Gdy tylko pokłócimy się z mężem, od razu przychodzi teściowa zabrać koce i zasłony
Teściowa nie podejmuje prób rozdzielenia mnie i mojego męża. Przynajmniej nic o tym nie wiem. Jeśli coś robi, to bardzo dyskretnie.
Ale kiedy tylko pokłócimy się z mężem, a zdarza się to bardzo rzadko, ale burzliwie, teściowa od razu biegnie zabrać koce i zasłony, które nam podarowała.
Potem pogodziliśmy się z mężem, a on wraca od rodziców, taszcząc za sobą te same koce i zasłony. Na początku byłam zszokowana tą sytuacją, ale teraz stało się to już tradycją.
Jestem mężatką od siedmiu lat. W tym czasie teściowa zdążyła nam podarować dwa puszyste koce i grube, ciemne zasłony do sypialni.
Oczywiście, to nie jedyne prezenty, ale na inne nie rości sobie pretensji. Ale te zasłony i koce nie dają jej spokoju. Nawet próbowałam ich już nie przyjmować z powrotem, ale się nie udało.
Po raz pierwszy pokłóciliśmy się z mężem w ten sposób dwa lata po ślubie. Oboje byliśmy zmęczeni, emocje kipiały, więc kłótnia była poważna.
Mieliśmy małe dziecko, które nie dawało nam chwili spokoju, mieszkanie na kredyt hipoteczny, pieniędzy wystarczało tylko na związywanie końca z końcem, a do tego jeszcze trzeba było jakoś sobie radzić.
To nagromadzone zmęczenie i irytacja wybuchły najpierw kłótnią, a potem wszystko skończyło się awanturą, w której nikt nie krępował się w wyrażaniu swoich uczuć i wytykaniu drugiemu najmniejszych wad. Mąż wpadł w szał, trzasnął drzwiami i poszedł nocować do rodziców. Dowiedziałam się o tym od teściowej, która już godzinę później stała na progu.
Sucho poinformowała mnie, że syn jej wszystko opowiedział, a teraz jest u nich. Ode mnie zażądała zwrotu koców i zasłon. Powiedziała to tak zwyczajnie, że nawet nie wiedziałam, jak zareagować: pierwszy raz znalazłam się w takiej sytuacji. Więc milcząc wskazałam teściowej na zasłony i łóżko nakryte kocem.
Teściowa sprawnie przyniosła taboret i zaczęła zdejmować zasłony, potem zwinęła koc, zapytała, gdzie jest drugi. Też milcząc wyjęłam drugi, jeszcze nieużywany koc prosto z opakowania.
Po jej wyjściu jeszcze przez piętnaście minut przetrawiałam to wydarzenie, potem obudziło się dziecko i już nie miałam na to czasu.
Pogodziliśmy się z mężem, a on przyniósł z powrotem to, co zabrała teściowa. Na początku nie chciałam przyjąć, jej zachowanie wydawało mi się oburzające. Ale potem teściowa sama przyszła, ze łzami w oczach przepraszała, błagała, żeby się nie obrażać, zabrać prezenty. Właśnie pogodziłam się z mężem, nie chciałam się z nim znowu kłócić, więc wszystko przyjęłam.
Kiedy po kilku latach znowu poważnie się pokłóciliśmy, przyjście teściowej już mnie nie zdziwiło. Po pierwszej kłótni już nie używałam ani koców, ani zasłon, więc szybko je oddałam.
I znów się pogodziliśmy, znów te paczki powędrowały do naszej komórki. Znów teściowa płakała i prosiła, żeby zabrać prezenty i nie gniewać się na nią.
Ta sytuacja powtórzyła się jeszcze dwa razy. Już się nie dziwiłam, nawet o nic nie pytałam. Od razu odsyłałam męża z tym jego wątpliwym dobytkiem, ale w momencie kłótni nie było na to czasu.
Ale jak tylko mąż wychodził z domu, od razu wyciągałam koce i zasłony z komórki, wiedząc, że teściowa zaraz przybiegnie. Już mnie to nie śmieszyło, nie denerwowało, było to coś zwyczajnego.
Podzieliłam się tą historią z mamą i przyjaciółkami. Wszystkie jednogłośnie twierdzą, że powinnam wyrzucić te graty i przestać kontaktować się z teściową, która wyraźnie nie żywi do mnie ciepłych uczuć.
Nie widzę sensu. Nie odczuwam jej wpływu na naszą rodzinę. Kontaktujemy się rzadko, nie przeciąga na swoją stronę syna. Nie wiem, dlaczego ma taki pociąg do zasłon, ale jeśli to największy minus teściowej, nie widzę sensu zaostrzać relacji, stając w heroicznych pozycjach.
