Zamiana mieszkań była szlachetnym pomysłem mojej teściowej. Sama przyszła do nas z propozycją, żebyśmy przeprowadzili się do jej większego, dwupokojowego mieszkania, a ona przeniesie się do mojego jednopokojowego. Argumentowała to tym, że wkrótce urodzi się nam dziecko i w trójkę będzie nam ciasno. Bardzo szybko pożałowałam swojej decyzji
Początkowo odmówiłam propozycji teściowej, ponieważ w swoim mieszkaniu czułam się pełnoprawną gospodynią. Tu był zrobiony remont i wszystko dostosowane do moich potrzeb.
Ale mąż uważał, że jego mama mówi rozsądnie i zaczął mnie namawiać, żebyśmy przeprowadzili się do większego mieszkania.
Sama nie wiem dlaczego, ale zgodziłam się. Nie chciałam psuć relacji z mężem, a poza tym planowaliśmy wkrótce sprzedać moje odziedziczone mieszkanie i kupić większe, tylko że nie mieliśmy na to pieniędzy.
Teściowa cieszyła się, że mogła nam pomóc, a mnie ta sytuacja wcale nie radowała. Przeprowadziliśmy się, zaczęliśmy urządzać. Trzeba było trochę odświeżyć remont, dokupić meble i sprzęt, żeby było wygodnie.
Teściowa nie musiała nic zmieniać – wszystko jej odpowiadało w moim mieszkaniu.
Na chwilę nawet pomyślałam, że to nie był taki zły pomysł – zamiana mieszkań, ale nawet nie wyobrażałam sobie, co będzie dalej.
Mój mąż ma dość dużą rodzinę, a wielu jego krewnych mieszka na wsi. A kiedy przyjeżdżali do miasta, to już przywykli zatrzymywać się u mojej teściowej, kto na dzień, kto na dwa, a kto i na cały tydzień.
Kiedy dziecku minął miesiąc, zadzwoniła matka męża i poinformowała mnie, że jej siostrzenica musi iść do lekarza, więc przez kilka dni będzie mieszkać u nas, bo nie ma pieniędzy na hotel.
Znam Świetlanę od naszego wesela, rzeczywiście ma trudną sytuację, jest chora, rozwiodła się z mężem, sama wychowuje córkę, więc zgodziłam się ją przyjąć, chociaż z miesięcznym dzieckiem absolutnie nie chciałam żadnych gości w mieszkaniu.
Te 2-3 dni, o których była mowa, zamieniły się w dwa tygodnie. Krewni przyjechali nie sami, ale z synem, który ciągle marudził, a mój maluch też był niespokojny. Ledwo to przetrwałam, nie mówiąc już o stronie finansowej, bo cały ten czas krewni żyli i jedli na mój koszt.
Ledwo wyjechali, a już był kolejny telefon od teściowej, tym razem prosiła o przyjęcie swojej kuzynki z mężem na kilka dni, bo mają jakieś sprawy w mieście.
– Przepraszam, ale ja jeszcze nie odpoczęłam po poprzednich gościach. I chyba zapomnieliście, że mamy małe dziecko, więc nie chcę zamieniać mieszkania w bezpłatny hotel. Nie chcę, żeby obcy ludzie przynosili różne wirusy i choroby – wyjaśniłam teściowej.
– Oni wszyscy są zdrowi, nie martw się – powiedziała.
Nie chciałam przyjmować gości, bo to bardzo dużo obowiązków. Trzeba wszystkich nakarmić, posprzątać, obsłużyć. Ogólnie odmówiłam, a teściowa obraziła się na mnie. Nie wiem, gdzie zatrzymali się krewni.
Myślicie, że to był koniec? Nie! Teściowa oznajmiła, że siostrzenica znowu musi iść do lekarza.
Ale odpowiedziałam, że nie ma mowy, bo nie zamierzam robić z naszego mieszkania hotelu.
Teściowa uznała moją odmowę za próbę skłócenia jej z krewnymi i zadzwoniła do mojego męża, żeby się na mnie poskarżyć. Powiedziała, że nie potrafię docenić dobra, bo ona przecież zwolniła nam mieszkanie, a ja jestem niewdzięczna.
Mąż wrócił do domu z zamiarem wyjaśnienia sytuacji, ale byłam gotowa, nawet spakowałam rzeczy i ogłosiłam, że wracam do swojego małego jednopokojowego mieszkania, a teściowa może z honorami przyjmować całą swoją rodzinę.
Mama męża zrobiła awanturę, kiedy dowiedziała się o przeprowadzce. Ale mnie to nie obchodziło. Mam nadzieję, że zanim dziecko podrośnie, uda nam się z mężem zaoszczędzić na większe mieszkanie.
