– No więc! Wynoszę śmieci, a resztę robisz ty – powiedział Marcin do Anny, ale ona miała inny plan
— To, że pracuję z domu, nie znaczy, że mam być jeszcze gosposią — powiedział zirytowany Marcin. — Sprzątanie to twoje obowiązki, nie moje! Jesteś kobietą!
Anna wyciągnęła rękę spod kołdry i na oślep znalazła przycisk wyłączający budzik.
W pokoju zapanowała cisza, przerywana tylko cichym chrapaniem Marcina, skulonego na drugim końcu łóżka.
– Marcin, wstawaj – powiedziała cicho, ale stanowczo Anna, przeciągając się.
– Jeszcze pięć minut – mruknął Marcin, nie otwierając oczu.
– Tak, a potem jeszcze pięć i tak do południa – zaśmiała się Anna, wstając z łóżka. – Wstawaj, masz przecież dużo do zrobienia.
Anna szybko się ubrała, związała włosy w kucyk i poszła do kuchni. Śniadanie – jajecznica, kanapki z serem i kawa – było gotowe w kilka minut.
Marcin w końcu wyszedł z sypialni, leniwie się przeciągając.
– Wyszedłeś z łóżka, czy z dżungli? – zaśmiała się Anna, rzucając okiem na jego potargane włosy. – Jeżozwierz!
– Bardzo śmieszne – burknął Marcin, siadając przy stole. – Czemu jesteś taka rześka z rana?
– Bo nie wyleguję się do ostatniej chwili, tylko wstaję na czas – odpowiedziała, nalewając kawę. – No dalej, masz dziś sporo do zrobienia.
Marcin tylko westchnął i utkwił wzrok w kubku z kawą. W tym czasie Anna już zakładała płaszcz i szykowała się do wyjścia.
– Idę. Nie zapomnij wynieść śmieci i pościelić łóżka – przypomniała w locie.
– Tak, tak – machnął ręką Marcin, jeszcze nie całkiem przebudzony.
Gdy tylko drzwi za Anną się zamknęły, Marcin przeciągnął się, ziewnął i postanowił, że pięć minut odpoczynku mu nie zaszkodzi.
Jednak „pięć minut” zamieniło się w całą godzinę. Gdy się ocknął, postanowił zabrać się za obowiązki. Zaczął sprzątać, ale jego uwagę ciągle odciągały drobne codzienne kłopoty.
– Dlaczego czajnik znowu nie jest na swoim miejscu? – mruknął, – Anna znowu wszystko przestawiła.
Obszedł mieszkanie i odkrył, że jego ulubiony koc ktoś przeniósł z kanapy na fotel, książki na półce nie były ułożone alfabetycznie, a szczotka do butów nagle znalazła się w łazience.
– Zwariować można – mruczał, ustawiając wszystko na swoim miejscu.
Kiedy postanowił wyjść z domu, okazało się, że nie może znaleźć kluczy do mieszkania.
Przeszukał wszystkie swoje zwykłe miejsca – półkę przy wejściu, kieszenie kurtki, biurko – ale kluczy nigdzie nie było.
– Anna! – wykrzyknął, jakby mogła go usłyszeć. – Znowu przestawiłaś moje klucze!
Wybrał jej numer, ale usłyszał tylko sygnał automatycznej sekretarki. Jego irytacja rosła, a on kontynuował poszukiwania w całym mieszkaniu.
– No gdzie one są? – wciąż się denerwował, przetrząsając wszystkie możliwe i niemożliwe miejsca. – Przecież zawsze kładę je w to samo miejsce!
W końcu znalazł klucze w kieszeni swojej kurtki, wiszącej w szafie. Z ulgą, ale nie bez irytacji, wyszedł z mieszkania.
Tak zaczęło się zwyczajne poranne życie Marcina i Anny, gdzie nawet najprostsze rzeczy mogły stać się przyczyną konfliktu.
***
Tego samego wieczoru Anna wróciła do domu, ledwo powłócząc nogami. Dzień w pracy był długi i męczący, a jej jedynym pragnieniem było jak najszybciej usiąść na kanapie i o niczym nie myśleć.
Marcin już był w domu, siedział w kuchni i coś pisał na laptopie. Praca zdalna dawała mu dużo swobody.
Zobaczywszy żonę, wstał i podszedł do niej, starając się wyglądać na troskliwego.
– Cześć, jak praca? – zapytał, starając się wyczuć nastrój Anny.
– Jak zwykle – odpowiedziała znużona, zdejmując buty. – Klienci wściekli, szef jeszcze bardziej. Jestem zmęczona jak pies.
– Rozumiem – odpowiedział Marcin, ale jego ton zdradzał, że nie zamierza zostawić porannego incydentu bez komentarza.
Anna, wyczuwając napięcie, postanowiła odłożyć odpoczynek i przygotować się do rozmowy.
– Chcesz o czymś porozmawiać? – zapytała, czując narastające napięcie w powietrzu.
– Tak – Marcin nie mógł się powstrzymać. – Nie przestawiałaś moich kluczy rano?
Anna przewróciła oczami.
– Marcin, mówiłam ci już setki razy – kładź je w jedno miejsce, to nie będzie problemów.
– Zawsze je kładę w jedno miejsce! – zapalił się Marcin. – To ty ciągle coś przestawiasz.
Anna głęboko westchnęła i próbowała się nie denerwować.
– Wiesz co, Marcin, codziennie wracam do domu i widzę, że nic nie robisz. Tylko narzekasz. Mogłbyś choć raz wynieść śmieci, pościelić łóżka…
Marcin zmarszczył brwi, czując, że rozmowa zmierza w nieprzyjemnym kierunku.
– To nieprawda. Dziś rano właśnie wyniosłem śmieci i pościeliłem łóżko.
– Ach tak? – Anna spojrzała na niego podejrzliwie. – A kurz wytarłeś? Podłogi umyłeś?
– Anna, pracuję! – Marcin podniósł głos. – Też mam swoje obowiązki!
– Pracuje… – mruknęła ona. – Siedzi w domu cały dzień i szuka kluczy. Mogłbyś chociaż coś pożytecznego zrobić.
– Pożytecznego? – Marcin już nie mógł ukryć irytacji. – Też się męczę. Ale ty tego nie zauważasz. Zawsze tylko pretensje, pretensje i pretensje.
– Bo nic nie robisz, Marcin! – wykrzyknęła Anna. – Wracam do domu i widzę ten sam bałagan, co rano.
Marcin zamilkł, próbując złapać oddech. W jego głowie krążyły myśli o tym, jak często Anna krytykuje go za każdą drobnostkę. Chciał powiedzieć, że też się stara, ale słowa utknęły mu w gardle.
– Wiesz co – powiedziała Anna, już trochę spokojniejsza. – Może powinniśmy spróbować inaczej? Podzielmy obowiązki, żeby każdy wiedział, co robić. Może wtedy będzie mniej kłótni.
Marcin zastanowił się. Z jednej strony nie chciał się zgodzić, bo to oznaczałoby przyznanie się do winy. Ale z drugiej strony wiedział, że obecna sytuacja tylko pogarsza ich relacje.
– Dobrze – powiedział w końcu. – Spróbujmy. Ale tylko jeśli ty też będziesz robić swoją część.
– Zgoda – zgodziła się Anna, choć w jej głosie słychać było nutę niedowierzania.
Postanowili, że jutro usiądą i sporządzą listę obowiązków. Wieczór zakończył się względnym pokojem, ale oboje czuli, że to dopiero początek nowego etapu w ich trudnych relacjach.
***
Następny poranek rozpoczął się nietypowo cicho. Była sobota i Anna oraz Marcin
wstali trochę później niż zwykle, postanawiając, że dziś na pewno podzielą obowiązki i zakończą ciągłe kłótnie. Jedli śniadanie w milczeniu, myśląc o tym, jak najlepiej podejść do rozmowy.
– No to co, zaczynamy? – zaproponowała Anna, nalewając sobie kolejną filiżankę kawy.
– Dobra – zgodził się Marcin, biorąc notatnik i długopis. – Od czego zaczynamy?
– Najpierw określmy, jakie w ogóle mamy obowiązki – zaproponowała ona. – Zacznę zapisywać: sprzątanie, gotowanie, pranie, śmieci…
– Poczekaj, poczekaj – przerwał jej Marcin. – A co z moimi obowiązkami? Przecież też pracuję.
– Marcin, nie mówię, że nie pracujesz – odpowiedziała Anna, starając się powstrzymać irytację. – Po prostu musimy jakoś sprawiedliwie wszystko podzielić.
Kontynuowali tworzenie listy, dodając wszystkie możliwe obowiązki. Kiedy lista była gotowa, spojrzeli na nią i zrozumieli, że zebrało się sporo pracy.
– Dobrze – zaczęła Anna – to teraz podzielmy to. Ja biorę na siebie gotowanie i pranie.
– A ja będę wynosić śmieci – zaproponował Marcin.
– Poczekaj, a kto będzie jeździł po zakupy? – przypomniała Anna.
– No, to możemy robić na zmianę – odpowiedział Marcin. – Albo podzielmy się: ja kupuję chemię gospodarczą i wszystko inne, a ty – jedzenie.
Anna zastanowiła się, ale potem skinęła głową.
– Dobrze, niech tak będzie. Ale ustalmy też, kto co robi w ramach sprzątania.
– Dobra – zgodził się Marcin. – Ty więc odkurzasz i myjesz podłogi, a ja wycieram kurz i dbam o kwiaty.
– Dlaczego to ja mam odkurzać? – zaprotestowała Anna.
– No, ja pracuję, mam mniej czasu – odpowiedział Marcin, czując, że rozmowa znowu idzie w złą stronę.
Anna przewróciła oczami.
– Marcin, zróbmy tak: ja odkurzam i myję podłogi, ale ty wtedy będziesz wycierał kurz, dbał o kwiaty i mył okna.
– Okna?! – Marcin był wyraźnie niezadowolony. – To przecież pół dnia, nie mniej!
– Ale tylko raz w miesiącu, a jak przyjemnie będzie, gdy będą czyste – uśmiechnęła się Anna, starając się rozładować napięcie.
Marcin, zdając sobie sprawę, że nie ma sensu się sprzeczać, westchnął i skinął głową.
– Dobra, zgoda.
Kontynuowali dyskusję, robiąc notatki w zeszycie. Jednak każde z nich wciąż uważało, że jego obowiązki są cięższe.
– Rozumiesz, że będę robić więcej niż ty? – zapytała Anna, gdy lista była już prawie gotowa.
– Dlaczego więcej? – zdziwił się Marcin. – Ja też robię sporo. Połowa sprzątania, śmieci, zakupy…
– Ale ja też mam pracę – przypomniała Anna. – I nie mogę robić wszystkiego sama.
– I ja nie mogę – odpowiedział Marcin, czując, że nowy konflikt jest nieunikniony.
Ich rozmowa znowu przerodziła się w kłótnię. Każdy próbował udowodnić, że jego wkład w obowiązki domowe jest większy i ważniejszy. Sytuacja się zaostrzała.
– Wiesz co – w końcu powiedziała Anna, wstając od stołu – może powinniśmy wynająć kogoś do sprzątania? Wtedy nie będziemy mieli powodów do kłótni.
Marcin zastanowił się. Pomysł wydawał się kuszący, ale wiązał się z dodatkowymi wydatkami, co nie do końca mu odpowiadało.
– Dobra, poradzimy sobie sami – w końcu zgodził się. – Ale to nie znaczy, że nie musimy nic robić.
***
Anna siedziała przy stoliku w przytulnej kawiarni, otoczona swoimi przyjaciółkami. W powietrzu unosił się zapach świeżego pieczywa i kawy. Wszystkie wesoło rozmawiały, ale Anna była zamyślona i pogrążona w swoich myślach.
– Anka, coś jesteś dziś nie w sosie – zauważyła Kasia, jej dawna przyjaciółka. – To przez Marcina?
Anna westchnęła i skinęła głową.
– Tak, znowu to samo. Znowu kłótnie, podział obowiązków… Mam tego dosyć – przyznała.
– Ach, kochana, wszystkie przez to przechodziłyśmy – zaśmiała się Ola. – Faceci są tacy, trzeba im po prostu jasno mówić, co mają robić.
– Dokładnie – podchwyciła Kasia. – Mój też na początku się opierał, a teraz wszystko robi według grafiku. Ważne, żeby się uparła na swoim.
Anna zastanowiła się.
– Ale jak? Marcin jest uparty. Trudno mu coś narzucić – przyznała.
– Musisz być sprytniejsza – mrugnęła Ola. – Na przykład, mów mu, że bez jego pomocy sobie nie poradzisz. Faceci lubią czuć się potrzebni.
– Albo chwal go za najmniejszą pomoc – zaproponowała Kasia. – Są jak dzieci – lubią być chwaleni.
Anna uśmiechnęła się, wyobrażając sobie, jak będzie chwalić Marcina za każde umyte okno.
– Dobrze, spróbuję – zgodziła się. – Byleby tylko nie zorientował się, że nim manipuluję.
Roześmiały się i kontynuowały rozmowę, dzieląc się różnymi sztuczkami, które można zastosować w relacjach. Wracając do domu, Anna była pełna determinacji. Postanowiła zacząć od drobnych zmian, żeby nie wzbudzić podejrzeń Marcina.
– Cześć – uśmiechnęła się, gdy Marcin wrócił z pracy. – Jak minął dzień?
– Dobrze – odpowiedział, siadając na kanapie. – A u ciebie?
– Też dobrze. Pomyślałam, że może pomógłbyś mi dziś z kolacją? – zaproponowała Anna, starając się brzmieć jak najbardziej przyjaźnie.
– Z kolacją? – zdziwił się Marcin. – Co gotować?
– Po prostu coś prostego. Myślałam o makaronie z warzywami – powiedziała Anna.
– Dobrze – zgodził się Marcin, choć niechętnie.
Razem zaczęli gotować kolację, a Anna starała się chwalić Marcina za każde jego działanie.
– Świetnie kroisz warzywa! – zachwycała się. – Jesteś prawdziwym mistrzem!
Marcin uśmiechnął się, przyjemnie zaskoczony jej pochwałą. Ale wkrótce Anna przeszła do bardziej poważnych próśb.
– Wiesz, Marcin, byłoby mi dużo łatwiej, gdybyś czasem zmywał naczynia po kolacji – zaczęła ostrożnie.
– Zmywał naczynia? – Marcin znieruchomiał. – Przecież pomagałem przy gotowaniu…
– Rozumiem, ale to tylko kilka minut. Proszę – Anna zrobiła duże oczy, starając się wyglądać uroczo.
Marcin ciężko westchnął, ale zgodził się.
– Dobrze, spróbuję – mruknął.
Jednak zaraz po kolacji Anna przeszła do kolejnego punktu.
– A jeszcze, wiesz, potrzebuję, żebyś czasem chodził po zakupy – kontynuowała.
– Anna, to już za dużo – Marcin zaczął się irytować. – Przecież też pracuję, mam swoje obowiązki.
– Wiem, ale musimy sobie jakoś radzić razem – nalegała. – Przecież obiecałeś pomagać.
Marcin zaczął czuć, że jego cierpliwość się kończy.
– Słuchaj – powiedział, starając się zachować spokój – robię już więcej niż wcześniej. Spróbujmy jakoś inaczej to rozwiązać.
– A jak? –
Anna znów zaczynała się denerwować. – Przecież ustaliliśmy podział obowiązków. Dlaczego teraz się wycofujesz?
– Nie wycofuję się – odpowiedział stanowczo Marcin.
Anna poczuła, że ich rozmowa znów przeradza się w konflikt.
– Wiesz, Marcin, wydaje mi się, że po prostu nie chcesz pomagać – powiedziała, nie kryjąc urazy. – Łatwiej ci wszystko zwalić na mnie i odpoczywać.
– To nieprawda! – wykrzyknął Marcin. – Pomagam, ale wszystko ma swoje granice. Nie zwalaj wszystkiego na mnie.
Rozmowa znów przerodziła się w kłótnię, a każdy próbował udowodnić swoją rację. Atmosfera w domu stawała się coraz bardziej napięta.
– Może weźmy przerwę i ochłońmy? – zaproponował Marcin, próbując uspokoić sytuację.
Anna skinęła głową i poszła do innego pokoju, zostawiając Marcina sam na sam z jego myślami. Zrozumiała, że ich problemy są głębsze niż tylko podział obowiązków, i że ich rozwiązanie nie będzie łatwe.
***
Następnego ranka w mieszkaniu panowała cisza. Ale nie była to złowroga cisza z dnia poprzedniego, raczej cichy spokój, jak po długiej burzy. Anna i Marcin starali się poruszać po mieszkaniu ostrożnie, jak dwaj saperzy rozminowujący pole minowe.
Marcin przygotowywał śniadanie, starając się nie hałasować, nie trzaskać naczyniami i nie stwarzać dodatkowego napięcia. Anna wyszła do kuchni, a ich spojrzenia się spotkały. Uśmiechnęła się, a on odpowiedział jej uśmiechem. To był mały, ale ważny krok.
– Dzień dobry – powiedziała, podchodząc do stołu.
– Dzień dobry – odpowiedział Marcin, nalewając jej filiżankę kawy. – Jak spałaś?
– Dobrze – skinęła głową Anna. – A ty?
– Też dobrze – powiedział Marcin, czując, że napięcie powoli opada. – Pomyślałem, że może wieczorem zrobimy wieczór filmowy? Po prostu się zrelaksujemy i o niczym nie będziemy myśleć.
Anna zastanowiła się, ale potem uśmiechnęła.
– To dobry pomysł. Dawno tego nie robiliśmy – odpowiedziała.
Dzień minął na pracy, a oboje starali się nie myśleć o problemach. Ale wieczorem, gdy usiedli na kanapie z popcornem i włączyli film, atmosfera stała się lżejsza i cieplejsza.
– Wiesz, Marcin – zaczęła Anna – myślałam o tym wszystkim. Wydaje mi się, że nasze problemy wynikają z tego, że przestaliśmy być drużyną.
Marcin skinął głową.
– Zgadzam się. Zbytnio skupiliśmy się na walce o codzienne sprawy i zapomnieliśmy o najważniejszym.
Anna spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
– Spróbujmy zacząć od nowa? Będziemy się wzajemnie wspierać i mniej się czepiać?
Marcin zaśmiał się.
– Tak, będziemy jak za dawnych czasów, gdy każde moje działanie nazywałaś heroicznym wyczynem.
Anna zaśmiała się, przypominając sobie te chwile.
– A ty każdy mój wypiek – kulinarnym arcydziełem.
Marcin zastanowił się przez chwilę.
– Zróbmy tak. Zapomnijmy o wszystkim, co było złe i zacznijmy od nowa.
Anna skinęła głową, a oni uścisnęli sobie dłonie, jak prawdziwi partnerzy.
– I jeszcze – kontynuował Marcin – pomyślałem, że może warto wprowadzić coś w rodzaju rodzinnej narady. Raz w tygodniu omawialibyśmy wszystkie nagromadzone sprawy i podejmowali decyzje razem.
– Świetny pomysł – poparła go Anna. – Dzięki temu unikniemy wielu nieporozumień.
Kontynuowali oglądanie filmu, a atmosfera stawała się coraz bardziej przytulna. Od czasu do czasu wymieniali się żartami i śmiali, jak za dawnych dobrych czasów.
Kiedy film się skończył, Marcin westchnął z ulgą.
– Wiesz, Aniu, zrozumiałem jedną rzecz. Kłócimy się nie dlatego, że się nie kochamy, ale dlatego, że każde z nas chce, żeby wszystko było idealne.
Anna skinęła głową.
– Tak, dokładnie. Ale ideał to mit. Najważniejsze to zrozumienie i wsparcie.
Marcin objął ją, a ona przytuliła się do niego.
– Kocham cię – powiedział cicho.
– I ja ciebie kocham – odpowiedziała Anna. – I nigdy o tym nie zapominajmy.
Siedzieli tak, przytuleni, czując, że zrobili pierwszy krok ku nowemu etapowi w swoim życiu. Zrozumieli, że miłość to nie tylko uczucia, ale także praca nad relacją, kompromisy i umiejętność słuchania siebie nawzajem. I byli gotowi iść tą drogą razem, z humorem, miłością i wsparciem.
Od tego dnia ich życie nie stało się idealne, ale nauczyli się rozwiązywać problemy razem, śmiać się z drobiazgów i cieszyć się każdą chwilą.
Bo najważniejsze to być razem, mimo wszystko, i wspierać się w każdej sytuacji.
