Moja mama i teściowa od trzech miesięcy przekonują mnie, by wybaczyć mężowi jego zdradę i nie niszczyć rodziny. Ale ja uważam, że nie ma tu co niszczyć, bo żadnej rodziny nigdy nie było

Mój telefon prawie się przegrzewa, bo ciągle dzwoni albo mama, albo teściowa. Temat rozmów zawsze ten sam – “Wybacz mu, kobieta powinna być mądrzejsza, nie niszcz rodziny”. Patrzę wstecz i widzę, że nie ma czego niszczyć, bo żadnej rodziny nigdy nie było.

Wyszłam za mąż nieco ponad rok temu. Miłość przysłoniła mi oczy, inaczej nie mogę wyjaśnić, dlaczego nie zauważyłam, że przyszły mąż nie przepuszcza żadnej spódnicy i woli spędzać czas z kolegami. Ale wyszłam za mąż i zaczęłam budować gniazdo rodzinne.

Mąż w tym przedsięwzięciu nie brał udziału, wszystkie domowe obowiązki spadły na mnie, choć wracał z pracy wcześniej. A w weekendy zwykle uciekał odpoczywać beze mnie. Twierdził, że nawet wielka miłość może się załamać, jeśli ludzie spędzają ze sobą za dużo czasu. Mąż potrzebował odpoczynku.

Kiwnęłam głową, akceptując jego wyjaśnienia i szczerze wierzyłam, że ma rację. Jestem dość zamkniętą osobą, mam parę przyjaciółek, ale rzadko się widujemy, bo każda ma swoją rodzinę i życie.

Mama i teściowa mówiły, że mąż ma rację, że czasem mężczyźni muszą odpocząć od rodziny, bo tak są zbudowani. Same żyły według tej zasady. Moja mama łączyła rolę gospodyni domowej z pracą, a teściowa całe życie spędziła w domu, wychowując syna i córkę oraz zajmując się domem.

Przyjaciółki twierdziły coś zupełnie przeciwnego, że jeśli mężczyzna kocha, to pragnie spędzać czas z ukochaną, a nie uciekać przy pierwszej okazji do kolegów. Ale bardziej wierzyłam mamie i teściowej, bo przyjaciółki były młode, a starsze pokolenie miało doświadczenie życiowe.

Dość szybko zaszłam w ciążę. Mąż z radością przyjął tę wiadomość, ale świętować poszedł nie ze mną, ani z rodzicami, tylko z tymi samymi kolegami. Ale to mnie nie zastanowiło, bo mamy twierdziły, że to normalna reakcja.

Czułam się samotna, bo nawet w domu mąż wolał siedzieć przy komputerze lub patrzeć w telefon. Ale gdy próbowałam z nim o tym porozmawiać, zaczynał się oburzać, że przecież jesteśmy razem w domu, więc co, mamy teraz cały czas trzymać się za ręce i nie spuszczać z siebie oczu?

O sytuacji dowiedziała się teściowa i wypowiedziała mi, że nie można tak naciskać na mężczyzn, bo inaczej wyrażają emocje. Jemu i tak teraz będzie trudno, bo ja niedługo pójdę na urlop macierzyński, a on będzie musiał utrzymywać rodzinę. Słuchałam jej opinii.

Przez całą ciążę mąż spędził ze mną wieczór siedem razy. Ze mną, a nie gdzieś obok, zajmując się swoimi sprawami. Po tym, jak poszłam na urlop macierzyński, mąż zaczął wracać do domu później i bardzo “wesoły”. Tłumaczył, że tak łagodzi stres, bo teraz musi dużo pracować.

Gdy urodziłam, mąż nawet nie przyszedł na wypis. Nawet nie zadzwonił. I ja nie mogłam się do niego dodzwonić, żeby poinformować go o narodzinach syna. Napisałam SMS. Ze szpitala odbierali mnie moi rodzice, teściowie, moje przyjaciółki. Męża nie było.

W domu teściowa wzięła mnie na bok i powiedziała, że syn teraz świętuje narodziny dziedzica. Podobno chciał przyjść, ale był w takim “wesołym” stanie, że teściowa zabroniła mu się pojawiać w takim stanie obok dziecka. Powiedziała, że jak wуtrzеźwieje, to przyjdzie. Trochę mi ulżyło, bo już nie wiedziałam, co myśleć.

Ale mąż nie przyszedł ani następnego dnia, ani za trzy dni. Za to w mediach społecznościowych napisała do mnie dziewczyna, która przedstawiła się jako siostra osoby, która uważa się za dziewczynę mojego męża. Na początku nie wierzyłam w takie bzdury, ale ona przesłała mi zdjęcia, na których wszystko było jasne.

Dziewczyna napisała, że teraz odpoczywają razem na działce u jakiegoś kolegi męża. Opowiedziała mi wszystko, bo nie znosi mojego męża i wie, że robi w balona mnie i jej siostrę, ale rozmowa z nią jest bezcelowa, więc postanowiła otworzyć mi oczy.

Zapytałam, czemu nie powiedziała wcześniej, a ona odpowiedziała, że czekała, aż urodzę, żeby nie zaszkodzić dziecku, bo nerwy są niezdrowe dla ciężarnych. Przesłała mi jeszcze kilka zdjęć, które, jak zrozumiałam, jej siostra publikuje w swoich zamkniętych mediach społecznościowych. Zdjęcia były bardzo wymowne.

Czułam, jakby ktoś zdjął mi opaskę z oczu. Jak mogłam być tak ślepa wcześniej? Przecież czułam zapach perfum, widziałam, jak mąż z kimś intensywnie pisze i rozmawia przez telefon na balkonie. Ale wtedy po prostu nie myślałam o tym, wierząc, że nie będzie mnie okłamywał. Skąd taka pewność? Po prostu kochałam go bezgranicznie.

Tego samego dnia wymieniłam zamek w drzwiach. Mieszkaliśmy w mieszkaniu, które rodzice podarowali mi jeszcze na studiach, odziedziczone po tacie. Mąż był zameldowany u swojej mamy, więc do mieszkania nie mógłby wejść nawet z policją.

Przyszedł jeszcze dwa dni później. Długo grzebał w zamku, stukał w drzwi, dzwonił, krzyczał, a potem poszedł do rodziców. Ja przez cały ten czas siedziałam, tuląc dziecko i płacząc. Na telefon teściowej odpowiedziałam, że składam pozew o rozwód i nie chcę mieć już nic wspólnego z jej synem.

Przekonują mnie, żebym nie niszczyła rodziny, ale czy my w ogóle mieliśmy rodzinę? Wydaje mi się, że nie. W rodzinie tak się nie postępuje.