– W jakim sensie pożyczyć? Od kiedy mamy oddzielne budżety? – zdziwił się mąż
– Martyna, ile jeszcze można? Sama nie masz dość utrzymywania ich? – oburzał się Piotr.
Nie mógł patrzeć, jak żona haruje na trzech etatach, żeby pomagać swoim krewnym, którzy coraz bardziej się rozbestwiali.
– Martyna, słyszysz mnie? – zapytał ponownie.
– Tak, słyszę…
– To co się dzieje?
– Piotrze, nie mogę inaczej.
Martyna zaczęła tłumaczyć, że tak było zawsze i niczego już nie może zmienić. Matka miała 55 lat, ale nigdy porządnie nie pracowała.
Cały czas poświęcała na wychowanie dzieci i nie miała czasu na pracę. Cały swój czas spędzała w domu, pilnując, aby dzieci miały odrobione lekcje i dobrze się uczyły.
Chciała, aby każde z nich wyrosło na porządnego człowieka i miało przed sobą świetlaną przyszłość. I w zamian liczyła na to, że dzieci jej nie opuszczą i będą się nią opiekować.
Tak minęły lata. Martyna dorosła i zdobyła dobre wykształcenie. Teraz jest prawniczką i ma własną małą firmę. Jej brat, Jurek, jednak nie radził sobie najlepiej.
W wieku 25 lat nie widział nic złego w tym, żeby siedzieć na karku siostry i żebrać o pieniądze. Sam znajdował bardziej „ważne” zajęcia niż praca.
– Jurek to kawał chłopa! Ile razy proponowałem, że pomogę mu znaleźć pracę – zaczął protestować Piotr.
– Żadne z tych ofert mu nie odpowiadają…
Piotr tylko się roześmiał.
– Oczywiście, że nie odpowiadają. Ma zbyt wygórowane oczekiwania. Myśli, że teraz wszystko dostanie na tacy, bo ledwo skończył studia?
– Piotrze…
– Co Piotrze? Ja byłem wychowywany inaczej i wiedziałem, że wszystko muszę osiągnąć sam. Zwłaszcza, jako mężczyzna.
Martyna milczała, bo doskonale wiedziała, że mąż ma rację.
– A matka? Dlaczego nigdy nie pracowała?
– Bo wychowywała nas…
– Tak, ale szkołę skończyliście już wiele lat temu. Czemu nie mogła znaleźć choćby dorywczej pracy? Wiele osób w jej wieku pracuje.
– Nie wiem…
Ale Piotr wiedział doskonale, jak działał system w rodzinie Martyny. Wszystkim było po prostu wygodnie. Siedzieć na jej karku i nic nie robić.
Matka świetnie się urządziła. Całymi dniami ogląda seriale i tłumaczy się, że całe życie poświęciła na wychowanie córki i nie miała czasu na karierę. A tak naprawdę po prostu nie chciała. Teraz uważa, że córka jest jej to winna.
A Jurek jeszcze lepszy, zrobił się komputerowym maniakiem. Twierdził, że jego kolega obiecał, że w tej branży można dobrze zarabiać nawet nie wychodząc z domu. Więc siedział i trenował, nie zwracając uwagi na to, że już teraz trzeba na coś żyć.
– Jurek, pomogę ci znaleźć pracę – powiedział kiedyś Piotr.
– Po co?
– Przecież macie problemy finansowe. A tu jest jakaś praca.
– A co oferują? – zapytał z pewną pogardą Jurek.
– Na początek 3000 zł, a później możliwe awanse, jeśli dobrze się sprawisz.
– Pff… Tyle? Nie, to nie dla mnie.
Piotr nie rozumiał, dlaczego tak reaguje. Proponował mu normalną pracę w biurze. A jego dobremu znajomemu potrzebny był asystent. Idealna okazja, żeby spróbować swoich sił.
– W grach mogę zarobić dużo więcej.
– Kiedy to jeszcze będzie – nie wytrzymał Piotr.
– Zobaczysz, niedługo!
– No tak, ale teraz trzeba z czegoś żyć.
– Poradzimy sobie – odpowiedział Jurek spokojnie, dając do zrozumienia, że Piotra to nie dotyczy.
I było jasne, na kogo liczył Jurek.
W dzień wypłaty Martyny wszystko było do przewidzenia. Nawet nie trzeba było zgadywać.
– Tak, mamo – odpowiedziała Martyna, wiedząc już, po co dzwoni.
– No, długo jeszcze mamy czekać?
– Jeszcze nie przelali. Mówili, że w najbliższych dniach.
– Jak to? Dlaczego? – zaczęła oburzać się Larysa.
– Firma ma chwilowe problemy finansowe, dlatego opóźniają.
Larysa zaczęła twierdzić, że to nienormalne i że pensję powinni wypłacać na czas. Ojcu zawsze wypłacali na czas.
– Przecież jesteś szefową, idź i zrób coś z tym.
– Mamo, dział finansowy się tym zajmuje. Pamiętaj, że najpierw muszę zapłacić pensje pracownikom, a dopiero potem sobie.
Ale matka tego nie rozumiała, bo sama nigdy nie pracowała. Nie wiedziała, jak prowadzi się firmę.
– Och, Martyna, wychowałam cię na swoją zgubę. Najpierw myśl o swoich interesach, potem o innych.
Rada była rzeczywiście dobra. Ale nie dotyczyła krewnych. O ich interesach Martyna musiała myśleć przede wszystkim.
– Mamo, wytrzymajcie parę dni, przekażę pieniądze.
Piotr doskonale słyszał ich rozmowę, ale jeszcze się nie wtrącał. Choć bardzo chciał to zrobić i wreszcie powiedzieć, co myśli o krewnych żony.
– To poproś Piotra. Dlaczego mamy czekać? Jeśli u was opóźniają wypłaty, to wasz problem. My mamy rachunki do zapłacenia i musimy coś jeść.
Martyna spojrzała na Piotra i ciężko westchnęła, bo wiedziała, co odpowie.
Piotr spokojnie poczekał, aż skończy rozmowę.
– No, i co tym razem?
– Piotrze, możesz pożyczyć mi pieniądze? – zapytała Martyna.
– W jakim sensie pożyczyć? Od kiedy mamy oddzielne budżety?
Takie oświadczenie naprawdę go zdziwiło, bo u nich w rodzinie wszystko było wspólne, a tu nagle okazuje się, że nie.
– Muszę przekazać pieniądze swojej rodzinie. Wiem, że będziesz przeciw, dlatego jak tylko dostanę wypłatę – od razu oddam.
– Martyna, i tak jestem przeciw, ale albo mnie nie słyszysz, albo nie rozumiesz.
W końcu mąż ponownie próbował ją przekonać, ale ona milczała i mimo wszystko zrobiła po swojemu. Nie widziała sensu w sporze, bo doskonale wiedziała, że mąż ma rację.
W końcu Piotr dał jej pieniądze, a ona, jak obiecała, oddała dług. Bardzo nie chciał tego robić nawet z zasady. Ale jeszcze bardziej nie chciał kłócić się z żoną z powodu jej krewnych. Więc musiał ustąpić.
Kilka dni później Larysa zadzwoniła do córki w panice.
– Martyna, natychmiast prześlij pieniądze!
– Mamo, co się stało? – zapytała przerażona.
– Jurek przegrał pieniądze. Postawił na jakąś swoją grę. Teraz jeszcze komuś jest winien.
Martyna wiedziała, że chodzi o 5000 zł, których teraz nie miała w wolnym obrocie.
– Mamo, nie mogę dać takich pieniędzy.
– Jak to nie możesz? Masz przecież własną firmę i chcesz powiedzieć, że nie masz pieniędzy?
Tym razem Larysa mówiła zbyt wymagającym tonem. Z boku wyglądało to, jakby to był dług Martyny, a nie jej brata.
– Mamo, pieniądze idą na zakup sprzętu.
– Jakiego sprzętu? Nie rozumiesz, że mamy problemy, a ty mówisz mi o jakimś sprzęcie…
Tu Piotr nie wytrzymał i wyrwał żonie telefon.
– Wiecie co, drodzy krewni. A teraz posłuchajcie
, co wam powiem…
I dalej wyjaśnił wszystko, co myśli o nich i o tej sytuacji. Przypomniał, jak obiecał pomóc Jurkowi znaleźć pracę, ale ten odmówił i obiecał sam się wzbogacić. A teraz jeszcze kto inny miał być winny.
– Tak więc, jeśli chcecie, dobrze, znowu pomogę waszemu Jurkowi znaleźć pracę. Tamto miejsce jest już zajęte, ale jest inne. Tymczasowo może pracować jako magazynier. Wiem, gdzie takich specjalistów potrzebują.
– Co? Magazynierem? Za kogo ty mojego syna masz? On ma wyższe wykształcenie! – zaczęła mówić z oburzeniem Larysa.
Tylko co z tego wykształcenia, skoro w tym kierunku nie przepracował ani dnia w życiu i jego staż pracy wynosi zero.
– Więc nie chcecie pomóc?
– I nie zamierzamy.
– Dobrze, to weźmiemy kredyt. I trzeba będzie go spłacić.
– Tak, oczywiście, trzeba. Tylko wam, nie nam.
Z tymi słowami Piotr odłożył słuchawkę i zabronił Martynie odbierać ich telefony przez co najmniej 5 dni.
– A jeśli naprawdę do tego dojdzie? – zapytała z troską.
– Kto im da kredyt? Spójrz na ich dochody. A jeśli ktoś się na to zgodzi, to niech sami to rozwiązują. Zrozum, każdy musi ponosić odpowiedzialność za swoje czyny. W końcu to dorośli ludzie.
Martyna wiedziała, że mąż ma rację i była mu nawet wdzięczna. Z jednej strony dręczyło ją sumienie. Z drugiej, zdawała sobie sprawę, że gdyby teraz tego nie zrobił, to nigdy by się to nie skończyło.
Nadszedł czas, by skorzystać z dobrej rady matki i zacząć myśleć o sobie.
