Mąż rozbił laptop żony o podłogę

– Zupełnie się rozleniwiłaś, dzieci nie masz, a nic nie zdążasz. Czym się zajmujesz, gdy ja haruję cały dzień? Mam nadzieję, że nie zamierzasz mnie zawstydzić przed kolegami.

***

Ze swoim obecnym mężem Ewa poznała się, gdy skończyła szkołę. Sergiusz był starszy od niej o całe piętnaście lat i szybko zdobył autorytet u młodej naiwnej studentki.

Już po pół roku mężczyzna oświadczył się Ewie i przeprowadził ją do swojego przestronnego mieszkania w centrum miasta. Chociaż matka Ewy, która wychowywała córkę samotnie, była przeciwna pośpiesznemu małżeństwu, córka posłusznie podążyła za mężem, uskrzydlona uczuciami.

– Mamo, on jest taki wspaniały! – mówiła marzycielsko. – Sukcesywny, ustabilizowany. Będę z nim jak za kamienną ścianą!

I rzeczywiście, swojego dojrzałego, władczego męża Ewa słuchała we wszystkim. Sergiusz był mężczyzną niezwykle konserwatywnym, z ustalonymi poglądami na życie rodzinne. Według niego kobieta nie powinna studiować ani pracować. Zamiast tego powinna całkowicie oddawać się domowym obowiązkom i obsłudze pracowitego męża.

Tak więc posłuszna Ewa porzuciła studia, zasiedziała się w domu i skupiła się na budowaniu domowego ogniska, zanurzając się w to z głową. Jednak takie nieprzemyślane decyzje bardzo szybko przyniosły jej wielkie kłopoty. Nawet nie podejrzewała, w jakim piekle znajdzie się przez despotycznego męża…

W ich związku szczególnie ostro pojawił się problem z dziećmi.

Oboje o nich marzyli, ale Ewie nie udawało się zajść w ciążę. Zaniepokojona tym problemem, przeszła kilkanaście badań, odwiedzała każdą klinikę w mieście, ale wszyscy lekarze jednogłośnie twierdzili, że nie ma żadnych patologii. Wydawałoby się, że to powód do radości?

Jednak Ewa nie miała powodów do świętowania. Z każdym dniem mąż krytykował ją coraz bardziej.

– Co to znaczy „nie wykryto patologii”? To przecież bzdura, Ewo! – narzekał Sergiusz. – Jeśli wszystko jest z tobą w porządku, dlaczego nie możesz zajść w ciążę? Tak nie może być, zapisz się do innego specjalisty!

– Do jakiego? Sergiuszu, badano mnie u najlepszych lekarzy w naszym mieście! Gdzie jeszcze proponujesz mi pójść? – oburzała się Ewa. Procedury medyczne wyczerpywały ją zarówno fizycznie, jak i psychicznie. – Jestem zmęczona, kochanie, nie rozumiesz? Spróbuj sam nie wychodzić z szpitali, a potem dniami chodzić na nerwach, czekając na wyniki badań!

– A ja nie muszę się badać, Ewo – pewnie oświadczał mężczyzna. – W przeciwieństwie do ciebie, moje zdrowie jest w idealnym stanie.

– Skąd wiesz? Poszedłbyś się przebadać, różne rzeczy się zdarzają. Tobie i mnie byłoby spokojniej…

– Nie mów mi, co mam robić! Zaczęłaś tu rozkazywać! – podniósł głos Sergiusz, uderzając pięścią w stół, od czego kobieta natychmiast ucichła.

– Dla twojej informacji, urodziłem się w wielodzietnej rodzinie. W nas, braciach, płodność jest we krwi! Więc nie gadaj głupot i nie obwiniaj mnie! Jutro zadzwonię do kliniki w Warszawie. Pojedziesz do stolicy, niech cię tam przebadają…

Swoje plany Sergiusz zrealizował natychmiast. Już po tygodniu wysłał żonę do Warszawy do jednego z najlepszych specjalistów w kraju.

Jednak ten, bez wahania, stwierdził, że Ewa jest całkowicie zdrowa. Ta wiadomość wcale nie ucieszyła męża. Na tle niewyjaśnionego niezadowolenia czepiał się żony i deprecjonował wszystkie jej domowe prace.

– Boże, Ewo, skąd ty masz takie ręce? Czy naprawdę tak trudno ugotować normalny obiad? – oburzał się Sergiusz, siedząc przy stole. – Za każdym razem coś jest przegotowane, przypalone, albo w ogóle przypalone! A dziś? Zapomniałaś, jak się używa solniczki? Dlaczego język mi drętwieje?!

– Przepraszam, Sergiuszu, całkowicie się zamotałam…

– W czym się zamotałaś?

– Przecież dzisiaj mam i sprzątanie, i pranie. Twoje koszule prasowałam przez godzinę! O podłogach już nie mówię, nie mogłam się do nich zabrać od miesiąca…

– Widzę – mruknął niezadowolony mąż, patrząc pod nogi.

– Ewo, coś mi się wydaje, że całkiem się rozleniwiłaś. Gdybyś miała dziecko na rękach, zrozumiałbym, dlaczego nic nie zdążasz. Ale siedzisz cały dzień w domu – masz mnóstwo wolnego czasu! Dlaczego ja, pracowity mężczyzna, muszę wracać do brudnego mieszkania, gdzie siedzi nieudolna żona?!

– Jakie brudne, Sergiuszu? – niemal płacząc, odpowiedziała obrażona kobieta. – Zobacz, dzisiaj wytarłam półki, umyłam naczynia, przejrzałam twoją szafę! A łazienkę widziałeś? Błyszczy jak kryształ!

– Nic nie chcę słyszeć! Lepiej, żebyś tak samo pilnie gotowała, jak ścierasz kurz! Zostawiłaś męża głodnym, to i ponosisz konsekwencje! Jak mogłem poślubić tak nieudolną gospodynię…

Bardziej domowe pretensje Ewa mogła jeszcze znieść, ale wkrótce mąż przeszedł do ataków osobistych. Coraz częściej nazywał ją beznadziejną i zaniedbaną utrzymanką, która „siedzi mu na karku i żyje sobie dobrze”.

Szczególnie krytykował jej wygląd. Bez końca rzucał w jej stronę obraźliwe uwagi typu „Jaka jesteś gruba! Jaka tłusta! Masz wszędzie cellulit! Nawet z tobą nie położę się do łóżka!” i tak dalej.

Znosić takie upokorzenia z każdym dniem było coraz trudniej. Ewa stała się jeszcze bardziej zamknięta w sobie i niepewna, zupełnie nie przypominała dawnej siebie.

Nie było nikogo, kto mógłby się za nią wstawić. Matka, niezadowolona z wczesnego małżeństwa, prawie zniknęła z życia Ewy, a krąg znajomych znacznie się skurczył, odkąd pojawił się Sergiusz. Już wtedy kontrolował każdy krok Ewy i zabronił jej kontaktować się z „niewłaściwymi” ludźmi…

Jednak pewnego dnia sama los zesłał Ewie niespodziewane spotkanie. Spacerowała po sklepie, szukając produktów na kolację, kiedy natknęła się na byłą koleżankę ze szkoły. Między kobietami od razu nawiązał się wesoły, swobodny dialog, w trakcie którego obie podzieliły się swoimi życiowymi sukcesami i nowościami.

– Ojej, przeprowadziłam się do Warszawy, wyobraź sobie! – opowiadała Julia. – Spełniłam swoje marzenie, gram w teatrze! Kostiumy, muzyka, scena – to wszystko tak wciąga i fascynuje! Udało mi się wyrwać choć na tydzień, więc przyjechałam do rodziców na odwiedziny…

– Niesamowite! Jaką jesteś wspaniała, Julio! – cieszyła się za koleżankę Ewa.

– A ty nadal

mieszkasz w naszym miasteczku? Pamiętam, że chciałaś skończyć uniwersytet i przeprowadzić się do stolicy, czyż nie?

– Tak, ale… – zająknęła się Ewa. Nagle zrozumiała, że nie ma nic do opowiedzenia o sobie i swoich osiągnięciach. Aby nie stracić twarzy, postanowiła trochę skłamać.

– Wiesz, z nauką jakoś się nie udało. Chyba to nie moja specjalność… Poza tym wyszłam za mąż, mówiłam ci o tym? Sergiusz jest cudownym i troskliwym mężem, sam utrzymuje rodzinę!

– Jak miło to słyszeć! Pewnie macie już dzieci?

Ewa zająknęła się.

– Tak, ale… Są teraz u babci na wakacjach.

– Na wakacjach? Przecież to wrzesień! Kiedy więc urodziłaś, zaraz po szkole? – zaśmiała się Julia.

Ewa przygryzła język. Bardzo chciała wywrzeć wrażenie szczęśliwej matki i żony.

– Mają prywatną szkołę! – wypaliła pierwsze, co przyszło jej na myśl, i machnęła ręką z udawanym śmiechem. – W ich szkole nauka przesunięta o miesiąc, wyobraź sobie? I zaczyna się już od piątego roku życia, więc tak, w październiku idą do pierwszej klasy. My sami byliśmy zaskoczeni, kiedy zapisywaliśmy dzieci…

Przypadkowe spotkanie z byłą koleżanką nie dawało Ewie spokoju przez następne kilka dni. Miała wrażenie, że gdzieś w swoim życiu zbłądziła. Przecież kiedyś sama marzyła o dużym mieście i karierze.

Skoro nie udawało się z dzieckiem, postanowiła dokończyć studia i podjąć pracę, aby zacząć karierę i poznać nowych ludzi. Swoim pomysłem podzieliła się z mężem, ale otrzymała tylko szyderczy uśmiech.

– Jaką specjalność, Ewo, słyszysz siebie? Masz już dwadzieścia cztery lata, wszyscy twoi rówieśnicy skończyli studia, a ty? I nie obrażaj się, kochanie, ale nie jesteś zbyt bystra…

Nie otrzymawszy wsparcia od męża, Ewa po raz pierwszy postanowiła wziąć życie we własne ręce. W tajemnicy przed Sergiuszem zaczęła intensywnie przeszukiwać Internet w poszukiwaniu pracy zdalnej. Przeglądała jedną ofertę za drugą, aż natknęła się na internetową szkołę projektowania graficznego.

Naprawdę zainteresowała się tym tematem i po krótkim namyśle postanowiła spróbować swoich sił w tej profesji. Na szczęście przez te lata mąż nigdy nie ograniczał jej wydatków, a zgromadzone oszczędności wystarczyły na opłacenie nauki.

Po zaledwie pół roku Ewa osiągnęła sukces w tej twórczej dziedzinie i zdobyła certyfikat projektanta graficznego. Szkoła zapewniła jej pierwszych klientów, którzy docenili jej prace i zostali stałymi zleceniodawcami. Chociaż Ewa zaczynała z niewielkimi zarobkami, dzięki wytrwałości i zaangażowaniu osiągnęła przyzwoity dochód.

Swoimi sukcesami pochwaliła się przed mężem. Tym razem nie dla wsparcia. Ewa wiedziała, że mężczyzna nie doceni jej wysiłków, chciała jedynie, żeby wreszcie zobaczył, że jest coś warta, i przestał ją poniżać. Jednak reakcja Sergiusza była bardziej gwałtowna, niż Ewa się spodziewała.

– Dlaczego wydałaś pieniądze, które ci dawałem, na takie bzdury?! – krzyczał, biegając tam i z powrotem. – Mówiłem ci wyraźnie: żadnej nauki, a już na pewno żadnej pracy! Tym upokorzyłaś mnie jako mężczyznę, Ewo!

– Nie rozumiem, dlaczego się złościsz, Sergiuszu? Co złego jest w tym, że będę robić to, co kocham, i dostawać za to wynagrodzenie?

– Co złego? Masz jeszcze czelność pytać mnie, co w tym złego, Ewo?! Może to, że i tak nie radzisz sobie z domowymi obowiązkami? Popraw się i bądź normalną żoną, a nie zajmuj się bezsensowną nauką, żeby mnie upokorzyć!

– Nie chcę cię upokorzyć, Sergiuszu! Co ty mówisz?! – tłumaczyła się przestraszona kobieta.

Nagle mężczyzna chwycił jej laptopa.

– Nie dostaniesz ode mnie ani grosza, a o „ukochanej pracy” możesz zapomnieć, rozumiesz? – mąż rozbił laptop żony o podłogę. – Nie pozwolę, żeby moja kobieta stała na równi ze mną i chwaliła się pieniędzmi! Śmieją się ze mnie wszyscy normalni faceci, jeśli dowiedzą się, że nie potrafię poskromić nieposłusznej żony!

Kobieta zaniemówiła i rozpłakała się. Tam było wszystko, od rozmów z klientami po gotowe szkice. Ewa bała się sprzeciwić rozwścieczonemu mężowi: Sergiusz tak ją przeraził swoim zachowaniem, że obawiała się, iż pod gorącą ręką oprócz laptopa może znaleźć się także ona…

Przez następne kilka dni Ewa nie rozmawiała z mężem. Był to jedyny sposób, aby wyrazić swoje zranienie i jednocześnie nie narazić się na jeszcze większy gniew.

Sergiusz także nie palił się do pogodzenia się z żoną. Przepadł w pracy, a do domu wracał późno i jadł kolację w samotności, kiedy Ewa już kładła się spać. Ich cichy bojkot trwałby dalej, gdyby nie jedno małe wydarzenie, które wywróciło wszystko do góry nogami…

Tego dnia Ewa, jak zwykle, sprzątała. Wreszcie udało jej się uporządkować górne półki szafy. Kobieta planowała wyrzucić cały zalegający tam śmieć, przetrzeć kurz i uporządkować pozostałe rzeczy.

Jakie było zdziwienie Ewy, gdy wzięła do rąk grubą teczkę ze starymi dokumentami, których od dawna nie przeglądali, i przypadkowo wypadło z niej zaświadczenie sprzed dwóch lat.

Przebiegając oczami po kartce, Ewa zaniemówiła i osunęła się na podłogę. Zawartość stwierdzała, że jej mąż, jak się okazuje, był bezpłodny. Kobieta nie mogła uwierzyć własnym oczom.

Okazało się, że w tajemnicy przed nią Sergiusz przeszedł badania i przynajmniej od dwóch lat doskonale wiedział o diagnozie. Niemniej jednak przez cały ten czas bezczelnie obwiniał żonę za niemożność zajścia w ciążę i poniżał jej kobiecość.

To, czego dowiedziała się Ewa, wystarczyło, aby podjąć trudną decyzję. Rzuciwszy wszystkie obowiązki domowe, spakowała rzeczy. Medyczne zaświadczenie zostawiła demonstracyjnie na widocznym miejscu, aby dać mężowi do zrozumienia, że o wszystkim wie.

W tym samym czasie napisała do tej koleżanki ze szkoły, która przeprowadziła się do Warszawy, prosząc ją o pomoc. Ewa planowała uciec od męża-tyrana i wreszcie rozpocząć nowe życie w stolicy, gdzie on nigdy jej nie znajdzie.

Tego samego wieczoru, wydając resztki oszczędności na późny bilet do Warszawy, Ewa przyjechała na dworzec. W tym czasie jej telefon już rozbrzmiewał od dzwonków i wiadomości od wracającego do domu Sergiusza, ale nie zamierzała odbierać. Zamiast tego wyłączyła telefon i wsiadła do pociągu. W stolicy czekała już na nią serdeczna Julia, która zgodziła się przyjąć

koleżankę na pierwsze dni…

Obrażony Sergiusz jeszcze długo nie dawał Ewie spokoju. Prosił o normalną rozmowę i zachowanie małżeństwa, a potem rzucał obelgi i groźby, żądając, by nigdy więcej nie wracała. Gdy nie udało mu się nakłonić żony do powrotu, złożył pozew o rozwód. To właśnie na to czekała Ewa. Ponieważ nie mieli dzieci, rozwiedli się bez sądu w urzędzie stanu cywilnego.

Odejście od byłego męża całkowicie odmieniło jej życie. Początkowo mieszkała u koleżanki, pracowała na zmiany i jednocześnie przyjmowała zlecenia na projekty graficzne. Jej dochody znacznie wzrosły i wkrótce Ewa wynajęła własne mieszkanie, prowadząc nowe, samodzielne, a przede wszystkim szczęśliwe życie.