Moja wnuczka nie zaprosiła mnie na ślub, ale teraz przyszła i prosi, żebym ją i jej męża przyjęła do siebie. Mam ładne, duże mieszkanie. Kupiłam je kilka lat temu, kiedy wróciłam z pracy w Hiszpanii. Kiedy moja córka usłyszała, że wnuczka się pojawiła i chce u mnie mieszkać, powiedziała, żebym nawet o tym nie myślała
– Babciu, pomyślałam, że jest gorąco, więc kupiłam ci klimatyzator. Nie masz nic przeciwko? – ćwierkała Marta, moja wnuczka.
Szczerze mówiąc, jestem nieco zaskoczona jej nadmierną uwagą wobec mnie, bo przez wiele lat się nie widziałyśmy, a pod wpływem swojej matki nawet nie chciała ze mną rozmawiać. Teraz przychodzi prawie codziennie, przynosi drogie prezenty.
Od razu zrozumiałam, że to nie jest przypadkowe, i się nie pomyliłam. Okazuje się, że Marta ma oko na moje mieszkanie.
Wnuczka wyszła za mąż, wynajmują mieszkanie, co jest dla nich drogie, więc pomyślała, że przez jakiś czas mogłaby mieszkać ze mną, swoją rodzoną babcią.
Mam ładne, dwupokojowe mieszkanie z dobrym rozkładem i powierzchnią 70 metrów kwadratowych w nowym budownictwie. Kupiłam je kilka lat temu, kiedy wróciłam z pracy w Hiszpanii.
Kiedy moja córka usłyszała, że wnuczka się pojawiła i chce u mnie mieszkać, powiedziała, żebym nawet o tym nie myślała.
– Mamo, pomyśl sama, czy Marta zaprosiła cię na ślub? – mówi córka.
– Nie, przecież wiesz o tym, dlaczego pytasz – mówię.
– To jest odpowiedź na pytanie, czy warto się teraz z nią zbliżać – mówi córka.
Jestem całkowicie zagubiona i nie wiem, co robić. Miałam dwoje dzieci: syna i córkę, kochałam ich jednakowo.
Córka wyszła za mąż jako pierwsza, poszła mieszkać do teściów. Potem ożenił się syn i też poszedł mieszkać do teściów. Nie mogłam zapewnić swoim dzieciom mieszkań, bo nie miałam takiej możliwości.
U córki wszystko było dobrze i byłam spokojna o nią, ale u syna nic się nie układało, źle żyli z żoną, a nawet wspólna córka nie mogła ich pogodzić. W końcu syn się rozwiódł.
Synowa tak bardzo mnie nie lubiła, że nie pozwalała mi widzieć wnuczki, więc prawie jej nie znałam. Miałam nadzieję, że kiedy Marta dorośnie i przestanie być pod wpływem matki, to wybierze mnie i będziemy się spotykać.
Ale Marta uparcie milczała, nawet na pogrzeb nie przyjechała, kiedy mój syn zmarł. Ani była synowa, ani wnuczka nie uważali za konieczne, aby go pożegnać. Dlatego postanowiłam, że oni dla mnie nie istnieją, jeśli ja im nie jestem potrzebna, to oni mi też.
15 lat temu wyjechałam do pracy w Hiszpanii, kupiłam najpierw córce piękne trzypokojowe mieszkanie, a potem sobie dwupokojowe.
Obecnie już nie wyjeżdżam za granicę, postanowiłam zostać w domu. Mam mieszkanie, trochę pieniędzy na starość, więc mogę spokojnie żyć.
Ostatnio odnalazła mnie Marta. Wnuczka zaczęła mówić, że w końcu wszystko zrozumiała i że jesteśmy rodziną, więc powinniśmy się spotykać.
Oczywiście, cieszyłam się, bo to moja rodzona wnuczka, a na dodatek jedyna, bo córka ma dwóch synów. Marta była dla mnie bardzo uprzejma, nigdy nie przyszła z pustymi rękami, zawsze przynosiła coś słodkiego do herbaty i jakiś prezent.
A teraz, proszę, zdecydowała się kupić klimatyzator. Kosztuje niemało, więc zapytałam ją wprost, dlaczego to robi, na co Marta przyznała, że chce prosić o możliwość zamieszkania ze mną, bo trudno im z mężem opłacać wynajem.
Jej prośba mnie zaskoczyła i powiedziałam, że muszę się zastanowić. Kiedy zaczęłam radzić się córki, powiedziała, żebym nawet o tym nie myślała.
Teraz mam dylemat – pomóc czy nie pomóc rodzonej wnuczce? Rozumiem, że na chwilę ich przyjąć nie wyjdzie, bo jak się zadomowią, to będą uważać mieszkanie za swoje, a jak pojawią się dzieci, to co wtedy?
Co mam robić? Nie jestem już młoda, potrzebuję spokoju. Co radzicie?
