Kiedy Jarosława dowiedziała się, że ich jedyny syn zamierza się ożenić, od razu poszła z mężem do banku i wzięli kredyt na mieszkanie. Oczywiście wszystkie dokumenty były wypełnione na ojca, wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak to się wszystko skończy
– Namówił nas na duży kredyt na mieszkanie, a potem po prostu zostawił swoich rodziców, wyobrażasz sobie? – poskarżyła mi się znajoma 58-letnia Jarosława na swojego jedynego syna. – W tym mieszkaniu potem nawet nie zamieszkał. A my z mężem będziemy teraz spłacać ten kredyt jeszcze przez wiele lat. To mieszkanie nie jest mi w ogóle potrzebne. Staraliśmy się dla naszego jedynego syna. A ja już nie jestem młoda!
Syn Jarosławy, Piotr, ma 29 lat, a prawie dwa lata temu się ożenił i w prezencie ślubnym mama i tata podarowali mu klucze do dobrego mieszkania.
Ojciec wziął mieszkanie na kredyt tuż przed ślubem Piotra, zapisując je na siebie, ponieważ sami z Jarosławą mieli zamiar spłacać ten kredyt.
– Nie mieliśmy innej możliwości, żeby formalnie załatwić nieruchomość. Tak było łatwiej i szybciej, a dla syna to była miła niespodzianka – tłumaczy Jarosława.
W rezultacie Piotr z żoną mieszkali w tym mieszkaniu nieco ponad rok, a potem się stamtąd wyprowadzili. Rodzice, według słów syna, po prostu zmęczyli ich ciągłymi wyrzutami: że niby kupiliśmy wam takie dobre mieszkanie za ostatnie pieniądze, spłacamy za nie kredyt, a wy – nie dzwonicie do nas codziennie, nie radzicie się, nie pytacie o zgodę, nie informujecie nas, co robicie. Lista nieskończonych wyrzutów nie ma końca.
Jarosława miała klucze do mieszkania, ciągle “przychodziła w gości”, a potem robiła synowej wymówki za brudne naczynia, brudną toaletę i pustą lodówkę.
Matka nie rozumiała, dlaczego synowa się nie stara tak, jak ona. To mieszkanie dostali w prezencie, a ona go nie docenia.
– Nie martw się tak bardzo, to mieszkanie wam nie przepadnie! – pocieszają Jarosławę krewni. – Wynajmij je, spłacaj za nie kredyt. A na starość to mieszkanie będzie was żywić, o które teraz tak się martwisz i płaczesz.
Jarosława teraz czuje się zraniona przez swoje jedyne dziecko. Piotr zwrócił wtedy swój komplet kluczy do podarowanego mieszkania, mówiąc – dobrzy rodzice pomagają po cichu i nie wyrzucają tego przez lata, codziennie robiąc wyrzuty za to, że zrobili coś dobrego.
– A ja chyba jestem złą matką dla ciebie! – prawie płacze Jarosława. – Chciałam dla mojego synka jak najlepiej. Jesteśmy gotowi oddać ci wszystko, co mamy, żebyście byli wdzięczni nam za to z żoną.
Minęło już dużo czasu, a ani syn, ani synowa nie chcą mieć z rodzicami nic wspólnego. Mówią, że na starość też nie będą mogli liczyć na ich pomoc i wsparcie.
Trudno zrozumieć tę sytuację, ponieważ rodzice rzeczywiście chcieli dobrze i starali się dla syna. Ale czy właściwe jest ciągłe wyrzucanie im tego mieszkania? A dzieci czy mają rację, całkowicie odwracając się od rodziców na starość?
