ich domu i, co najważniejsze, nie wymagać wsparcia.

A co, jeśli zachoruję? Jeśli potrzebne będą męskie ręce w gospodarstwie? Synowa dała mi do zrozumienia, że są ogłoszenia typu „mąż na godzinę” i że nie tak często potrzebuję majstra.

Ale mi stale coś jest potrzebne, to jest życie. Chciałam pojechać do siostry na działkę – pojawia się problem, jak tam dotrzeć, jak donieść torby. Taksówką mam jechać?

Poprosiłam Adama, nie odmówił. Ale synowa zrobiła awanturę, że ma tylko jeden dzień wolny i ten poświęca na mnie. Ale nie sądzę, że sporadyczne spędzenie czasu z matką to zmarnowanie czasu. Synowa na pewno nie da mi pieniędzy na taksówkę, więc jej rady są dla mnie bez znaczenia. Potwierdziła to: nie jest zobowiązana do opłacania moich podróży. Jeśli nie mogę pojechać – powinnam siedzieć w domu.

W rezultacie zadzwoniłam do Adama i powiedziałam, że pojadę pociągiem, od tego czasu staram się nie dawać o sobie znać.

Marta była nastawiona wrogo od momentu, gdy się poznaliśmy. Próbowałam do niej podejść z życzliwością i cierpliwością. Staram się nie wtrącać, komunikuję się tylko z synem. Nawet zobaczenie wnuka to trudne wyzwanie, muszę znieść wszystkie kaprysy i zmiany planów synowej, umawiać się z kilkudniowym wyprzedzeniem.

Nawet telefony ją drażnią, przeszkadzam jej w spaniu, relaksowaniu się czy zajęciach. Doszło do tego, że piszę synowi wiadomości, pytając, czy mogę zadzwonić lub czy mógłby do mnie zadzwonić. A on nie zawsze oddzwania!

W końcu powoli popadałam w depresję, a sprawa zaszła daleko. Ratowały mnie tylko rozmowy na ulicy. Dosiadałam się do sąsiadek na ławce, rozmawiałam z turystami w metrze, z sprzedawcami… To gorzkie doświadczenie, kto nie wie, niech lepiej tego nie rozumie.

Kiedyś podczas spaceru zobaczyłam w parku koło domu młodą kobietę, wyglądającą jak nastolatka. Była w ciąży, z wyraźnym brzuchem. Siedziała i płakała, z jakiegoś powodu sama. Oczywiście podeszłam zapytać, jak mogę jej pomóc.

Okazało się, że Anna znalazła się na ulicy. Jej chłopak zaczął zdradzać i poprosił, by się wyprowadziła. Była w obcym mieście i nie mogła wrócić do rodziców z brzuchem, bo oni mieli swoje trudności.

Zdesperowana kobieta nie wiedziała, co robić, myślała nawet o oddaniu dziecka. Gdzie je zanieść, na dworzec?

– Jaki dworzec – objęłam tę głuрią dziewczynę – chodź do mnie. Naleję ci herbaty, odpoczniesz i coś wymyślimy.

Tak Anna została u mnie, była wspaniałą współlokatorką. Zrobiła porządek w mieszkaniu, urodziła cudowną córkę. Pomagałam im z emeryturą – a pieniędzy w domu jakby przybyło, dziewczyna gotowała oszczędnie, robiła zakupy w hurtowniach, podczas gdy ja zajmowałam się dzieckiem. Piecze torty na zamówienie, robi różne słodycze. Kuchnię doprowadziła do porządku, wszystko lśni.

Kiedy zachorowałam, syn nie znalazł czasu, by mnie odwiedzić, ale Anna przynosiła mi domowe jedzenie rano i wieczorem.

Wyzdrowiałam, oni mnie już witali. Tak żyjemy, mała już sama biega. A my nigdy się nie kłóciliśmy. Delikatna dziewczyna z szacunkiem podchodzi do moich rad, nie zawsze ich słucha, ale nie wyśmiewa mnie. I nie obrażam się, matki lepiej wiedzą.

Zajęta przestałam dzwonić do syna, i nagle zrozumiałam: minął rok bez żadnych telefonów od niego. Na święta wyśle mi smsa, odpowiem i dobrze.

Postanowiłam więc, że zapiszę mieszkanie moim dziewczynom, skoro tak wyszło, że to one się mną opiekują. Synowi i synowej nie jestem potrzebna.

Niestety, powiedziałam o tym synowi – kłótnia trwa do dziś. Przepraszają i przynoszą prezenty, potem przeklinają.

Zmobilizowali wszystkich krewnych, mówiąc, że oddaję mieszkanie oszustce.