Kupione przeze mnie mieszkanie znajduje się w starym budynku i wymaga remontu. Pomyślałam jednak, że to nie problem – mój zięć zajmuje się remontami, myślałam, poproszę Andrzeja, a on wszystko mi zrobi

Całe życie mieszkałam w niewielkiej wiosce w dwupokojowym mieszkaniu. Niedawno postanowiłam je wynająć, a sobie kupiłam małą kawalerkę na obrzeżach miasta. Przez wiele lat nosiłam się z tym zamiarem, dlatego oszczędzałam pieniądze.

Kupione przeze mnie mieszkanie znajduje się w starym budynku i wymaga remontu. Pomyślałam jednak, że to nie problem – mój zięć zajmuje się remontami, myślałam, poproszę Andrzeja, a on wszystko mi zrobi w najlepszym wydaniu. Mieszkanie jest malutkie, bez mebli, zupełnie puste, nie trzeba przesuwać szaf!

Mówię mu: Andrzeju, potrzebuję zrobić prosty remont, nic nadzwyczajnego. Stare rzeczy zerwać i wynieść, nakleić tapety, pobielić sufity. Kupiłam linoleum na podłogę, trzeba też pomóc je rozłożyć i przymocować listwami przypodłogowymi. Tyle! Nawet na razie nie będę zmieniać płytek, ani w łazience, ani w kuchni, zdecydowałam, a potem zobaczymy.

Płytki w nowym mieszkaniu są stare, ale jeszcze się trzymają. I hydraulika też jest taka sama. Wszystko to trzeba wymienić, ale wszystko zależy od pieniędzy. Po zakupie mieszkania prawie nie zostało mi pieniędzy.

Skonsultowałam się z zięciem, kupiłam najprostsze, budżetowe materiały, po prostu żeby było czysto. Jedyny problem: nie mam za co wynająć fachowców, a samodzielnie robić – no nawet nie wiem. Zupełnie się na tym nie znam! I niewygodne to robić samodzielnie, nawet z tymi tapetami. Trudno mi się wspinać na drabinę. Zadzwoniłam do zięcia, mówię, Andrzeju, może pomożesz? Będziesz kierował i nadzorował, a ja będę twoim pomocnikiem: posprzątam, podam, potrzymam, przyniosę…

Zięć ani nie powiedział tak, ani nie powiedział nie. Powiedział, że sprawdzi swój grafik i oddzwoni. Wieczorem zadzwoniła córka i zaczęła się oburzać. Mamo, mówi, masz w ogóle sumienie czy nie? Andrzej ma pracę, kredyt hipoteczny i dwoje dzieci, i tak go nie widzimy w domu! Dzieci przestaną go niedługo rozpoznawać! A ty jeszcze ze swoim remontem. Jak to sobie w ogóle wyobrażasz? Kiedy ma zajmować się twoimi sprawami?

Zięć rzeczywiście jest zajętym człowiekiem. Ale ma samochód, a mieszkanie kupiłam nie na końcu świata. Mógłby poświęcić teściowej parę weekendów, nie tak często go o coś proszę.

Ze swojej strony zawsze pomagałam córce z dziećmi, kiedy mogłam. Z pracy zwalniałam się, kiedy było trzeba! Spacerowałam z wózkiem i ze starszym, i z młodszym, zawsze dawałam im piękne prezenty na każde święto, po prostu dawałam im pieniądze.

Córka, szczerze mówiąc, nie była zadowolona, gdy dowiedziała się, że kupiłam mieszkanie. Nawet nie wiedziała, że mam oszczędności, zawsze myślała, że żyję od pensji do pensji. A teraz okazuje się, że oni mają mieszkanie na kredyt, są zadłużeni, a ja mam teraz dodatkowe mieszkanie na wynajem.

Powiedziałam jej uczciwie, że zbierałam na emeryturę, żeby nie być nikomu ciężarem. I mieszkanie, które kupiłam, to bardzo budżetowy wariant! Bo pieniędzy miałam niewiele.

Ale córka i tak się obraziła. A potem powiedziała, że jej mąż nie będzie mógł zrobić remontu, bo nie ma na to czasu. Zaczęłam nawet remont sama – zrywałam stare tapety, wynosiłam graty. Popracowałam pół dnia i zrozumiałam, że daleko nie zajdę.

Zadzwoniłam do zięcia, mówię, Andrzeju, bez ciebie sobie nie poradzę, jestem gotowa nawet zapłacić! Nie uwierzycie, ale od razu znalazł się czas.

– Jutro kończymy obiekt, będę miał trzy dni wolne, mogę przyjechać.

Jestem obrażona na córkę i zięcia. Pieniądze teraz na pewno nie są zbędne, tym bardziej że to głównie pieniądze najemców. A co jeśli coś pójdzie nie tak? I w ogóle, jak żyć zupełnie bez oszczędności?